-HISTORIA- | -BIOGRAFIA- | -LITERATURA- | -DOKUMENTY- | -FOTOGRAFIE- | -FILMY- | -LINKI- | -KONTAKT-
-------------------------------------[home]---[contact]--- [guestbook]--- [forum]-------------------------------------

Stronę odwiedziło

javascript hit counter
gości

SS-Oberaufseherin Irma Grese
----------------------------------
Irma Grese, nazywana "Piękną Bestią" podczas II wojny światowej pracowała jako nadzorczyni SS w obozach koncentracyjnych i ośrodkach masowej zagłady. W przeciągu swojej trzyletniej służby na stanowisku SS-Aufseherin, a nastepnie SS-Oberaufseherin zyskała miano jednej z najbardziej okrutnych i bezlitosnych strażniczek obozowych. Znienawidzona przez rzesze więźniów, została po wojnie schwytana i osądzona wraz z innymi esesmanami i esesmankami przed brytyjskim sądem wojskowym. Pomimo młodego wieku i nieprzeciętnej urody, sąd skazał ją na karę śmierci za ogrom zbrodni popełnionych w Auschwitz-Birkenau oraz Bergen-Belsen. Co tak naprawdę wydarzyło się 64 lata temu? Czy wszystkie ogólnie znane informacje o Irmie Grese są prawdziwe, czemu postać tej młodej kobiety nadal wzbudza aż tyle emocji? O tym wszystkim dowiecie się czytając "Schnell!".

Drogi Czytelniku! Niniejsze opracowanie jest efektem kilku miesięcy pracy, wielogodzinnego przeglądania zasobów Internetu, czytania książek i wyszukiwania potrzebnych dokumentów z wielu bibliotekarskich archiwów. Ale przede wszystkim, jest efektem moich zainteresowań, którym poświęcam swój wolny czas i w które wkładam całe swoje serce. Jestem świadoma tego, że temat Zagłady/Holocaustu jest zgłębiany coraz chętniej i przez coraz młodsze pokolenia. Odchodzą ostatni świadkowie tragicznych wydarzeń z lat 1939-1945. Obecnie to na nas, pokoleniu urodzonym wiele lat po wojnie, spoczywa obowiązek Pamięci, który także (na swój sposób, m.in. tworząc to opracowanie) staram się wypełnić. Zapraszam do lektury!

Opracowanie jest częścią projektu "SS-Aufseherin: Female Camp Guards"
Autor: Joanna Czopowicz







Uwaga! Opracowanie ma charakter historyczno-naukowy. Niektóre treści zawarte na tej stronie przeznaczone są dla Czytelników, którzy ukończyli 16 lat.

Podziękowania... | Many Thanks To...
Pozwólcie, że w tym miejscu podziękuję kilku osobom, bez których pomocy nie udałoby mi się stworzyć tak obszernego i rzetelnego opracowania.

Przede wszystkim podziękowania kieruję do Mariusza, którego strona internetowa o "Pięknej Bestii" zainspirowała mnie, by stworzyć opracowanie dla polskiego czytelnika. Zapraszam do odwiedzenia strony o Irmie Grese autorstwa Mariusza:
[www.br.geocities.com/grese.irma@ymail.com/index.html]

Chciałabym bardzo gorąco podziękować panu Danielowi Patrickowi Brown, autorowi książki "The Beautiful Beast: The Life and Crimes of SS-Aufseherin Irma Grese". Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego... Może kiedyś, jeśli los pozwoli, będziemy mieli okazję osobiście porozmawiać.
Oficjalna strona autora:
[www.danielpatrickbrown.com]

Podziękowania należą się także dla pana Colina Leech, z którym mam internetowy kontakt od niedawna, lecz to właśnie dzięki niemu otrzymuję dużo pomocnych informacji.
Pan Leech jest autorem strony o obozie Bergen-Belsen:
[www.bergenbelsen.co.uk]

Wyrazy ogromnej wdzięczności dla pana Stanisława Kobieli za nawiązanie współpracy i nieocenioną pomoc przy rozbudowie strony i poszerzaniu informacji dotyczących nadzorczyń SS. Zapraszam do odwiedzenia serwisu internetowego bochniacy.pl oraz zapoznania się z internetowym wydaniem "Wiadomości Bocheńskich", w których zamieszczono artykuł autorstwa pana Stanisława o krakowskim procesie załogi Auschwitz-Birkenau.
[www.bochniacy.pl]

Jeszcze o tym, co znajdziecie na tej stronie. Oprócz biografii, która jest może zbyt obszerna (dzięki temu mogę uważać temat za wyczerpany), w opracowaniu zamieściłam wiele dokumentów archiwalnych, zwłaszcza warto przejrzeć skany z zagranicznych gazet. Nigdy nie zapomnę dni spędzonych na przeglądaniu starych czasopism z 1945 roku, kiedy to mogłam poczuć przeszłość na własnej skórze, dotknąć pożółkłego papieru i spojrzeć "Bestii" w oczy. Ci, którzy interesują się historią wiedzą, co mam na myśli.
Na stronie zamieściłam także wiele linków, zarówno do różnorodnych opracowań, głównie w języku angielskim i niemieckim, oraz do innych stron www. Trzeba jednak mieć na uwadze to, że w Internecie ludzie zamieszczają wiele nieprawdziwych informacji, a tym samym okłamują historię. Bądźcie na to wyczuleni. Mogę zapewnić Was, że dochowałam wszelkich starań, by poniższe opracowanie było zgodne z prawdą historyczną i poparte rzetelnymi źródłami.



Od początku swego istnienia, władza, jaką ustanowili hitlerowcy przemawiała językiem bezkompromisowego autorytetu i domagała się poświęcenia własnych interesów interesom zbiorowości. Każdy Niemiec musiał wbić sobie w świadomość, że zbiorowość niemiecka, której cele wyraża wola Führera, może podporządkować sobie każdy interes jednostki. "Du bist nichts, dein Volk ist alles" - "Jesteś niczym, twój naród jest wszystkim". Im większa była zdolność do poświęcenia swego "ja" i do ślepego posłuszeństwa rozkazom, które legitymowały się wolą Führera, tym większa była szansa jednostki na znalezienie się wśród najlepszych. Faszystowska zasada rządzenia wynikała z "zasady wodzostwa", którą można przedstawić jako hierarchię posłuszeństwa i odpowiedzialności. Była to także hierarchia strachu. Obsesyjne przekonanie o potrzebie wykonania każdego rozkazu jawi się jako klasyczny przypadek działania mechanizmu sado-masochistycznego. Strach stał się główną racjonalizacją działań ludzkich i on nadawał sens istnieniu oraz działaniu faszystowskiej władzy.

Dziś, wiele lat po tragicznych wydarzeniach II wojny światowej, można jasno stwierdzić, że hitleryzm był ideologią ślepej wiary i ślepego posłuszeństwa. Tworzony w ówczesnych Niemczech nazistowski aparat terroru opanował najważniejsze dziedziny życia społecznego i politycznego. Powoli a jednak zdecydowanie rosła w siłę potęga hitlerowskiego "Vaterlandu", zwracając się przede wszystkim do ludzi młodych, tak bardzo stęsknionych i szukających dla siebie autorytetu. Podążali oni drogą, jaką wytyczył im Wódz, poświęcając wszystko nawet za cenę własnego życia.

W ciągu swojego krótkiego życia, Irma Grese osiągnęła wszystko to, co mogła osiągnąć niemiecka kobieta całym sercem oddana swojej ojczyźnie i Führerowi. Jej fanatyczne posłuszeństwo wobec nazistowskiej propagandy i chęć wypełnienia "misji" powodowały niewyobrażalne cierpienie niewinnych ludzi, doprowadzając ją w przed oblicze sprawiedliwości, a ta wydała najsurowszy wyrok...



"Każde wielkie działanie na tym świecie jest zwykle spełnieniem
pragnienia od dłuższego czasu obecnego w milionach ludzkich
serc i będącego przedmiotem powszechnej tęsknoty."

Adolf Hitler, Mein Kampf


Ein Volk, Ein Reich, Ein Führer!

W 1923 roku, w tym samym, w którym urodziła się Irma Grese, została wydana w Niemczech książka Artura Moellera van den Brucka zatytuowana "Das dritte Reich" [Trzecia Rzesza], w której autor głosił jako najwyższą wartość ducha ascetyczną kulturę średniowiecza, potępił kulturę Zachodu i uzasadniał przeszłością niemiecki nacjonalizm. To właśnie Moeller rozpropagował określenie "rewolucyjny konserwatyzm" - wieczne i trwałe wartości narodu niemieckiego przeciw tradycji mieszczańsko-liberalnego XIX-wiecza. W tym przypadku oznaczało to całkowite podporządkowanie się celom państwa...

Nie tylko literatura polityczna, która miała za zadanie podbudowywać teoretycznie nacjonalizm niemiecki, wywierała duży wpływ na życie społeczne i kulturalne w Niemczech lat dwudziestych ubiegłego wieku. Sztuka niemiecka zmieniła po wojnie swojego adresata. Stała się w większym stopniu sztuką masową. Taką sztuką stał się przede wszystkim film. Film niemiecki tworzył arcydzieła, które przeszły na zawsze do historii filmu. Było jednak w tej sztuce coś nad wyraz przygnębiającego. Był w niej bunt człowieka przeciw społeczeństwu, przeciwko wszelkim więzom społecznym.
Pustka? Samotność? W jednym z najbardziej zaludnionych krajów Europy, w kraju wysoko rozwiniętej cywilizacji technicznej, wśród stłoczonych skupisk wielkomiejskich? Stabilizacja życia politycznego, koniec inflancji, możliwość ułożenia sobie przyszłości - to wszystko nie zapełniało pustki wewnętrznej i męczącego poczucia samotności. Okres ten jest okresem postępującego powszechnie we współczesnym kapitalizmie zjawiska dezintegracji węzłów społecznych. Doprowadziło to do nieustannego potęgowania uczucia pustki i zagrożenia, poczucia własnej słabości i potrzeby mocnego autorytetu.

"Problem nacjonalizmu ludzi jest pierwszym i głównym warunkiem stworzenia zdrowych socjalnych warunków jako podstawy wychowania jednostki. Ponieważ tylko ten, kto poprzez wychowanie i szkołę poznał kulturalną, ekonomiczną, a nade wszystko polityczną wielkość swojej ojczyzny, może uzyskać poczucie dumy, że jest członkiem takiego narodu."
Adolf Hitler, Mein Kampf

W tamtym czasie, hitlerowska NSDAP zaczyna liczyć się jako partia masowa. Koniec lat dwudziestych to dla całych Niemiec gwałtownie pogłębiająca się depresja gospodarcza. Jest to także koniec stabilizacji i względnego spokoju. Trzeba pamiętać, że Niemcy były krajem przemysłowym a więc krajem robotniczym. Pierwszą konsekwencją kryzysu gospodarczego było bezrobocie. Jego ofiarą padali robotnicy mniej wydajni i gorzej wykwalifikowani.
Kto zna Niemcy, może stwierdzić, jak bardzo urozmaicony jest krajobraz niemiecki: miejscami urzekająco piękny, jak w dolinie górnego biegu Renu, w Schwarzwaldzie, w Turyngii czy w Dolnej Bawarii, miejscami posępny w swej monotonności, jak na piaskach Brandenburgii, na bagnistych obszarach Meklemburgii lub u ujścia Łaby i Wezery. Tak samo zróżnicowana była wieś niemiecka: bogata dobytkiem materialnym, siłą organizacji społecznej, zacofana i wyludniająca się z roku na rok w okolicach podgórskich - jak Bawaria Górna lub w regionach wielkiej własności ziemskiej - zwłaszcza we wszystkich wschodnich prowincjach Prus, w Meklemburgii i Szlezwiku-Holszynie.

Kryzys pogłębiał się i na wsi, odbijając się szczególnie dotkliwie na małorolnej biedocie. Na początku lat trzydziestych kryzys finansowy został co prawda powstrzymany, ale i to nie zmieniło trudnej sytuacji ekonomicznej Niemiec. Bezrobocie i nędza przyczyniały się do radykalizacji nastrojów. Rozpętana wówczas na niebywałą skalę propaganda hitlerowska wyzyskiwała te nastroje bardzo skutecznie. Zebrania i wiece, w których uczestniczyły dziesiątki tysięcy słuchaczy, odbywały się na wolnym powietrzu, na placach i stadionach. W licznych pochodach i manifestacjach brały udział już setki tysięcy uczestników. Wysoki udział chłopstwa w ruchu partii spowodowany był naciskiem, jaki Adolf Hitler kładł na zaniedbany dotąd teren wiejski. Zdumiewająco wysoki odsetek członków partii stanowili robotnicy i chłopi. Propaganda adresowana była do drobnego posiadacza. Mówiła ona chłopu, że stanowi sól ziemi niemieckiej, że jest najczystszym ucieleśnieniem rasy aryjskiej - i co najważniejsze, że w państwie rządzonym przez narodowych socjalistów czeka go dobrobyt i spokój.
Po 1933 roku kiedy NSDAP była już jedyną legalną partią w Niemczech dokonywano przeobrażeń różnorakich instytucji społecznych. Celem partii hitlerowskiej była całkowita instytucjonalizacja życia społecznego, czyli doprowadzenie do stanu, w którym każda reakcja społeczna kierowana jest przez państwo. Wśród tych najważniejszych przejawów instytucjonalizacji wynienić trzeba monopolistyczną - w sensie ideowo-wychowawczym - organizację życia młodzieży.

Kinder - Küche - Kirche

"Obowiązkiem państwa jest przemienić młodą latorośl w wartościowy instrument dla późniejszego powiększenia rasy. Mając to na względzie państwo narodowe musi tak kierować swoją pracą edukacyjną, aby na pierwszym miejscu nie było wpompowywanie czystej , wiedzy, ale rozwijanie zdrowych ciał. Potem przychodzi czas na rozwój zdolności umysłowych. Zawsze zaczyna się od formowania charakteru, szczególnie rozwijania siły woli i determinacji połączonej z nauczaniem przyjmowania odpowiedzialności z radością i dopiero na końcu przychodzi czas na przekazywanie czystej wiedzy."
Adolf Hitler, Mein Kampf

Młodzież w planach nazistów miała odegrać bardzo ważną rolę. Zwiększenie liczby urodzeń w Niemczach miało na celu pozyskanie nowych rąk do pracy oraz przyszłych żołnierzy walczących za Führera, a także wychowanie nowego pokolenia, w którym możnabyłoby zaszczepić ideały narodowego socjalizmu. Dążenie do tego celu stało się wyznacznikiem polityki rodzinnej prowadzonej przez Niemcy po 1933 roku. Według faszystów, naród niemiecki miał stać się wielki nie tylko w znaczeniu politycznym i duchowym, ale także liczebnym. "Od młodzieży zależy przyszłość narodu niemieckiego. Cała niemiecka młodzież musi być przygotowana do swoich przyszłych obowiązków."
Narodowi socjaliści poprzez surową dyscyplinę i wpojenie fanatycznego kultu "nowego porządku" pokazali młodej i niedoświadczonej młodzieży jak wygląda model wzorowego Aryjczyka. Zachęcona tą propagandą "przyszłość narodu", zaangażowana politycznie, odrzucała system wartości oparty na wiedzy i coraz chętniej przystępowała do takich organizacji jak Hitlerjugend czy Bund Deutscher Maedel.

Młode dziewczęta przygotowywane od najmłodszych lat do roli przyszłych żon i matek otrzymywały gruntowne szkolenie z dziedziny gospodarstwa domowego czy opieki zdrowotnej. Obecny wówczas slogan "Kinder-Küche-Kirche" polegał głównie na degradacji społecznej niemieckich kobiet. Narodowy socjalizm skazywał kobiety na zamknięcie w kręgu spraw domowych i rolę "samicy rozpłodowej i przedmiotu uciech mężczyzny-bohatera". Sam Führer tak wypowiedział się o roli, jaką mają pełnić w państwie kobiety: "Światem kobiety jest mężczyzna, rodzina, dzieci i dom." Natomiast w książce "Mein Kampf" w dwóch zdaniach opisał wszystkie powinności aryjskiej kobiety:

"W przypadku wykształcenia kobiety główny nacisk powinien być położony na ćwiczenia cielesne, następnie na rozwój charakteru i na końcu - intelektu. Ale absolutnym celem wykształcenia kobiety musi być przygotowanie jej do roli matki."

Czym więc była rodzina w społeczeństwie, w którym partia zajmowała się z osobna każdą kobietą i każdym mężczyzną a także regulowała ich stosunki i wychowywała ich dzieci? Pojęcie rodziny w III Rzeszy odnoszono zresztą do domów z co najmniej czworgiem dzieci. Pomoc finansowa, jaką oferowało państwo była tu istotnym bodźcem, który zachęcał do powiększania rodziny. "Urodzenie każdego dziecka jest bitwą" mówił Hitler a kobiety pełne dumy przekonane były, że rodzą dzieci państwu i samemu Führerowi.

Młodzież spod znaku swastyki

"W moich Ordensburgach wyrośnie młodzież, przed którą zadrży świat. Młodzież gwałtowna, zaborcza i okrutna. Takiej właśnie pragnę. Musi być odporna na cierpienie. Nie może znać słabości ani tkliwości. Chcę w jej oczach zobaczyć błysk spojrzenia dzikiego zwierzęcia."
Adolf Hitler, Mein Kampf

"Drogi młody towarzyszu!
Wciąż jeszcze nie stoisz w naszych szeregach? Może uważasz, że nie potrzebujesz podporządkować się naszej wielkiej wspólnocie młodzieży? A przecież życzeniem Führera jest widzieć całą niemiecką młodzież ujętą w H-J: To życzenie jest nam rozkazem! Istnieje tylko jedna młodzież i jest to Młodzież Hitlera!"


W taki oto sposób hitlerowska partia werbowała młodych ludzi i zachęcała do wstępowania w szeregi najbardziej zagorzałych zwolenników Führera. W pierwszych latach istnienia Hitlerjugend społeczeństwo zaniepokojone było całkowitym rozwydrzeniem najmłodszych pokoleń, którym wmówiono, że są najważniejsze. Żeńskim odpowiednikiem HJ był Związek Niemiecki Dziewcząt [Bund Deutscher Mädel] O wiele większą popularnością cieszyła się jednak przeznaczona dla dziewcząt siedemnasto- osiemnastoletnich "Wiara i Piękno" [Glaube und Schönheit] Jej program obejmował zajęcia sportowe, rytmikę, kursy prowadzenia gospodarstwa domowego i medyczne. Nie lepszą reputacją cieszyły się właśnie organizacje dziewczęce. Słabnący nadzór i niekontrolowana atmosfera rozwiązłości seksualnej, przyczyniły się do wzrostu liczby młodocianych matek. W wielu przypadkach, nie potrafiły one nawet wskazać ojców dzieci, rekrutujących się najczęściej z grona rówieśników.

Do obowiązków członkiń BDM należały cotygodniowe spotkania w Domach Młodzieży oraz jedno popołudniowe przeznaczone na zajęcia z wychowania fizycznego. Ponadto musiały one brać udział w przygotowywanych przez BDM wyjazdach, obozach organizowanych w schroniskach młodzieżowych, wieczorach rodzicielskich, akcjach reklamowych oraz kwestach.
Szkolenia żeńskich przywódczyń wyglądały podobnie jak u chłopców. Najwyższą rangą dziewczęta uczęszczały do jednej z trzech Szkoł Przywódczyń Rzeszy należących do BDM. Również młodzież żeńska przysposabiana była do przyszłej wojny. Na pierwszy plan wysunięto kształcenie dziewcząt na sanitariuszki. Przygotowywano je także do wykonywania różnych zajęć, aby zapewnić na przyszłość dopływ siły roboczej dla niemieckiego przemysłu. W czasie wojny wiele z dziewcząt i młodych kobiet miało zastąpić w pracy mężczyzn.
Wszystkie te zmiany w ruchu młodzieżowym odbijały się bardzo niekorzystnie na relacjach rodzinnych, gdzie więź łącząca dzieci i rodziców zaczęła słabnąć, a co najważniejsze, podważony został autorytet moralny władzy rodzicielskiej. Faszyści stworzyli wyrafinowany system kontroli i tak już zastraszonego społeczeństwa poprzez swoich najbardziej oddanych zwolenników czyli dzieci. Zdziczenie i upadek moralny to najczęściej pojawiające się określenie ówczesnej młodzieży. Rodzice nie mogli czuć się bezpiecznie i swobodnie w obecności własnych dzieci, musieli uważać na każde wypowiedziane słowo. Nie należały do rzadkości donosy na własnego ojca czy matkę przez gorliwego syna czy córkę oddanych Hitlerowi. Wiele rodzin uległo w ten sposób rozbiciu.

[Ryszka, Franciszek "Noc i mgła", Warszawa 1966]
[Ryszka, Franciszek "U źródeł sukcesu i klęski", Warszawa 1975]

Narodowosocjalistyczna rodzina

"Dopiero kiedy naród jest zdrowy we wszystkich częściach, na ciele i duszy, wtedy radość z przynależności do niego może odpowiednio wzrosnąć do tego wzniosłego uczucia, które my nazywamy "narodową dumą".
Adolf Hitler, Mein Kampf


Według narodowego socjalizmu instytucja małżeństwa nie służy do przeżywania indywidualnego szczęścia. Miłość nie jest sprawą prywatną. Państwo ma monopol na dokonywanie aborcji. Ciążę wolno przerwać tylko wtedy, gdy zagrożone jest życie matki. "Aryjskiego płodu nie wolno usunąć pod karą śmierci."
Ponieważ przeznaczeniem kobiety jest rodzenie żołnierzy, w sypialni mogą być szczęśliwe tylko wtedy, kiedy są również płodne. Ich wartość zależy od tego, czy oddają swoje ciała na służbę państwa. Trzecia Rzesza uznaje oficjalnie tylko seksualne czynności reprodukcyjne, ignoruje natomiast przyjemność zmysłową. Dla Hitlera i jego ideologów rodzina to wspólnota powołana w celu płodzenia żołnierzy. Więzy emocjonalne mają łączyć jednostkę z państwem, narodem i Fuhrerem, a nie z drugim człowiekiem. Na czułość, a tym bardziej miłość nie ma już miejsca.
Najważniejszym wyznacznikiem kobiecości jest zdolność rodzenia dzieci. Po urodzeniu dzieci, ma je wychowywać zgodnie z wolą reżimu. Wychowanie to obejmuje również rozwijanie u dzieci cech specyficznych dla danej płci. Chłopcy mają być dzielni i bohaterscy, a dziewczynki kobiece i delikatne.
Hitlerjugend i Bund Deutscher Maedel, podobnie jak domy rodzicielskie uporczywie pomijają kwestię cielesności. Zamiast uświadamiania popiera się seksualne koleżeństwo. W Trzeciej Rzeszy obowiązki rodzinne mężczyzny kończą się na płodzeniu dzieci i zarabianiu na utrzymanie. Wraz ze spłodzeniem dzieci odpowiedzialność za nie przechodzi na matkę. W małżeńskiej wspólnocie życiowej mężczyźni znajdują to, czego im trzeba: mieszkanie oraz nakryty stół.

Strach, który uzdrawia

"Ludzie potrzebują uzdrawiającego strachu...", tak niegdyś powiedział Adolf Hitler, czy może "Piękny Adolf", jak nazywały go czasem kobiety. Ustanowiwszy władzę w państwie, zbudował system oparty na klasycznym ucieleśnieniu tyranii, to znaczy taki, w którym samowolna tyrania decyduje o losach państwa i wszystkich jego poddanych. Był to układ spowodowany przez powszechne działanie strachu. W hitlerowskich Niemczech nie było innego argumentu dla posłuszeństwa, jak strach. Strach staje się neurotycznym lękiem prześladowczym, powodującym uczuciową identyfikację z "wodzem".
Rosnące wymagania stawiane jednostkom, napięcia i nieuchronne stresy psychiczne otaczały jakby żelazną obręczą jednostki i grupy ludzkie. Im więcej wysiłku domagała się władza od obywateli, tym bardziej rozszerzał się zakres odpowiedzialności i obawa, że jej się nie sprosta. Poza racjonalną obawą o sprostanie stawianym wymaganiom musiał się wkraść lęk. Strach nieskonkretyzowany, a więc irracjonalny, że niezadośćuczynienie obowiązkom względem wspólnoty spowoduje oskarżenie o wrogość i wówczas oskarżony będzie bezbronny i osamotniony wobec wszechpotęgi władzy."

Hitler, nie mógłby tak skutecznie prowadzić swojej polityki narodowego terroru, gdyby nie powszechna propaganda, kreująca Niemcy na naród wybrany, "naród Panów". Josef Goebbels, który od 1933 roku, nieprzerwanie pełnił rolę ministra propagandy, skutecznie realizował wyłożoną przez siebie zasadę: "Istota propagandy polega na tym, aby ludzi zdobyć dla jakiejś idei, związać ich z nią tak głęboko, tak żywotnie, by ostatecznie stali się jej niewolnikami i nie potrafili się od niej wyzwolić."
Ale nie darmo ministerstwu propagandy podporządkowano także kulturę i sztukę. Ich podstawowym zadaniem była służba narodowi. Sztuka wzniecania nienawiści i dramatyzowania jej do niebywałych granic, umiejętność stałego balansowania między konkretem a abstrakcją, technika stałego przypominania o obecności wroga i o stałym przez niego zagrożeniu: względem zbiorowości i względem indywidualnego losu każdego Niemca - to największy sukces propagandy hitleryzmu.

W wychowaniu światopoglądowym, obok normalnie występujących w hitleryzmie elementów - rasizmu, antysemityzmu, kultu wodzostwa - na uwagę zasługuje apoteozowanie bohaterskiej śmierci jako przeznaczenia młodego człowieka.
Używano nawet hasła: "Urodziliśmy się, aby polec za Niemcy".
[Holzer, Jerzy "Państwo Hitlera", Warszawa 1972]

Mój Honor zwie się Wierność

Honor dla każdego Niemca był wartością najwyższą. Honor czyli służba i bezwzględne posłuszeństwo wobec narodu i wodza. Tym wartością przysięgali być wierni aż do śmierci, na którą zresztą byli przygotowywani i na którą czekali. Bo czyż największym honorem dla niemieckiego żołnierza nie była śmierć poniesiona za ukochaną ojczyznę?
Chcieli wierzyć, że wojna, którą prowadzi naród, toczona jest w imię wyższych wartości. Z ich strony, wszelkie działania zbrojne i ludobójcze miały swoje racjonalne uzasadnienie. Jakie?

"Oczy z zafascynowaniem wpatrujące się w punkt, z którego wydaje się wydobywać całe światło świata. Muszą zostać oślepione i jednocześnie ślepe na wszystko dookoła. Nas z magiczną mocą zaślepiła tajemnica, która zdawała się być ukryta za słowami "Wielkie Niemcy".
[Maschmann, Melita "Bilans - Moje życie w Hitlerjugend. Bez usprawiedliwienia", Kraków 2005]

Wielkie Niemcy! To właśnie jest to, w imię czego umierali zbrodniarze wojenni sądzeni za ludobójstwo. Tylko ten jeden powód mogli wysunąć oskarżeni. Niemcy, które zostały wybrane, by panować nad wszystkimi innymi, niegodnymi narodami. Niemcy, które miały stworzyć rasę "nadludzi", w pełni oddanych swemu naczelnemu przywódcy, który, gdy wojna okazała się klęską, odwrócił się od poddanych, skazując ich na nierówną walkę i niechybną śmierć.
Cokolwiek by się stało, musisz pamiętać, że "twój naród jest wszystkim", ty jedynie wypełniasz rozkazy. Honor nie może zostać splugawiony...

"Nic dziwnego, że to pokolenie, które weszło w dorosłe życie pod rządami nazistów, było jeszcze bardziej antysemickie niż pokolenia wcześniejsze. W Niemczech hitlerowskich młodzież była fanatycznie antysemicka i rasistowska. Żyli oni przecież w urojonym świecie opartym na kultowym wzorze poznawczym tak odmiennym od naszego, jakby rzecz działa się na innej planecie."
[Goldhangen, Daniel Jonah "Gorliwi kaci Hitlera", Warszawa 1999]

Irma Grese: studium tyranii

Jak może wyglądać "Anioł Piekieł" czy "Bestia z Auschwitz"? Jak bardzo okrutna i nieludzka musiała być istota nosząca te przydomki, przywołujące na myśl wszystko, co najgorsze? Kim była osoba znana jako "Anioł Śmierci", "Hiena z Belsen"...? Choć mnogością tych, mrożących krew w żyłach przydomków, można byłoby obdzielić wielu najbardziej wypaczonych zwyrodnialców, wszystkie one zostały nadane jednej i tej samej osobie. Kiedy pojawiała się na placu apelowym, dookoła zapadała niczym nie zmącona cisza a tysiące par oczu śledziły każdy jej krok i gest. W Konzentrationslager Auschwitz więźniowie nazywali ją po prostu "Piękną Irmą". Ta, z pozoru niewinnie wyglądająca dziewczyna, średniego wzrostu, o zgrabnej sylwetce, łączyła w sobie wszystko to, co może być najbardziej przerażające w obozach koncentracyjnych. I właśnie owe połączenie jej niezwykłej urody i brutalności, z jaką traktowała więźniów spowodowało, że już podczas procesu załogi obozu Bergen-Belsen prasa, a tym samym dziennikarze, określili ją mianem "Pięknej Bestii".

Myśląc o wizerunku nazistowskiego zbrodniarza nasuwa się nam obraz rosłego mężczyzny z mocno zarysowaną szczęką, o zimnych, twardych jak lód oczach i skamieniałym, nieczułym sercu. Ale hitlerowscy zbrodniarze, jakich, zwłaszcza my, Polacy wciąż mamy przed oczami, to nie tylko mężczyźni. Były nimi także kobiety, które torturowały i zabijały niewinnych ludzi. Fakt ten może szokować i budzić wątpliwości, jednocześnie nasuwać pytanie: jak to możliwe, że młode i piękne kobiety poddane nazistowskiemu aparatowi władzy przemieniały się w bestie, potrafiące zabijać z równym, a czasem i większym niż mężczyźni, okrucieństwem.
Jedną z takich bestii była Irma Grese. Nie stała się nią od razu. To lata spędzone na wpajaniu zbrodniczej ideologii nazistowskiego państwa uczyniły z niej potwora w ludzkiej skórze. Jakże pięknej skórze...
Jej służba wobec Führera i Tysiącletniej Rzeszy niosła śmierć i cierpienie wielu tysięcy ludzi. Jak to możliwe, że zwykła, zdawałoby się naiwna dziewczyna ze wsi stała się jednym z najbardziej potępionych zbrodniarzy wojennych naszych czasów?
Irma Grese znana jako "Piękna Bestia" - to o niej będzie niniejsza opowieść.

Zanim sami osądzicie Irmę Grese, na podstawie jej zeznań z procesu sądowego, powinniście przeczytać powyższy, obszerny wstęp, opisujący pokrótce tło historyczne i najważniejsze wydarzenia polityczne ówczesnych Niemiec. Bez tej wiedzy, nie będziecie w stanie zrozumieć przełomowych momentów w życiu i działalności Irmy jako zbrodniarki wojennej. Niemniej jednak polecam uważnie przestudiować materiały dokumentalne, które zamieściłam na tejże stronie oraz odwiedzić wybrane przeze mnie linki.

Gdyby Irma Grese mogła podsumować swoje życie, teraz, w sześćdziesiąt pare lat po zakończeniu II wojny światowej, zapewne przychyliłaby się do wypowiedzi ówczesnej działaczki Hitlerjugend, która w swojej książce "Bilans - Moje życie w Hitlerjugend", tak oto przedstawiła stosunek niemieckiej młodzieży do państwa, za czasów hitlerowskiego reżimu:

"Z naszego narodu uczyniono bożyszcze, wpajając nienawiść do innych narodów. Według takiej zasady wychowywana była nasza młodzież. Temu bożyszczu służyliśmy i okazywaliśmy mu ślepe posłuszeństwo. Mogły się przy tym ujawnić prawdziwe cnoty, na przykład odwaga lub samopoświęcenie. Jednak zostały one pozbawione wartości poprzez tłumienie powstania cnoty naczelnej, dzięki ktorej odwaga czy samopoświęcenie nabierają sensu. Nikt nam nie wdrożył samodzielnego myślenia i nie popchnął do rozwoju własnej osobowości. Nasze hasło brzmiało: Wodzu rozkazuj, a my jesteśmy posłuszni!"
[Maschmann, Melita "Bilans - Moje życie w Hitlerjugend. Bez usprawiedliwienia", Kraków 2005]


-------------------------------------------------------------------------------------

CZĘŚĆ I
Irma Grese: życie i śmierć [1923-1945]


-------------------------------------------------------------------------------------


Oto właśnie nadszedł odpowiedni moment, by rozpocząć opowieść o "Pięknej Bestii". Chociaż przywołam w niej tragiczne wydarzenia sprzed sześćdziesięciu paru lat, nie musicie się obawiać, że zgubicie drogę w mętnych dziejach przeszłości. Obiecuję, że przeprowadzę was przed tamte wydarzenia najlepiej jak potrafię. Jesteście gotowi? No to ruszamy!

Irma, córka mleczarza


Irma Grese,
12 lat [1935]

Śledząc z uwagą etapy życia i kolejne szczeble "kariery" Irmy Grese, można stwierdzić, że nie różni się niczym szczególnym od swoich ówczesnych rówieśników. Ba, można śmiało powiedzieć, że doskonale wpasowuje się i dopasowuje do zasad oraz norm, przyjętych w narodowosocjalistycznym państwie Hitlera.
Najlepiej zachowany wizerunek Irmy jaki znamy, to ten z procesu zbrodniarzy z Bergen-Belsen. Zdjęcia, które ukazały się w gazetach, utrwaliły obraz młodej kobiety w nienagannym stroju o zimnych oczach i zaciętych ustach. Jej życie zbliżało się nieuchronnie ku końcowi. Nawet jeśli proces wciąż trwał, opinia publiczna wydała już najsurowszy wyrok.
Ale tragedia Irmy Grese nie rozpoczęła się w momencie, kiedy ta zasiadła na ławie oskarżonych. Zaczęła się dużo, dużo wcześniej, bo już w 1935 roku...

Wyobraźcie sobie szczęśliwą, wielodzietną rodzinę, mieszkającą w bardzo małej wiosce w Meklemburgii. Wielodzietność w nazistowskich Niemczech nie była niczym dziwnym, wręcz przeciwnie, była czymś bardzo wskazanym. Im więcej było dzieci (przyszłych żołnierzy i matek) w rodzinie, tym większymi względami i szacunkiem była otaczana owa rodzina. Zdawałoby się, że rodzina państwa Grese to jedna z takich "całkiem normalnych rodzin". Ale czy na pewno?
Dramat Irmy Grese zaczyna się w dniu, w którym jej matka, Bertha Grese, popełnia samobójstwo. Dla dwunastoletniej dziewczynki z pewnością był to szok. Z dnia na dzień, stała się półsierotą, straciła jednego z rodziców. Ojciec, mleczarz, który pracował w miejscowym Gutshofie (farmie), nie za bardzo potrafił przyłożyć się do swoich obowiązków jako rodzic. No, może poza pracą, jaką włożył w spłodzenie potomstwa. Bowiem Alfred Grese lubił odwiedzać lokalny pub i spędzać wolny czas ze znajomymi, niż interesować się tym, co dzieje się w gospodarstwie domowym. Sprawa prezentowała się tak, że Bertha nie wytrzymała napięcia spowodowanego piętrzącymi się obowiązkami: prowadzeniem domu, wyżywieniem rodziny i dopilnowaniem dzieci. Jakby tego było mało, doszła jeszcze sprawa romansu Alfreda z córką właściciela pubu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pewnego, zimowego dnia, Bertha Grese, matka pięciorga dzieci, pod nieobecność domowników, popełnia samobójstwo wypijając kwas solny.
Można śmiało rzec: historia jak z horroru. Zapewniam was, będzie jeszcze straszniej...


Gutshof Wrechen

Śmierć Berthy nie uszła uwadze mieszkańców Wrechen, w małej wsi wszyscy o wszystkich wiedzieli, w jakimś stopniu wpłynęło to na ich świadomość i współczucie dla rodziny Grese'ów. Najbardziej jednak ucierpiały na tym osierocone dzieci: Alfred, Lieschen, Irma, Helene oraz najmłodszy Otto.
Trzy lata po śmierci Berthy, w 1939 roku, Alfred żeni się ponownie. Oprócz nowej matki, dzieci zyskują czwórkę przyrodniego rodzeństwa. Wkrótce na świat przychodzi kolejne dziecko, tym razem z nowo skonsumowanego małżeństwa Alfreda Grese. W rezultacie otrzymujemy rodzinę złożoną z ojca, matki i... dziesięciorga dzieci! W dzisiejszych czasach mogłoby to wzbudzać nieskrywany podziw.
Zanim jednak Alfred Grese ponownie się ożenił, w jego rodzinie znów zaczęło coś zgrzytać. Coś, a raczej ktoś, a dokładniej mówiąc, problem tyczył się jego córki Irmy, która w 1938 roku, mając czternaście lat, postanowiła zakończyć edukację i opuścić rodzinną wioskę. Dziewczynka, która przez całe swoje dotychczasowe życie mieszkała w maleńkiej wsi, zostawiła ojca i rodzeństwo, by po paru latach wrócić do domu... jako strażniczka SS.

Całkiem zwyczajna bestia

Jak wielu jej rówieśników, Irma Grese miała swoje marzenia i plany na przyszłość. Jednym z takich (niespełnionych) marzeń, była chęć wstąpienia do Bund Deutscher Mädel. Jeszcze wtedy, gdy uczęszczała do szkoły, próbowała przekonać ojca, żeby pozwolił jej jeździć do sąsiedniej wioski, w której zlokalizowana była jednostka BDM. Ojciec się nie zgodził. Ilekroć Irma a także jej młodsza siostra Helene, napominały o swoich młodzieńczych pragnieniach, Alfred Grese kategorycznie odmawiał. Robił to z czysto ojcowskich powodów. Po prostu bał się o swoje dzieci, które, żeby dotrzeć do Fürstenhagen musiały przejechać na rowerze kilka kilometrów, co niewątpliwie było dla nich zbyt niebezpieczne.
Trzeba przy tym pamiętać, że w 1938 roku Hitlerjugend oraz BDM były jedynymi oficjalnymi organizacjami młodzieżowymi Trzeciej Rzeszy. Wówczas należało do niej ponad siedem milionów dzieci i młodzieży!

"Jak młodzież - w ślepym oddaniu sprawie i zaangażowaniu - miała rozpoznać sprzeczność między prawdziwymi wartośćiami (miłość do ojczyzny, wierność, odwaga, posłuszeństwo) a nieludzkim postępowaniem Führera, który w amoku władzy cynicznie skazywał ją na śmierć?"
[Maschmann, Melita "Bilans - Moje życie w Hitlerjugend. Bez usprawiedliwienia", Kraków 2005]


Sanatorium w Hohenlychen

Kiedy w 1938 roku, Irma Grese opuściła rodzinny dom, udała się do miasta Fürstenberg, które także znajdowało się w Meklemburgii. Nie wyjechała więc daleko. Tam, w Fürstenbergu, przez pół roku pracowała w mleczarni - Molkerei Gerloff. Przez kolejne pół roku, zatrudniona była jako urzędniczka w małym sklepie w Lychen. Do jej obowiązków należało rozliczanie sprzedaży detalicznej.
Podsumowując ten rozdział, trzeba stwierdzić, że decyzja Irmy o wyjeździe z Wrechen, a tym samym o rozpoczęciu samodzielnego życia, była całkowicie słuszna i prawdopodobnie dobrze przemyślana. Irma pochodziła z niezamożnej, chłopskiej rodziny. Dzieci z takich rodzin, jeśli nie kontynuowały nauki, zazwyczaj rozpoczynały pracę, czy to w gospodarstwie domowym, czy poza nim. Nikogo nie dziwił widok trzynasto- czternastoletniego dziecka zatrudnionego jako etatowy pracownik. Inną przyczyną, dla której Irma zdecydowała się opuścić dom, była chęć wyrwania się spod ojcowskiej opieki, pokazania, że potrafi zadbać o siebie i być samodzielna. Nie wspominam już o tym, że w małej wsi, z której pochodziła, nic się nie działo, życie było nudne i nieciekawe. A ona przecież tak bardzo pragnęła zaistnieć i poznać smak wielkiego świata... Poznała go aż za dobrze.

Demony dobrej Irmy


Dr Karl Gebhardt

Na początku 1939 roku, piętnastoletnia Irma, rozpoczęła pracę jako asystentka w sanatorium w Hohenlychen. Brzmi niewinnie, ot praca, jak praca. Jednak, jeśli przyjrzeć się bliżej temu miejscu, można całkowicie zmienić o nim zdanie, niestety na gorsze...
Sanatorium w Hohenlychen należało do "Międzynarodowego Czerwonego Krzyża". Sam budynek został zbudowany w 1904 roku jako sanatorium dla chorych na gruźlicę. Po dojściu nazistów do władzy, sanatorium zostało przejęte przez niemieckich lekarzy oraz profesorów medycyny i oddane na użytek badawczy. Utworzono w nim klinikę chirurgii urazowej dla sportowców. Natomiast po wybuchu wojny, klinikę z powrotem zamieniono na elitarne sanatorium dla żołnierzy Waffen-SS.
Ale sanatorium w Hohenlychen skrywało w sobie pewną mroczną tajemnicę. Dyrektorem placówki był doktor Karl Gebhardt. Jest to jedna z najochydniejszych postaci czołowych działaczy państwowych Trzeciej Rzeszy. Należał do sztabu generalnego Waffen-SS, od 1938 roku pełnił funkcję osobistego lekarza Himmlera. Doktor Gebhardt był odpowiedzialny za przeprowadzanie zbrodniczych eksperymentów medycznych na więźniach obozów koncentracyjnych. Jego głównym materiałem badawczym, na którym przeprowadzał operacje chirurgiczne, były specjalnie wyselekcjonowane więźniarki z pobliskiego obozu Ravensbrück. Kobiety przeznaczone na operacje doświadczalne nazywano potocznie "królikami". Karl Gebhardt przeprowadzał badania nad przeszczepem kości oraz nad regeneracją nerwów i mięśni. W trakcie operacji wiele kobiet zostało trwale okaleczonych, większość z nich umierała w niewyobrażalnych cierpieniach. Od 1942 roku, operacje przeprowadzano na terenie Ravensbrück, w prowizorycznie urządzonym szpitalu.

Kącik Irmy #1 - Problem z nazwiskiem
Wśród wielu publikacji, wspomnień więźniów, pamiętników, relacji, zeznań a także opracowań naukowych czy filmów, nazwisko Irmy Grese było błędnie podawane. Jeśli chodzi o przeinaczony zapis nazwiska "Grese", jaki często pojawiał się we wspomnieniach byłych więźniów, powinien on być jak najbardziej uzasadniony. Dlaczego nazwisko Irmy było wielokrotnie zamieniane, a w książkach można natrafić na kilka, zupełnie odmiennych form w jego pisowni? Więźniowie obozów koncentracyjnych rzadko kiedy znali swoich oprawców z imienia i nazwiska, zwłaszcza z nazwiska. Nadawano im pseudonimy, które miały ośmieszyć zbrodniarzy lub podkreślić ich słabe lub negatywne strony. Uwypuklano cechy charakteru albo komiczny wygląd. Dzięki temu zbrodniarze stawali się bardziej ludzcy w oczach więźniów, zmniejszało to dystans w relacji oprawca-więzień. Do kobiecej służby wartowniczej, czyli do nadzorczyń SS, należało zwracać się oficjalną formułką: "Frau Aufseherin". Osoby, które w swoich relacjach napominały o Irmie Grese, zazwyczaj podawały jej nazwisko w sposób, w jaki same je zasłyszały i zapamiętały. Dlatego w różnych tekstach można znaleźć takie zapisy jak: Griese, Gresse, Greese, Greze, Gryze, Gryza...

Przez dwa lata, jakie Irma spędziła w sanatorium od 1939 do marca 1941 roku, pracowała jako asystentka pielęgniarki. Informacją pewną jest to, że Irma bardzo chciała zdać egzamin i zostać wykwalifikowaną pielęgniarką. Nie wiadomo prawie nic o tym, co dokładnie robiła i na czym polegała jej praca w sanatorium. Ostatecznie, po pierwszej nieudanej próbie podejścia do egzaminu, zrezygnowała z pracy w Hohenlychen, a urząd zatrudnienia skierował ją z powrotem do Fürstenbergu, gdzie przez następnych trzynaście miesięcy, pracowała na stanowisku asystentki w sklepie mleczarskim. Gdy zakończyła pracę był czerwiec 1942 roku, wtedy Irma po raz drugi spróbowała przystąpić do egzaminu pielęgniarskiego. I tym razem go nie zdała. Widząc niestygnący zapał młodej dziewczyny do podjęcia bardziej ambitnej pracy, urząd zatrudnienia przygotował dla niej zupełnie inną propozycję...

Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne...


Ravensbrück, apel SS-Aufseherinnen

...do Ravensbrück, żeby ukończyć szkolenie dla nadzorczyń SS. Irma musiała wiedzieć o istnieniu obozu, nie było takiej możliwości, by nie zdawała sobie sprawy, co dzieje się kilka kilometrów od miejsca, w którym pracowała w Fürstenbergu. W mieście, na którego obrzeżach usytuowano jeden z największych ośrodków zagłady, ludzie byli świadomi tego, co kryje w sobie otoczony murem i pilnie strzeżony obóz nad jeziorem Schwedt.
Frauenkonzentrationslager Ravensbrück położony 90 km na północny-zachód od Berlina, blisko małego miasteczka Fürstenberg, był pierwszym tak dużym obozem, przeznaczonym dla kobiet zwożonych do niego z całej Europy. Więźniarki wykorzystywano głównie do pracy w przemyśle zbrojeniowym, a także, jak wspomniałam wcześniej, jako króliki doświadczalne będące obiektem badań pseudonaukowych, prowadzonych w obozie pod kierunkiem lekarzy niemieckich.
Ludobójstwo było wpisane w politykę nazistowskich Niemiec. Trzecia Rzesza dążyła do tego, by "oczyścić" państwo, a w dalszych latach, całą podbitą Europę, z nieporządanych elementów jakimi byli "podludzie", rasa niegermańska. Jeśli zaś chodzi o początki istnienia obozów koncentracyjnych, już w 1933 roku założono pierwszy tego typu obiekt w Dachau, w południowych Niemczech, przeznaczony dla antynazistowskich opozycjonistów, komunistów, duchownych katolickich i homoseksualistów.

Obóz Ravensbrück był obozem koncentracyjnych, nastawionym na wyzysk pracujących w nim więźniów, ale był także obozem zagłady, w którym świadomie wymordowano wiele tysięcy niewinnych ludzi, głównie narodowości żydowskiej.
Osoby kierujące obozową administracją, strażnicy, lekarze a także więźniowie funkcyjni byli odpowiedzialni za zbrodnię przeciwko ludzkości, którą osobiście przeprowadzali i nadzorowali. Ich praca była oczywiście ściśle tajna. Nikomu, kto w jakikolwiek sposób był powiązany z Zagładą, nie wolno było mówić o pracy, a tym samym, temat dotyczący samych więźniów był surowo zabroniony. Nawet najbliższa rodzina, nie mogła i nie powinna dopytywać się o szczegóły związane z "ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej". Mimo wszystko, społeczeństwo domyślało się, co oznaczają wielotysięczne "transporty na wschód".

"System obozów był dla niemieckich panów, nie tylko sposobem osiągnięcia wszystkich jasno sprecyzowanych celów. Był on także [...] światem, gdzie nie obowiązywały żadne hamulce; światem, w którym pan mógł wyrazić słowem i czynem dowolne barbarzyńskie pragnienie, mógł osiągnąć każdą psychologiczną satysfakcję i przyjemność, jaką może przynieść dominacja nad innym człowiekiem. Każdy niemiecki strażnik był niekwestionowanym, nieskrępowanym i absolutnym panem więźniów obozu. On lub ona mogli zaspokoić każde pragnienie, poniżając, torturując i zabijając więźnia obozu wedle uznania, bez obawy o konsekwencje. On lub ona mogli oddać się orgii okrucieństwa i zaspokoić wszelkie agresywne czy sadystyczne skłonności, jakie mieli."
[Goldhangen, Daniel Jonah "Gorliwi kaci Hitlera", Warszawa 1999]


Ravensbrück, osiedle SS

O dużym zapotrzebowaniu na kobiecą służbę wartowniczą, świadczyły liczne ogłoszenia werbunkowe, drukowane w gazetach i krajowych dziennikach. Służba pomocnicza była przedstawiana jako niewymagająca dużego wysiłku, dobrze opłacana praca dla kobiet w przedziale wiekowym między około 18 a 50 rokiem życia. Kandydatki, które chciały złożyć aplikacje na stanowisko pracy jako SS-Aufseherin, musiały odznaczać się dobrą kondycją fizyczną, nie być wcześniej karanymi, a także powinny zdać specjalny test psychologiczny i przejść niezbędne badania lekarskie.

1 czerwca 1942 roku, Irma Grese rozpoczęła szkolenie w obozie Ravensbrück, który służył jako ośrodek treningowy dla SS-Aufseherinnen. Mając osiemnaście lat, Irma była jedną z młodszych kobiet, ubiegających się o stanowisko pracy jako strażniczka SS. Determinacja jaką odczuwała oraz jej młody wiek zaważyły na tym, że w pracy nadzorczyni odnalazła swoje nowe powołanie. Dzięki temu, mogła pokazać swój stosunek wobec państwa, wierząc, że robi to w imię słusznej sprawy, jaką niewątpliwie było oczyszczenie narodu germańskiego z ludzi niższej rasy.


Dienstausweis, FKL Ravensbrück

Podstawowe szkolenie trwało trzy tygodnie. Obejmowało wiedzę dotyczącą przepisów, jakie obowiązywały na terenie obozu, również uczono tego, jak właściwie należy zachowywać się wobec więźniów, nie pomijano zajęć z obsługi broni i zasad bezpieczeństwa. Jako że strażniczki miały do swojej dyspozycji psy, owczarki niemieckie, na specjalnych zajęciach pouczono je, jak należy traktować te zwierzęta, by skutecznie asystowały przy pracy i wzbudzały postrach u więźniów.
W Ravensbrück, jak w każdym obozie, wybudowano osobne domy dla służby wartowniczej. Osiedle, w którym mieszkały nadzorczynie SS, zostało zbudowane rękami więźniów. Przy jego powstawaniu wiele kobiet straciło zdrowie, a nawet życie. Warto o tym pamiętać, gdy w dzisiejszych czasach zwiedza się teren byłego obozu Ravensbrück.

Nadzorczyniom stworzono naprawdę komfortowe warunki do mieszkania i pracy. Zapewniono im wszystko to, co dla esesmanek było niezbędne. Za wszelką cenę chciano je zatrzymać w obozie, proponując im dobrą pensję i możliwość awansu. Nie oszukujmy się, szkolenie było brutalne. Młode dziewczęta musiały doświadczyć tragicznej rzeczywistości ośrodków zagłady, zwłaszcza tak dużych i rozbudowanych jak Ravensbrück. Wiele kandydatek nie wytrzymywało presji narzuconej przez władze obozu i rezygnowało przed podpisaniem oficjalnej umowy o pracę. Jak pokazują fakty, wśród kandydatek były też i takie kobiety, które zostały oszukane i podstępem wciągnięte w okrutny mechanizm eksterminacji. Jednak największą grupę stanowiły kandydatki, które wiedziały na co się decydują, były w pełni świadome czym jest praca w obozie i gotowe by ukończyć szkolenie i otrzymać przydział do służby.

"Ci ludzie [...] przeżyli w Trzeciej Rzeszy ważny okres swojego życia. Nie chodzi mi o to, że być może sprawowali urzędy, co im schlebiało, albo że mogli mieć władzę, lecz o to, że wówczas "w coś wierzyli", co wyrwało ich z ciasnoty ich marnej egzystencji i powołało do służby, w której wyrastali ponad siebie."
[Maschmann, Melita "Bilans - Moje życie w Hitlerjugend. Bez usprawiedliwienia", Kraków 2005]

Achtung! Frau SS-Aufseherin Grese kommt!

Irma Grese zakończyła pomyślnie całe szkolenie. Od tej chwili ze zwykłej, chłopskiej dziewczyny, przeobraziła się w "panią życia i śmierci", od której decyzji zależał los setek kobiet - więźniarek Ravensbrück. Jak wszystkie nadzorczynie, Irma miała prawo nosić służbowy uniform, broń ostrą (prawdopodobnie pistolet Walther P38), a także, co wielokrotnie podkreślały byłe więźniarki, Irma nie rozstawała się z kijem, którym często, nawet bez uzasadnienia, uderzała kobiety. Ocaleni świadkowie, zeznawali podczas procesu sądowego, że Irma Grese nosiła wysokie, podkute buty, którymi z lubością kopała leżące na ziemi więźniarki, aż tamte nie straciły przytomności.


Ravensbrück, SS-Aufseherin
nadzoruje pracę więźniarek

Pod kierunkiem swoich ówczesnych przełożonych, Marii Mandel oraz Dorothy Binz, Irma poznawała prawa, jakie obowiązują w obozie i w krótkim czasie przekonała się, że może postępować z więźniarkami, jak tylko zechce, a one - element gorszej rasy - zdane są wyłącznie na jej łaskę i przychylność. Jakby tego było mało, Irma wiedziała, że obowiązkiem każdego więźnia jest praca, a jego ostatecznym przeznaczeniem - śmierć. Dlatego umyślnie przyczyniała się do szybszego sprowadzenia więźniów na tamten świat, zadając im ból, przy niemal każdej lepszej sposobności. Co gorsza, czerpała z tego nieukrywaną satysfakcję i zadowolenie.
Przez siedem kolejnych miesięcy, Irma pracowała jako SS-Aufseherin, nadzorując komanda więźniarek, zarówno na terenie obozu, jak i poza nim. Postać młodej esesmanki była ogólnie znana i rozpoznawana przez rzesze więźniów. Irma Grese w równym stopniu słynęła ze swej nietuzinkowej urody, co z okrucieństwa i wymyślnych tortur, jakie stosowała wobec kobiet-więźniarek. Nic więc dziwnego, że gdy pojawiała się czy to na placu apelowym czy w którymś z baraków, zawsze wzbudzała panikę wśród więźniów.

"According to the survivor Magda Blau, when it came to Ravensbrück, fraulein Grese seemed to be a a youth of 18 or 19 years, with a sweet round face and two long braids. Then Magda was separated. When she saw him again Grese she seemed transformed, your attitude was changed; your uniform was immaculate, in his waist was a shiny silver gun. It seemed different. Your hair was perfectly combed, make-up perfectly applied and with a strong perfume , fraulein Grese could spread terror, both physical and psychological among women."
[Źródło: http://br.geocities.com/irma.grese/testimony.html]

W tamtym czasie, ponowne małżeństwo Alfreda Grese trwało już trzeci rok. Czy Irma utrzymywała jakikolwiek kontakt z rodziną, tego nie udało się ustalić. Możliwe, że prowadziła korespondencję listowną i wiedziała, że jej rodzina znacznie się powiększyła. I może właśnie ta chęć poznania przybranej matki i rodzeństwa skłoniła Irmę do wyjazdu.
Po zakończeniu stażu w Ravensbrück, na początku 1943 roku, Irma Grese założyła nieoczekiwaną wizytę w rodzinnym domu w Wrechen. Konsekwencje tej decyzji okażą się dla Irmy całkiem inne, niż mogłaby przypuszczać.

Powrotów nie będzie...

Nic nie zapowiadało kolejnej tragedii. Najstarsi mieszkańcy Wrechen pamiętają Irmę Grese z 1943 roku, kiedy to wróciła do domu w mundurze SS. Ojciec był zadowolony. Przekonał się, że Irma znalazła lepszą pracę, niż ta, w której pracowała dotychczas. Teraz, jego córka miała urzędowy papier i dostawała wyższą pensję. Alfred miał nadzieję, że dzięki temu, Irma może wyjść na prostą a także mieć zapewnioną godziwą przyszłość. Czy ojciec domyślał się, na czym tak naprawdę polegała nowa praca jego córki, czy Irma skutecznie unikała rozmów na temat obozu, jedno jest pewne: Irma zataiła prawdziwe informacje dotyczące Ravensbrück. Zresztą, z jej strony nie zrobiła niczego niewłaściwego, postąpiła tak, jak ją uczono na szkoleniu. Wydawało się, że wszystko wróciło do normy, ale do czasu...

Pewnego dnia, do pubu, w którym przebywał Alfred Grese, przybiegła z płaczem jego młodsza, adoptowana córka z drugiego małżeństwa. Powiedziała ojcu, że Irma wpadła w szał i w furii zepsuła jej ulubioną lalkę, odrywając jej głową, ręce i nogi. Alfred nie czekając ani chwili, udał się do domu, chcąc wyjaśnić całe zdarzenie. W pokoju zastał Irmę i jej brata, prawdopodobnie był nim Otto. Kiedy próbował rozmawiać z Irmą, Otto grzebiąc w prywatnych rzeczach siostry, znalazł pistolet. I jak to dziecko, bez zastanowienia wziął go ręki i zaczął się nim bawić, przy okazji celując w ojca i swoją siostrę. Ten całkowicie niewinny, dziecięcy wybryk mógł skończyć się tragicznie dla wszystkich obecnych. Otto zapewne myślał, że pistolet jest zabawką i nie zdawał sobie sprawy, że broń mogła być prawdziwa, a co gorsza, mogła być (i zapewne była) naładowana i niezabezpieczona.
Alfred wyrwał pistolet z ręki syna, podszedł do Irmy, po czym parokrotnie ją nim uderzył. Irma zareagowała natychmiastowo. Nie czekała na dalszy rozwój sytuacji, spakowała się pośpiesznie i bez słowa opuściła dom.

(Irma Grese, German, aged 21) "The only time I was allowed home was for five days after I had finished my training at Ravensbrück. I then told my father about the concentration camp and he gave me a beating and told me never to come home again. Himmler is responsible for all that has happened, but I suppose I have as much guilt as all the others above me."
[Grese, Irma: Statement; Celle, 1945]

To wydarzenie przywoływała w pamięci siostra Irmy, Helene Grese, podczas swojego zeznania w procesie zbrodniarzy z Belsen. Zapytana, czy była świadkiem, jak Irma została uderzona, odpowiedziała, że nie widziała tego osobiście, ale ojciec zabronił jej pokazywać się w domu.

Irma posłuchała ojca. Wróciła do Ravensbrück. Tymczasem władze obozu postanowiły przygotować duży transport więźniarek i wysłać do innego obozu na wschodzie. Razem z transportem pojechała grupa kilkunastu nadzorczyń SS, w tym Irma Grese, Elisabeth Volkenrath oraz Johanna Bormann. W taki oto sposób, Irma rozpoczęła trwającą dwa lata służbę w największym hitlerowskim ośrodku zagłady - Konzentrationslager Auschwitz-Birkenau.

Anus Mundi

Zwiedzający miejsce pamięci i muzeum Auschwitz-Birkenau mogą jedynie odtworzyć w myślach rzeczywiśty obraz tego byłego obozu koncentracyjnego, będącego jednocześnie największym cmentarzem ofiar II wojny światowej. Na podstawie pozostałości architektonicznych oraz zbiorów muzeum, w tym zdjęć i pamiątek po więźniach, a także nielicznych dokumentów SS, wyłania się tragiczna przeszłość i ogrom ludzkiego cierpienia skumulowany na tak niewielkim skrawku ziemi. Pomimo zachowanych ruin budowli na terenie Birkenau, sam wygląd tego miejsca w niewielkim stopniu obrazuje wydarzenia sprzed ponad półwiecza. Na próżno więc szukać w dzisiejszych pozostałościach poobozowych tego, co zostało określone przez jednego z lekarzy SS jako Anus Mundi - "odbytnica świata". Dziś, wśród traw porastających teren Birkenau, dosłyszeć można jedynie echa odległej przeszłości.


Birkenau [Auschwitz II]

Kiedy na początku 1943 roku do Birkenau przychodziły wciąż kolejne transporty, w obozie kończono właśnie pracę nad budową nowych krematoriów, w których będzie można przeprowadzać akcję eksterminacji na niebywają wówczas skalę. To Birkenau, leżące w odległości kilku kilometrów od obozu macierzystego Auschwitz I, zostało utworzone i rozbudowywane z jednym tylko zamiarem: by w jak najkrótszym czasie zgładzić jak największą liczbę ludzi niższej rasy, głównie Żydów. Tak więc Birkenau stało się sprawnie działającą fabryką śmierci, w której wszystko podporządkowane było maksymalnej wydajności czterech komór gazowych i krematoriów. Od tamtej pory gęsty, czarny dym unoszący się z kominów, miał być niodłącznym elementem obozowego pejzażu i kresem ziemskiej wędrówki każdego więźnia.
Transport z Ravensbrück, który w marcu 1943 roku wjechał na rampę w Birkenau, przywiózł nie tylko tysiące więźniarek przeznaczonych na zagładę, ale także kilkudziesięciu nowych członków załogi wartowniczej. Ci ludzie, w krótkim czasie zyskali sobie w oczach więźniów, opinie tych najokrutniejszych.

Kącik Irmy #2 - "Piękna Bestia"
Irma Grese słynęła nie tylko ze swojej urody, chociaż o to można się sprzeczać, uroda bowiem to rzecz względna, a także nie tylko z okrutnego traktowania więźniów, w czym upodabniała się do pozostałych hitlerowskich oprawców. Irma, jako jedna z niewielu nadzorczyń była bardziej znana wśród więźniów i rozpoznawana przez nich dzięki swoim przydomkom i ksywkom. Ich różnorodnością można byłoby obdarować kilka innych, równie zdeprawowanych nadzorczyń. W książkach autorstwa byłych więźniów, można znaleźć opis niejakiej "Pięknej Irmy" [Krystyna Żywulska "Przeżyłam Oświęcim"], jest też "Anioł Śmierci" lub też raczej "Anioł Piekieł", "Blond Anioł z Auschwitz", "Hiena z Auschwitz" oraz "Szara mysz", jak określiła Irmę jedna z ocalonych. Prasa używała wobec niej takich określeń jak "Królowa SS" czy po prostu "Bestia" ze względu na jej młody wiek i złowieszczą sławę, jaką zyskała podczas pracy w trzech ośrodkach zagłady. Najbardziej znany przydomek Irmy Grese czyli "Piękna Bestia" został jej nadany przez dziennikarzy dopiero w 1945 roku, podczas procesu załogi obozu Bergen-Belsen.

Widok obozu Birkenau szokował i wzbudzał mieszane uczucia tych, co po wielogodzinnej, a czasem kilkudniowej podróży bydlęcymi wagonami zostali brutalnie wyrzuceni wprost na rampę. Ci, którzy przeżyli morderczy transport, przewidywali dokąd są wiezieni a także to, jaki los czeka ich po przybyciu na nowe miejsce. Niemniej, jak wielokrotnie podkreślali świadkowie, ludzie przeznaczeni na śmierć byli wprowadzani w błąd i oszukiwani przez Niemców, jak i samych więźniów funkcyjnych. Wszystko po to, by uniknąć wybuchu ogólnej paniki. Dla zmylenia czujności ludzi, którzy i tak byli przerażeni nowym miejscem i wyczerpani podróżą, wmawiano, że przyjechali do pracy, ale zanim zostaną zarejestrowani, muszą się umyć i dostać specjalną odzież. By podkreślić sens słów, wchodzącym do komory gazowej dawano do ręki kawałek mydła i kazano im zapamiętać numer wieszaka, na którym powiesili uprzednio zdjęte ubrania. Wszystko wyglądało bardzo realistycznie, napisy na ścianach łaźni potwierdzały to, co mówili esesmani. Wszystko było prawdziwe, wszystko poza natryskami, z których zamiast wody leciał trujący gaz.

Śmierć w Birkenau nie ograniczała się jedynie do komór gazowych, gdzie niewątpliwie osiągnęła swoje apogeum. Śmierć czaiła się wszędzie, otaczała obóz ze wszystkich stron, zjawiała się niespodziewanie przy każdej okazji. Nikt nie mógł być pewny swojego losu. W obozie zagłady żyło się z dnia na dzień, nie myślało się co będzie jutro, skupiano całą uwagę na tym, co będzie za chwilę, za godzinę. Analizowało się wszystkie możliwe i nieprzewidziane sytuacje. Żyło się z apelu na apel, od gwizdka na wstawanie do gwizdka na ciszę nocną. Codziennie tysiące więźniów rozpoczynało walkę o przetrwanie, wyścig, którego stawką był jeszcze jeden dzień życia.

Dziś, w sześćdziesiąt pare lat po zakończeniu wojny, pejcz Irmy Grese już nikogo nie straszy. Obraz młodej esesmanki siejącej panikę w Birkenau żyje jedynie we wspomnieniach ostatnich ocalonych z Zagłady. W miejscu, gdzie Irma pracowała, nie ma już przepełnionych baraków, stoją jedynie nagie kominy, które wciąż przypominają i ostrzegają kolejne pokolenia. Chętnych na zobaczenie miejsca pamięci Auschwitz-Birkenau nie brakuje. Muzeum w Oświęcimiu odwiedza co roku ponad milion turystów z całego świata! Przez Bramę Śmierci, jak w tamtych strasznych latach, przechodzą w milczeniu setki tysięcy ludzi. Jednak dzisiaj nie ma już ciemnych dymów unoszących się nad obozem, nie czuć fetoru palonych zwłok, nie ma błota a w oknach głównej Blockfuhrerstube nie rosną w doniczkach czerwone pelargonie. Nikt też nie jest bity ani popędzany, dziś każdy idzie swoim tempem, w obranym przez siebie kierunku, pogrążony w sobie tylko znanych myślach. Chociaż o samym Auschwitz napisano już niejedną książkę, ludzie urodzeni w wiele lat po tragedii Holocaustu, nigdy nie będą w stanie zrozumieć, czym tak naprawdę był obóz zagłady.

Auschwitz był z pewnością skomplikowaną strukturą gigantycznej machiny śmierci, w której każdy, czy to więzień czy oprawca, był zaledwie maleńkim trybikiem ledwo widocznym wśród setek tysięcy takich samych drobnych elementów. Pomiędzy ofiarami a katami istniały skomplikowane powiązania, na przykład takie jak niepisana umowa na przyzwolenie do życia lub natychmiastowe skazanie na zagładę. By zostać zauważonym na tle tej szarej ludzkiej masy, więźniowie i niemieccy zbrodniarze z SS, starali się wypłynąć na powierzchnię, zaistnieć, a tym samym przypodobać się zwierzchniej władzy. W przypadku więźniów byli to funkcyjni więźniowie: blokowi czy kapo, w przypadku esesmanów była to najwyższa rangą władza obozu. Pomimo obowiązujących regulaminów, Niemcy bardzo często łamali nakazy i zakazy, dopasowując je pod siebie. Ocaleni z zagłady, w swoich wspomnieniach wielokrotnie akcentowali fakt, że w obozie nie istniały żadne prawa, a sami więźniowie skazani byli na przychylność lub po prostu dobry humor swoich oprawców.


Birkenau, odcinek BIIb

Irma Grese bardzo szybko zorientowała się, o co tak naprawdę chodzi w pracy nadzorczyni SS, we wciąż rozbudowywanym i udoskonalanym obozie Birkenau. Po kilkumiesięcznym pobycie w Ravensbrück, w trakcie którego po raz pierwszy zetknęła się ze śmiercią i brutalną polityką nazistowskiego planu "Ostatecznego rozwiązania", w nowym miejscu nabrała więcej pewności, tym bardziej, że nie była w nim sama. Razem z nią do Auschwitz przyjechało kilkanaście innych nadzorczyń, z którymi Irma pracowała w Ravensbrück.
Z początku młoda esesmanka została przydzielona do pracy jako operator telefonu w biurze wartowni w Birkenau. Następnie przez dwa dni nadzorowała karną kompanię, tzw. Strafkommando. Więźniarki, które należały do tego komanda, dźwigały ciężkie kamienie, nosząc je z pobliskich pól na teren obozu. Było to najgorsze kobiece komando, w którym więźniarki były zmuszane do nieludzkiej pracy ponad siły. Największym kłopotem, z jakim borykały się obozowe władze było... błoto. Teren, na którym zbudowano Birkenau był w większości podmokły, otoczony bagnami i stawami, błoto więc stawało się dodatkową męką, zwłaszcza dla więźniów, którzy nie mając siły, nie byli w stanie poruszać się w gliniastej mazi, zazwyczaj wyczerpani pracą, umierali leżąc, a raczej topiąc się w błocie. A co najgorsze, błoto było także źródłem zarazków wielu zakaźnyh chorób. Więźniowie chorzy na tyfus czy biegunkę, nie mogąc załatwić swoich potrzeb fizjologicznych, najczęściej wypróżniali się poaza barakiem, właśnie w błoto. Dezynfekcje i ciągłe sprzątanie terenu obozu wcale nie przynosiły poprawy sytuacji, z czasem więźniów przybywało a błotnista ziemia i brak odpowiedniej higieny sprawiały, że śmiertleność w Birkenau była niebezpiecznie wysoka. Jeśli więc więźniów nie wykończyły selekcje do gazu ani mordercza praca, zabijały ich choroby.

"Po błocie, w którym nogi grzęzną do kostek, idą w stronę klozetów lub z powrotem postacie wlokące się z trudem, oświetlone białawym światłem lamp na betonowych słupach. Czasem ktoś pada i daremnie usiłuje wstać o własnych siłach. Padając i wstając słabnie coraz bardziej, aż wreszcie atak boleści zmusza go do pozostania na miejscu. Upiorne widma leżą wszędzie. Ktoś jęczy. W słabym oświetleniu nie wiadomo kto jest martwy, a kto wzywa pomocy""
[Seweryna Szmaglewska "Dymy nad Birkenau", Warszawa 1955]

W takich warunkach przyszło pracować Irmie i pozostałym nowo przybyłym esemankom. Żadna z nich nie była przygotowana na taką sytuację. Sam komendant Auschwitz, Rudolf Hoess w swojej autobiografii napisanej po wojnie, wspominał, że nadzorczynie nie chciały pracować w Birkenau, wolały wrócić do wygodnego życia w Ravensbrück niż od podstaw budować nowy obóz koncentracyjny. Z dala od rodzinnych stron, w obcym i nieprzyjaznym miejscu, Irma musiała sprostać nie tyle nowym obowiązkom, co pokazać sobie i najwyższej władzy obozu, że jest w stanie utrzymać się na pozycji i z gorliwością wypełniać swoje powinności jako nadzorczyni SS. Było to nie lada wyzwanie dla młodej dziewczyny, a ona je bez wahania podjęła.

W rytmie dance macabre


Birkenau, krematorium III

Codzienność obozowej egzystencji sprawiała, że w niedługim czasie każdy, kto doświadczył tragedii Zagłady, uodparniał się na nią, starając się żyć i przetrwać w nowych ekstremalnych warunkach. Więźniowie całą swoją uwagę skupiali na tym, by przeżyć i wokół takich najprostszych czynności jak jedzenie, praca i "organizowanie" mienia, koncentrowali wszystkie swoje potrzeby. Nazistowscy zbrodniarze z kolei, starali się im w tym skutecznie przeszkodzić, stosując wobec "podludzi" najrozmaitsze tortury i wprowadzając w obieg politykę terroru i zastraszenia, przy czym sami żyli w takim samym strachu i obawach, że nie sprostają służbie. Bowiem w obozie zagłady, o rzeczywistym stanowisku, a także funkcji, decydowały indywidualne ambicje każdego zbrodniarza z osobna. Wydawać by się mogło, że każdy kolejny nazistowski oprawca był gorszy od poprzedniego. Każdy z nich chełpił się swoją okrutnością w stosunku do więźniów, a im większy strach wzbudzał pośród ogółu, tym miał większy szacunek u swoich przełożonych.
Największym absurdem dotyczącym Zagłady, jest udział w niej wykształconych, światłych, niemieckich profesorów i ludzi nauki. W Auschwitz obok nadzorczyni SS, pełniącej przed wojną funkcję szeregowej urzędniczki, można było postawić na równi profesora medycyny przeprowadzającego operacje doświadczalne na więźniach i śmiało powiedzieć, że obydwoje są takimi samymi zbrodniarzami, bez względu na wykształcenie i wcześniejszą pozycję społeczną.

Od świtu, po całodniową pracę aż do wieczoru, życie w obozie toczyło się swoim własnym rytmem. Kto był sprytniejszy, kto umiał zdobyć jedzenie, przechytrzyć władzę i umknąć śmierci, ten miał szansę przetrwać kolejne dni a może nawet miesiące. Mnogość bezsensownych zakazów jakie dotyczyły więźniów były tylko kolejnym argumentem do bicia i okazją do pokazania, kto tu naprawdę rządzi. Z czasem więźniowie nauczyli się omijać rozporządzenia i pod groźbą kar próbowali ratować swoje życie. Dla przykładu fragment z książki "Dymy nad Birkenau":

"Nocą płoną ognie i głodni gotują swój nędzny posiłek. Zdarza się wtedy czasem, że z cicha uchyla się brama i do obozu wchodzą SS-manki w czarnych pelerynach i głębokich kapturach. Kto spostrzeże je na czas, ucieka, unosząc drogocenny garnek z niedogotowaną strawą [...] Nie wszystkim jednak dopisuje szczęście. Zdarza się niekiedy, że czarne peleryny staną cicho nad gotującymi, nim te zdążą ruszyć się z miejsca. Wtedy biją, rozdeptują, kopią gorące garnki, paleniska i, co gorsza, zapisują numery przyłapanych. Po jakims czasie odbywa się przesłuchanie u Oberaufseherin Mandel, która oskarża: 1) o kradzież środków żywnościowych z kuchni, 2) o organizowanie drzewa na terenie obozu, równające się sabotażowi, 3) o wyłamywanie się spod przepisów władz lagrowych."
[Seweryna Szmaglewska "Dymy nad Birkenau", Warszawa 1955]

Znane też są sytuacje, kiedy sami więźniowie chcąc przypodobać się esesmanom, otwarcie z nimi współpracowali. Czasem za dodatkową kromkę chleba lub miskę wodnistej zupy, donosili na towarzyszy niedoli w najrozmaitszych sprawach. Nikt w obozie nie mógł czuć się pewnie, zasady jakie obowiązywały jednego dnia, na drugi dzień mogły już być zmienione na niekorzyść więźniów. Dlatego nawet sami wartownicy nie byli do końca przekonani, czy postępując tak a nie inaczej, nie łamią obozowego regulaminu. Ewentualne niedopatrzenia lub wątpliwości rozstrzygali według własnych kryteriów, tuszując zaistniałe błedy i tłumacząc się, że takie otrzymali rozkazy.


Birkenau, nowy transport

Jak mógł wyglądać dzień pracy SS-Aufseherinnen w Birkenau? W całym obozie Auschwitz w sumie pracowało około dwustu nadzorczyń SS. Były przydzielone nie tylko do Birkenau ale też do obozu macierzystego Auschwitz I oraz do podległych podobozów takich jak Rajsko, Budy, Harmęże czy do obozu Buna [Auschwitz III] tzw. Monowitz.
Z pewnością nadzorczynie pracowały na dwie, może trzy zmiany. Oczywiście nie pracowały same, pomagali im niemieccy wartownicy, i z racji tego, że męska część załogi SS była znacznie liczniejsza, kobiety esesmanki pełniły raczej funkcję pomocniczą. Nadzorczynie pracujące na nocną zmianę, pilnowały głównie porządku w barakach, jak i na terenie samego obozu. Mogły na przykład bez powodu zarządzić karny apel lub w środku nocy rozkazać blokowej przeliczenie stanu osobowego, jeśli byłyby jakiekolwiek wątpliwości. Takie nocne naloty czy rewizje nie były niczym zaskakującym, cierpiały na tym jedynie więźniarki, którym nie pozwalano odpocząć po dniu ciężkiej pracy.
Były też i takie esesmanki, które asystowały przy nocnych selekcjach na rampie kolejowej. Trzeba pamiętać, że transporty do Birkenau przyjeżdzały także, a raczej przede wszystkim, w nocy. Dlatego część nadzorczyń pomagała w segregacji nowych osób, na tych co mogą pracować i na tych, co od razu zostaną skierowani do komory gazowej. Następnie wybraną grupę kobiet z przeznaczeniem do pracy, nadzorczynie odprowadzały do sauny i pilnowały całego procesu przyjmowania i rejestrowania więźniarek.
Praca nadzorczyń nie była ani łatwa ani przyjemna. Przede wszystkim istniała bariera językowa. Kobiety zwożone z całej Europy, rzadko kiedy znały język niemiecki, nie mogły więc zrozumieć tego, co esesmanki do nich mówią, dlaczego je biją i nie pozwalają być razem z rodziną. W ogólnym zamieszaniu jakie powstawało na rampie przy selekcji, pierwsze wrażenie jakie wywoływały esesmanki nie należało do najprzyjemniejszych. Bo niby kto nie byłby choć trochę przestraszony, widząc po wielogodzinnej podróży kobietę z symbolem trupiej czaszki na furażerce, mówiącej w obcym, niezrozumiałym języku i bijącej bez opamiętania gumową pałką? Drastyczne sceny jakie rozgrywały się na rampie pod osłoną nocy i za dnia, były najgorszym wspomnieniem wielu ocalałych więźniów. Niemcom nie udało się zatuszować krzyków rozpaczy i ogólnego zgiełku, jaki panował na rampie podczas rozdzielania rodzin. Tak więc obóz w nocy również tętnił życiem, ale były to jedynie chwilowe odgłosy protestu przeciwko zbrodni wobec ludzkości. W całym obozie doskonale słychać było wszelkie odgłosy, dochodzące z rampy, zarówno krzyki bitych, niemieckie rozkazy oraz przeraźliwe szczekanie psów. Więźniowie pozamykani na noc w barakach byli świadomi tego, co dzieje się zaledwie kilkadziesiąt metrów od nich. Wiedzieli jaki los czeka ludzi poddawanych selekcji oraz, że większość nie przeżyje nawet kilku następnych godzin, gdyż decyzją nazistowskich lekarzy zostaną odesłani w kierynku krematoriów.
Noc w obozie trwała krótko. Bettruhe, czyli ciszę nocną ogłaszano około dziewiątej wieczorem. Wtedy też obowiązywała Legersperre - całkowity zakaz opuszczania bloków. Dzień natomiast rozpoczynał się bardzo wcześnie, na długo przez wschodem słońca. Około godziny trzeciej nad ranem, w obozie słychać było gong wzywający do wstawania i rannego apelu. Po chwili w całym obozie rozlegały się gwizdki, ponaglające ospałych więźniów do ustawiania się w szeregach przed blokami. Blokowe siłą wyrzucały na dwór śpiące lub półprzytomne kobiety, wynoszono także zmarłe w nocy więźniarki i starannie układano pod blokiem w celu policzenia. Setki kobiet w milczeniu czekały na poranny apel, nawet po kilka godzin.


Birkenau, na pierwszym
planie widać obóz "C"

Apele w obozie były rzeczą niemal świętą. Stojące w szeregach więźniarki czekały aż "panowie życia i śmierci" łaskawie przyjadą odebrać meldunki o stanie liczebnym każdego baraku z osobna. Za zgodność ze stanem osobowym bloku i za przygotowanie raportu, odpowiadała specjalnie do tego przydzielona Blockführerin czyli esesmanka. Zanim na plac apelowy przyjechały najwyższe władze, Blockführerinnen już wiedziały, jak ma się sytuacja na ich blokach, ile kobiet zmarło, a ile może jeszcze pójść do pracy. Potem każda nadzorczyni z osobna, składała raport swojej przełożonej Rapportführerin, głównej nadzorczyni odpowiedzialnej za stany liczebnościowe całego obozu kobiecego.


Praca aufzejerek (tak brzmi ich spolszczona nazwa) kojarzy się głównie z pilnowaniem pracujących komand, tych na terenie obozu oraz poza nim czyli na "aussen". Irma Grese przez kilka miesięcy nadzorowała właśnie takie różne komanda więźniarek. Była jedną z wielu nadzorczyń, które codziennie maszerowały wraz z kolumną kilkuset kobiet poza teren lagru i przez cały dzień, aż do powrotu były odpowiedzialne za ich wydajną pracę oraz pilnowały tego, by żadna z więźniarek nie próbowała uciec w czasie pracy.
Chociaż Irma podczas zeznań parokrotnie zapierała się, że miała psa służbowego, jest rzeczą wątpliwą, że go nie posiadała. Rzadko kiedy nadzorczynie, które chodziły poza obóz nie miały psów. Owczarki niemieckie były specjalnie szkolone i tresowane tylko po to by towarzyszyć wartownikom i na ich rozkaz rzucać się na więźniów. Pretekstem do szczucia więźniów była źle wykonywana praca, niewłaściwe zachowanie wobec władzy czy oczywiście próba ucieczki. Irma Grese we wspomnieniach więźniów pojawiała się na placu apelowym na ogół w towarzystwie służbowego wilczura, którym tak bardzo lubiła straszyć i szczuć półżywe z przerażenia kobiety.

"Psy, piękne wilczury, świetnie utrzymane i odżywione, prężne i puszyste były specjalnie tresowane. Z właściwą sobie systematycznością Niemcy starali się spaczyć nawet tak uczciwą i szczerą istotę jak pies. Biegnące obok postów wilczury wierzyły święcie, że haftling w pasiaku nie jest człowiekiem, że jest czymś gorszym od padliny. Pies, gdy spoglądał na Niemca w mundurze, miał swój normalny wyraz, czujny i uważny, życzliwy. Łasił się, machał ogonem, dopominał się o pieszczoty, zaglądał w oczy, by odgadnąć myśli: "Co mi rozkarzesz, mój panie?" Ten sam pies, spojrzawszy na haftlinga, kurczył mordę w trudnym do opisania wyrazie psiej pogardy i obrzydzenia. Jego oczy stawały się zimne, okrutne i lekceważące [...] W czasie pracy aufzjerka i wartownicy nie mieli żadnej trudności z pilnowaniem kolumny. Czynił to za nich pies."
[Zofia Kossak "Z otchłani"]

Jak sama przyznała, Irma była najmłodszą nadzorczynią w Auschwitz. W wieku dwudziestu lat, odpowiedzialna była za świadomy współudział w zbrodni przeciwko ludzkości. Rzecz jasna tą odpowiedzialność wzięła na siebie dużo wcześniej, już w chwili przystąpienia do szkolenia na funkcję SS-Aufseherin. Irma nigdy się nie zastanawiała nad swoją pracą, bo niby nad czym się tu zastanawiać? Czy nadzorczynie były aż tak zdopingowane i zdetermionowane do służby oraz ślepego podporządkowania się rozkazom czy po prostu tak głęboko wierzyły, że to dzięki nim naród germański będzie oczyszczony ze wszystkich nieporządanych "elementów", że wolały nie myśleć jakie będą w przyszłości konsekwencje tej wierności wobec Rzeszy? W 1943 roku nikt jeszcze się nad tym nie zastanawiał. Fabryka śmierci mogła spokojnie pracować dalej. Młoda esesmanka najwidoczniej bardzo dobrze wykonywała swoje powinności, gdyż w niedługim czasie została doceniona u swoich przełożonych. Na przełomie 1943 i 1944 roku Irma Grese otrzymała promocję na funkcję SS-Oberaufseherin.

Anioły z Auschwitz

Od maja do grudnia 1944 roku Irma jako starsza nadzorczyni SS, pracowała w części Birkenau, którą nazywano "obozem C", dokładniej chodziło o odcinek BIIc. Umieszczone tam były polskie Żydówki, a od maja 1944 roku, Żydzi węgierscy. Odcinek obozu, którym zarządzała Irma posiadał dwadzieścia osiem baraków mieszkalnych, jeden blok żywnościowy, kuchnię, bloki, w których mieściły się biura i wartownia, dwa magazyny odzieżowe, dwa inne przeznaczone jako latryny oraz dwa kolejne pełniące rolę umywalni. Było to istne miasto w mieście. Na niewielkiej powierzchni stłoczono około dwudziestu tysięcy ludzi! W swoich zeznaniach, Irma powiedziała, że pomimo zmieniającej się liczby więźniów, która czasami dochodziła do trzydziestu tysięcy, liczba nadzorczyń była stała i wynosiła... siedem, razem z Irmą osiem esesmanek. Nadzorczynie zmieniały się w każdym tygodniu, nie były na stałe przydzielone do konketnego odcinka obozu. Inaczej sprawy tyczą się Irmy, która jako Oberaufseherin, przez kilka miesięcy dzień w dzień przyjeżdzała w to samo miejsce, czyli do obozu "C".

"Ciągnie się on równolegle do obozu męskiego, przedzielony od niego drogą, z drugiej strony sąsiadując z tak zwanym "familijnym", zamieszkałym od dawna przez żydowskie rodziny z Czech. Brama odcinka "C", tak jak bramy wszystkich lagrów leżącyh w drugim polu budowlanym, wychodzi na drogę równoległą do rampy, prowadzącą do krematoriów III i IV [...] Odcinka tego nie traktuje się jako siedziby na czas dłuższy. Z tych to przyczyn nie podejmuje się tu żadnych prac. Nikt nie naprawia dachów, nie zakłada kanalizacji, jakkolwiek wszystkie te rzeczy są zaprojektowane i rzekomo zaczęte. Duch tymczasowości panuje w tej części obozu, mimo, że liczba kobiet ustawicznie wzrasta. W czerwcu odcinek "C" mieści dwadzieścia tysięcy Żydówek, reszta w liczbie ośmiu tysięcy mieszka na Meksyku. Transporty przybywają ciągle."
[Seweryna Szmaglewska "Dymy nad Birkenau", Warszawa 1955]


Birkenau, apel przed kuchnią
na odcinku BIIc, 1944 r.

Baraki były drewniane, pośrodku zainstalowano podłużne piece, zakończone z każdej strony kominem. Ustawione na polu w dwóch przeciwległych szeregach, między którymi biegła droga, przypominały ogromne stajnie. W każdym baraku przygotowano miejsce dla około dwustu, góra trzystu kobiet. W rzeczywistości, upchano w nich po tysiąc, a może nawet i więcej więźniarek! Obóz był przeładowany. Niekończące się transporty z Węgier, wciąż przywoziły niezliczone masy ludzi, większość szła prosto na zagładę. Tych, co mogli pracować, lokowano w przepełnionych barakach. Brakowało miejsca do spania, na pojedynczej koi leżało po pięć, sześć kobiet. Były też i takie baraki, w których ludzie spali na gołym klepisku, gdyż nie zdążono wstawić prycz.
Sytuacja w obozie pogarszała się z każdym dniem. Kiedy zaczynało brakować żywności, więźniowie upodabniali się do zdziczałych zwierząt, walczących o dodatkową porcję jedzenia. Jedynym celem egzystencji uwięzionych osób było utrzymanie się przy życiu. Irma, podczas składania zeznań na procesie powiedziała, że bała się więźniów, gdyż wyglądali i zachowywali się jak zwierzęta: byli brudni, wychudzeni i walczyli zajadle o każdy kawałek chleba.


Josef Mengele,
"Anioł Śmierci"

Oboz "C" pełnił funkcję obozu przejściowego, silniejsi i zdrowsi ludzie byli stamtąd kierowani do innych komand, jednak znaczną część więźniów stanowili Żydzi nie nadający się do pracy i po kilku tygodniach byli eliminowani drogą selekcji. Warunki sanitarne w przepełnionych obozach, nie tylko w tym, w którym pracowała Irma, sprzyjały ciągłym wybuchom chorób i epidemii. Irma sama przyznała, że biła więźniarki kijem lub pejczem, nawet wtedy gdy było to zabronione, pozwalała na to także innym nadzorczyniom.

(Edith Trieger, Slovak, age 20) "I saw many selections in Camp C at Auschwitz and Grese was invariably present. At the smaller ones I have seen Grese sort out the weaker women and send them off for removal to the gas chamber. I have also seen Grese beating women prisoners at the camp every day, sometimes with her hands, sometimes with a rubber stick and sometimes kicking them."
[Trieger, Edith: Statement; Bergen-Belsen Trial, 1945]

Takie też było jej zadanie, kiedy przeprowadzano ogólną selekcję w obozie. Świadek na procesie załogi Belsen, Ilona Stein, zeznała, że wielokrotnie widziała Irmę podczas selekcji, w towarzystwie naczelnego lekarza Auschwitz, doktora Josefa Mengele, nazywanym "Aniołem Śmierci". Więźniarki, które próbowały uciec były zaganiane z powrotem do szeregu, nieraz bito je lub od razu kierowano na zagładę.

"W końcu sierpnia obóz "C" i Meksyk nawiedza Lagerarzt Mengele, przeprowadzając surowe selekcje. Wśród Żydówek szerzy się już gorączka oraz czerwonka poparta przez głodowe wycieńczenie, i selekcje dają duże rezultaty. Widzieć można, jak drogą do krematoriów sunie wolno w piątki ustawiony pochód kobiet wybladłych, z trudem utrzymujących na sobie podartą odzież. To powtarza się coraz częściej. One wiedzą, dokąd idą, lecz są zbyt słabe, żeby się buntować. Może nawet już tylko tego pragną. Z czterdziestu dwóch tysięcy nie tatuowanych Żydówek, które tu mieszkały, piętnaście tysięcy wyjechało do Niemiec, jesienią było jeszcze około pięciu tysięcy, resztę pochłonął ogień."
[Seweryna Szmaglewska "Dymy nad Birkenau", Warszawa 1955]

Irma zaprzeczała, że regularnie biła i kopała więźniarki, nie mogła sobie przypomnieć, czy kilka z nich zastrzeliła, mimo, że podawano indywidualne zeznania świadków. Kilka razy odpowiadała "nie" na pytanie czy w Auschwitz posiadała psa służbowego. Selekcje wewnątrz poszczególnych obozów przeprowadzano w miarę regularnie, zapewne były to selekcje nie dla całego odcinka lecz dla kilkunastu bloków z osobna. Za każdym razem, gdy złowieszcze słowo "Sortierung" było przekazywane z ust do ust, w obozie zjawiały na anioły, które zamiast ukojenia, niosły ludziom jedynie śmierć.

Kącik Irmy #3 - Joanna d'Arc z Meklemburgii
Przeglądając zasoby Internetu oraz czytając niektóre opinie na różnych stronach www, niekoniecznie neonazistowskich, można natknąć się na tezę jakoby Irma Grese była w swoim zachowaniu podobna do Joanny d’Arc! Oczywiście porównanie to jest samo w sobie absurdalnie i niedorzeczne! Mimo to, czytelnik może zacząć zastanawiać się, co skłoniło te młode kobiety do takich a nie innych czynów i dlaczego do końca życia były przekonane o słuszności swoich racji i misji jaką podjęły. Temat sam w sobie jest bardzo ciekawy, bo już sam fakt, że ktoś zdecydował się otwarcie działać w imię jakiejś wyższej idei, sprowadzał na tę osobę wzrok opinii publicznej, a ta zazwyczaj wydawała najsurowszą krytykę. Dla porównania poniżej przedstawiam skrócone życiorysy obydwu kobiet-żołnierzy, co je różni a w czym są do siebie podobne, sprawdźcie sami...

„Rzeczą człowieka jest walczyć, a rzeczą nieba – dać zwycięstwo”
Jeanne d’Arc
- znana jako „Dziewica Orleańska”
- żyła w czasie wojny stuletniej (1337-1453)
- pochodziła z wiejskiej rodziny, urodziła się w Doremy na pograniczu Lotaryngii (Francja)
- miała czwórkę rodzeństwa (była trzecim z pięciorga dzieci)
- nie zdobyła wykształcenia, umiała się jedynie podpisać pod listami, które dyktowała - pracowała jako pasterka, czasem chodziła z pługiem, była uzdolnioną prząśniczką (!)
- w wieku 18 lat oswobodziła oblegany przez Anglików Orlean
- status społeczny: szlachcianka (d'Arc jest późniejszą formą szlachecką)
- zawołanie: „Jezus, Maryja” , które Joanna kazała wyhaftować na swoim sztandarze
- proces trwał: od 9 stycznia 1431 do 29 maja 1431 roku
- oskarżona o: czary, herezję, rozpustę i pychę, do wyroku skazującego przyczynił się też fakt noszenia przez Joannę męskich strojów
- wyrok: śmierć poprzez spalenie żywcem na stosie („śmierć bez rozlewu krwi”)
- ostatnie słowo przed smiercią: „Jezus”/”Jezu! Jezu!”
- zmarła w wieku 19 lat
- beatyfikacja:1909, kanonizowana w 1920 roku
- atrybuty: miecz, sztandar i miecz, lanca
- symbol: złota lilia
- bohaterka narodowa Francji, święta Kościoła katolickiego, patronka Francji, Rouen i Orleanu

******

„Walkę stworzyła natura, nienawiść jest wynalazkiem człowieka”
Irma Grese
- znana jako „Piękna Bestia”
- jej działalność przypadła na czas II wojny światowej (1939-1945)
- urodziła się w Wrechen w Meklemburgii (Niemcy), mieszkała w gospodarstwie wiejskim
- miała czwórkę rodzeństwa (też była trzecim w kolejności dzieckiem)
- zakończyła edukację w wieku 14 lat z powodu słabych wyników w nauce
- pracowała w sanatorium jako pomoc pielęgniarska, potem w mleczarni
- w wieku 18 lat zgłosiła się na szkolenie dla strażniczek do obozu w Ravensbruck
- status społeczny: SS-Aufseherin, członkini personelu nadzorczego z ramienia SS-Gefolge
- zawołanie: „Meine Ehre heisst Treue” – „Mój honor zwie się wierność” (hasło, które było wybite na klamrach SS-mańskich pasów, maksyma nadana w 1931 roku przez Hitlera)
- proces trwał: od 17 września do 17 listopada 1945 roku, była jedną z 45 osób, które zasiadły na ławie oskarżonych w procesie załogi Bergen-Belsen
- oskarżona o: ludobójstwo i zbrodnię przeciw ludzkości (była sądzona za zbrodnie popełnione w Auschwitz oraz Bergen-Belsen)
- wyrok: śmierć przez powieszenie
- ostatnie słowo przed śmiercią: „Schnell!”
- zmarła w wieku 22 lat
- atrybuty: pejcz, pistolet, podkute skórzane oficerki
- symbol: SS totenkopf
- prawdopodobnie nigdy nie będzie uznana za bohaterkę narodową (jest nieoficjalnie czczona przez niektóre ugrupowania neonazistowskie jako męczennica)

Criticism Of Belsen Trial
"It is further complained that the principails in the Belsen trial are being made to look like heroes in the newspaper accounts and that in fact Irma Grese, chief female defendant whose blonde locks are now falilliar the world over, is in good way of becoming the present day Joan of Arc while Kramer is pained by his wife as a man who stayed awake night worrying about sickness and deaths in his camp."
[The Winnipeg Evening Tribune, 19 October 1945]



Orgazm na rampie

Jest to ten epizod historii o Irmie, którą z pewnością uważnie przeczyta męska część odwiedzających blog. I nie ma się co dziwić, w końcu żeby opowieść trzymała w napięciu, musi w niej istnieć wątek miłosny! A co jeśli nie jest to jeden, a kilka wątków, wokół których narosło przez lata wiele opinii i nie wyjaśnionych faktów?
Jeśli myślicie, że nadzorczynie po dniu pracy grzecznie szły do swoich pokoi i zasypiały kamiennym snem z rączkami na kocyku, to jesteście w błędzie! Dopiero wtedy, gdy obóz pogrążał się w ciemności nocy, w kantynie SS zaczynało wrzeć jak w ulu. Każdy Niemiec śpieszył się, żeby szybciej skończyć służbę i udać się na wypoczynek, który najczęściej polegał na odreagowywaniu minionych wydarzeń. Widok pijanych esesmanów czy wstawionych nadzorczyń był elementem obozowej rzeczywistości. Nocne spotkanie esesmanów i esesmanek na ogół kończyły się hucznymi imprezami, obficie zakrapianymi alkoholem.

"W Stabsgebaude odbywają się nocne orgie mieszkających tam SS-manek i SS-manów, którzy we wszystkim, nawet w jedzeniu przebierają miarę. Bogactwo, przepych i zabawy bardzo trywialne i niewyszukane. Na pąsowe kobierce o włosie wysokim jak trawa, na perskie dywany leżące na ziemi ktoś wymiotuje pobudzając do tego innych. Następują wybuchy śmiechu, biegi i żarty polegające najczęściej na szczypaniu, biciu, wysuwaniu spod kobiet niespodziewanie krzeseł, w rezultacie czego przewracają się wśród ogólnej radości na te właśnie dywany. Najhuczniejszy udział biorą Aufseherin Brunner, Aufseherin Franz, kierowniczka kuchni i magazynu żywnościowego, i jej siostra Hasse - Arbeitsdiensfuhrerin. O Hasse mówią głośno SS-mani, że ma sex-appeal [...] Poranki po takiej nocy bywają do siebie podobne. Jakiś mniej pijany wyrzuca na dwór nieprzytomnych SS-manów, wlecze za włosy po brudnych dywanach śpiące SS-manki. Po nowej dawce narkotyku pójdą pomiędzy baraki przeprowadzać rewizje i wyznaczać kary."
[Seweryna Szmaglewska "Dymy nad Birkenau", Warszawa 1955]

Problem zaspokajania potrzeb seksualnych u więźniów, Niemcy rozwiązali w bardzo sprytny sposób. Otóż w lecie 1943 roku, w obozie macierzystym Auschwitz I, w bloku nr 24 tuż obok głównej wartowni, otworzono "Puff" - dom publiczny. Pracowały w nim wyłącznie więźniarki nie-Żydówki, specjalnie wybrane podczas selekcji. Miały lepsze warunki bytu, dostawały regularne posiłki i nosiły cywilne ubrania. Co jednak mieli począć wartownicy SS obydwu płci, którzy przyciągali się na wzajem niczym naelektryzowane druty?
Trudno było esesmanom przejść obojętnie obok nadzorczyń, które na każdym kroku wykorzystywały sprzyjającą sytuację i same zachęcały Niemców do bliższych kontaktów. Nieraz któraś z nadzorczyń, spotykała się ze swoim kochankiem podczas pracy na zewnątrz obozu. Także w trakcie apeli czy selekcji, na oczach wszystkich zgromadzonych, załoga wartownicza potrafiła prowadzić ze sobą kokieterię, całkowicie zapominając o miejscu, w jakim się znajdują. Oto przykład:

"Gdy stany osobowe baraków są zgodne z liczbami podawanymi w szrabsztubie, aufzejerka składa raport feldfuhrerowi przy bramie. Tam zwykle odbywają się ranne spotkania aufzejerek z podoficerami, poklepywanie "dam" w pośladki, zrzucanie męskich czapek i tym podobne "figle", na które patrzymy marząc o 'abtreben' (rozejściu się)"
[Antonina Piątkowska, "Wspomnienia oświęcimskie", Wyd. Literackie, Kraków 1977]

Wielu byłych więźniów napominało w swoich wspomnieniach, że nadzorczynie łamały oficjalne przepisy obozowe i miały kontakty seksualne z ludźmi, którzy przeznaczeni byli na zagładę. Wśród załogi SS zdarzały się także przypadki homoseksualnych zachowań, zarówno jeśli chodzi o relacje pomiędzy mężczyznami z załogi SS jak i nadzorczyń, które zmuszały więźniarki do intymnych kontaktów. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić jakiej orientacji seksualnej była Irma Grese, gdyż obok wspomnień byłych więźniów, o tym, że lubiła towarzystwo oficerów SS, pojawiają się opinie, że miała także kontakty seksualne z kobietami, więźniarkami:

"Gröse Irma, lat około 22, wzrost około 163 cm. zbudowana proporcjonalnie, ładnie. Jasna blondynka o dużej urodzie, oczy duże, niebieskie, brwi ciemne, ładnie zarysowane w łuk, rzęsy ciemne, długie, cera bardzo ładna, jasna o ładnym rumieńcu, nos proporcjonalny, usta proporcjonalne, pełne, czerwone, zęby śliczne, drobne, białe ; piękna ładnie osadzona szyja. Głos miała miły, niski, nogi śliczne, stopy drobne. Była lesbijka. Do mężczyzn SS-manów odnosiła się wprost wrogo, mówiąc, ze zna dobrze ten element. Natomiast wśród więźniarek miała sympatie, gustowała w młodych, ładnych dziewczętach, specjalnie Polkach."
[Stanisława Rachwałowa, nr 26281, KL Auschwitz, akta procesu Rudolfa Hossa tom 3 karta 128]

W tym przypadku mogą pojawić się sprzeczne zeznania. Więźniowie znali swoich oprawców z różnych stron, inaczej odbierali ich zachowania, mogli także sami wyciągać wnioski obserwując załogę SS. Dlatego nie można powiedzieć wprost, że Irma Grese była lesbijką lub, że gustowała w przedstawicielach obojga płci.

Tylko mnie kochaj!

"- Edek! Ty znasz Irmę Grese? Ładna, co? Kobiety mówią, że ona jest lesbijką. Taka ona lesbijka, jak ja pederasta. Mówię wam - jaka ona namiętna... Widzę, że nie wierzycie. Jak Boga kocham, że ją... No co? Pozwalają sobie esesmani na bliskie kontakty z więźniarkami - taki Effinger na przykład - czemu nie miałbym ja, stary więzień, poromansować sobie z esesmanką, jeśli w dodatku sama sobie tego życzy."
[Wiesław Kielar "Anus Mundi", Kraków 1976]

Taką rozmowę prowadzą ze sobą dwaj więźniowie w Birkenau. Jest to dowód na to, że jednak Irma była znana w obozie i znane były także jej preferencje seksualne. Nikt raczej nie wyssał sobie z palca esesmanki, która lubuje się w kontaktach intymnych z przedstawicielami obojga płci? No, chyba, że było to zbiorowe i tym bardziej zamierzone ośmieszenie Irmy na oczach całego świata, gdyż nie tylko Wiesław Kielar opisuje perwersyjne skłonności młodej nadzorczyni. Olga Lengyel, ocalona z Zagłady była więźniarka Birkenau, w swojej książce "Five Chimneys" napisała, że gdy Irma Grese szła przez obóz z pejczem w dłoni, wokół niej roztaczał się zapach drogich perfum. No okej, ale ten zapach z pewnością dość szybko znikał, przygnieciony dławiącymi oparami z krematorium. Zanim Irma, ubrana w swój błękitny, obcisły służbowy mundur, pojawiła się na placu apelowym, przez długi czas szykowała się do pracy i jak każda kobieta, większość czasu spędzała przy toaletce ze szminką w jednej i z lokówką w drugiej ręce. Żarty żartami, ale podobno żadna esesmanka nie dbała tak o swój zewnętrzny wizerunek jak Irma Grese.


Birkenau, węgierskie Żydówki


Młoda nadzorczyni miała wizję swojej osoby i za wszelką cenę chciała ją zrealizować. W jednej z obozowych pracowni, zamówiła dla siebie celofanowy pejcz, który był lekki i z wyglądu przypominał szkło. Jednak uderzenie takim pejczem było dość bolesne, mocno splecione włókna celofanu, sprawiały, że ta z pozoru niewinnie wyglądająca broń, w ręku esesmanki stanowiła dodatkowe narzędzie tortur. Poza oryginalnym pejczem, Irma zaprojektowała dla siebie własny uniform, który krojem zbliżony był do oficjalnych mundurów nadzorczyń. Dwuczęściowy komplet: żakiet i spódnicę, Irma zwęziła i dopasowała do swojej sylwetki, dzięki czemu był on bardziej elegancki i uwypuklał jej kształty. Nadzorczynie nosiły mundury w kolorze szarym, Irma również i pod tym kątem wprowadziła zmiany. Jej uniform był w odcieniu błękitu, co miało podkreślić barwę oczu esesmanki. Nieprawdopodobne...

Grese seems to have used her immaculate beauty as a means to sadistic cruelty. Lengyel writes that female inmates were completely enthralled by Grese, even though her roll calls and selections meant death for many:
"This twenty-two-year-old SS was conscious of the power of her beauty and neglected nothing that would enhance its charms. She spent hours grooming herself before her mirror and practiced the most seductive gestures. Wherever she went she brought the scent of rare perfume. Her hair was sprayed with a complete range of tantalizing odors. Her immoderate use of perfume was perhaps the supreme refinement of her cruelty. The internees, who had fallen to a state of physical degradation, inhaled these fragrances joyfully. By contrast, when she left us and the stale, sickening odor of burnt human flesh, which covered the camp like a blanket, crept over us again, the atmosphere became even more unbearable. Yet our ‘angel’ with the golden tresses employed her beauty only to remind us of our terrible position."

[Lengyel, Olga "Five Chimneys", New York: Granada, 1980]

Wciśnięta w swój obcisły kostium, z pejczem w dłoni i obuta w wysokie, zawsze błyszczące czarne oficerki, Irma przechadzała się po obozie, kierując na siebie pełen podziwu wzrok męskiej załogi wartowniczej i jednocześnie pełen zazdrości wzrok jej żeńskiego odpowiednika. Do tego wszystkiego dochodziły wyszukane gesty i prawie teatralne pozy, jakie Irma wymyślała, chcąc jeszcze bardziej zwrócić na siebie uwagę. Byli tacy, którym to odpowiadało, ale częściej można było usłyszeć ciche śmiechy kierowane pod adresem Irmy Grese. Więźniarki, które miały okazję poznać Irmę, na przykład pracując w jej komandzie, lub mieszkając w obozie "C", po pewnym czasie stwierdzały, że jest z nią coś nie tak, że ta młoda dziewczyna, prawdopodobnie ma problemy emocjonalne i jest nie do końca zrównoważona psychicznie.

----- Bestie z Auschwitz -----

Olga Lengyel "Five Chimneys. The story of Auschwitz"

"Spośród wszystkich nadzorczyń najlepiej znałam Irmę Grese i nie dlatego że tak chciałam lecz z powodów na które nie miałam żadnego wpływu. Ten to anioł o blond włosach, jak miano w zwyczaju ją nazywać, zainspirował we mnie najgorętszą nienawiść jaką kiedykolwiek czułam.
Może wydawać się to dziwne, że ciągle przypominam o jej urodzie. Myślałam nawet o niej w czasie gdy był odprawiany apel czy odbywała się selekcja. Gdy wychodziła wszyscy się na nią gapili po czym rozchodził się szept: „Jaka ona jest piękna!”. Gdyby jakiś pisarz był wstanie wymyśleć tego rodzaju scenę, jego czytelnicy oskarżyliby go o zbyt wybujałą wyobraźnię. Niestety historie z prawdziwego życia są czasem bardziej tragiczne niż te wymyślone.

Ta 22 letnia nadzorczyni była świadoma ogromu swojej urody i nie zaniedbywała niczego co mogłoby uczynić jeszcze piękniejszą. Stała godzinami przed lustrem ćwicząc uwodzicielskie gesty i poprawiając urodę. Gdziekolwiek by nie poszła rozchodził się za nią zapach drogich perfum a jej włosy pokryte były przykrym dla nas zapachem, który pobijał nawet jej wygląd. Nadmierne użycie perfum było prawdopodobnie wprost proporcjonalne do jej niesamowitego sadyzmu. Więźniarka, która upadła na ziemię z osłabienia oddychała tym przyjemnym zapachem. Dla odmiany, gdy Grese przechodziła koło nas, gdzie roztaczał się odór chorych lub palonych ciał, który na co dzień roznosił się po obozie, podnosił nas w pewien sposób na duchu a powietrze wokół stawało się jakieś bardziej znośne. W taki to sposób nasz „anioł” o falowanych włosach zajmował się własną urodą albo przypominał nam o naszym położeniu.

Jej ubrania były bardzo wyrafinowane i stylowe. W rzeczywistości nawet jej uniform leżał na niej lepiej niż ubrania cywilne. Świetnie wyglądała w jasnoniebieskim żakiecie, który podkreślał jej oczy. Do tego miała zwyczaj nosić ciemny krawat do bluzki z kołnierzykiem oraz pejcz, którego używała do woli, a trzymała go najczęściej przy nodze.

Miała świetnie wyposażoną garderobę. Znałam nawet jej garderobianą, która przed wojną prowadziła w Wiedniu znaną firmę. Irma nie dawała jej odetchnąć nawet na moment. Ta biedna kobieta pracowała dzień i noc, by dostać w podzięce kawałek chleba. Dla Irmy nigdy nie brakowało materiałów, nawet tych angielskich. W komorach gazowych ginęli przedstawiciele przeróżnych narodów i zostali po sobie niezliczone ilości ubrań i butów, z czego wiele uzupełniało jej kolekcje. Ubrania te pochodziły z najlepszych domów handlowych Paryża, Wiednia, Pragi, Amsterdamu czy Bukaresztu.

Anioł o nieskazitelnej twarzy miał także wiele romansów. W obozie na ustach wszystkich były jej miłosne historie, głownie z udziałem Josefe Kramera i Josefa Mengele. Największy jednak romans przeżyła z oficerem SS, będącym inżynierem w obozie, z którym spotykała się wieczorami a wracała w środku nocy, by być na służbie o wyznaczonej godzinie. Gdziekolwiek pojawiała się w jego towarzystwie, promieniała dumą jakby chciała powiedzieć patrząc na nas: „Popatrz! To moje królestwo a ja jestem panią życia i śmierci tych tutaj” Miała władzę i miała zwyczaj ją demonstrować w czasie selekcji.

Od tamtego czasu powraca w moich myślach jej obraz. Ale nie taki jaki chciała by ją zapamiętano. Nie zapamiętam jej jako bohaterki dramatu romantycznego ani nie jej pięknej twarzy czy zgrabnej figury. Pojawia się mi jak w migawkach z czasu procesu w Luneburgu i jak ogłaszana jest kara śmierci za jej okropne zbrodnie. Nie była zachwycona wyrokiem. Nadzorujący musieli zaciągnąć ją na miejsce egzekucji. Ale jakiego ogromu zbrodni była ta kobieta winna zanim nadszedł dzień sprawiedliwości!"

W miarę upływu czasu, w obozie zaczęto szeptać, że esesmanka imieniem Irma, lubi zabawiać się nie tylko z mężczyznami, ale też z kobietami. Do swych miłosnych igraszek, Irma zapraszała inne nadzorczynie, a jeśli te nie wyrażały chęci, były do tego zmuszane w brutalny sposób. Następnie, swoje homoseksualne skłonności Irma postanowiła skierować na tę grupę kobiet, która była w obozie najliczniejsza, czyli na więźniarki. W miejscu, w którym pracowała, mogła wybierać i przebierać w ludzkich zasobach, szukając kobiet, które odpowiadałyby jej zarówno wyglądem jak i charakterem. Zawsze spotykała się z odmową, dlatego żeby zmusić bezbronne więźniarki, obiecywała im dodatkowe jedzenie lub odzieź, uprzednio skradzioną z obozowego magazynu.

Kącik Irmy #4 - Esesmanka z różowym trójkątem: Miłość między kobietami w III Rzeszy
Lesbijkom w III Rzeszy w znacznej mierze oszczędzony był los, jaki przypadł w udziale pederastom. Jeśli tylko nie rzucają się w oczy jako "elementy aspołeczne" lub przeciwniczki reżimu, nie muszą się zazwyczaj obawiać, że będą ścigane z mocy prawa karnego lub trafią do obozu koncentracyjnego. W oczach narodowych socjalistów orientacja seksualna lesbijek nie czyni z nich nieuchronnie wrogów państwa - inaczej niż w przypadku mężczyzn, których pociąga własna płeć [...] Są jednak lesbijki, które mogą bez skrupułów wykorzystywać swoją pozycję w narodowosocjalistycznym państwie do prowadzenia życia seksualnego na swój sposób. Kobiety sprawujące funkcję kierownicze w ramach brunatnej dyktatury obowiązują inne reguły. W lubeckim więzieniu dla kobiet nazistowskie strażniczki molestują osadzone w nim kobiety. Również w kacetach kobiety są molestowane przez osławione strażniczki, jak Irma Grese czy Maria Mandel.

[Mainwald, Stefan "Seksualność w cieniu swastyki", Wydawnictwo Trio, Warszawa 2003]

W tym wszystkim trzeba pamiętać o jednej, bardzo ważnej rzeczy: aryjskim kobietom nie wolno było wchodzić w kontakt seksualny z ludźmi niższej rasy! Owszem, w Auschwitz mało który esesman czy esesmanka przejmowali się tym zakazem (tu przytoczyć można tragiczną historię miłości oficera SS, Gerharda Palitzscha do łotewskiej Żydówki), ale prawo istniało i za przyłapanie delikwenta/delikwentki na gorącym uczynku, groziłoby mu zdegradowanie i osadzenie w obozie koncentracyjnym w roli więźnia lub w lepszym przypadku, zsyłka na front. Irma musiała mieć tą świadomość. Współżyjąc, nie rzadko, z więźniami i żydowskimi kobietami, wiedziała, co jej za to grozi, ale znalazła doskonałe rozwiązanie by zatuszować wszelki ślad po tych, którzy jako świadkowie mogliby ją wydać i skazać na potępienie. Po każdym stosunku, zapisywała numer czy to więźnia, czy więźniarki na listę osób przenaczonych do gazu. Na drugi dzień, podczas apelu, numer uprzednio spisanej osoby był na głos wyczytywany i nieszczęśnik nie miał innego wyjścia, musiał zginąć.

"Hańbicielka rasy"

Prawie każda nadzorczyni specjalizowała się w czymś innym, czymś, co wyróżniało ją na tle pozostałych esesmanek. I tak jedna potrafiła zawodowo bić po twarzy rozmawiające z nią więźniarki, druga umiała skutecznie szczuć psem pracujące kobiety, jeszcze inna sprawnie przeprowadzała rewizje, znajdując w obozowych pasiakach poukrywane jedzenie lub nielegalnie przemycaną dodatkową odzież. Były też i takie nadzorczynie, co zamiast kar cielesnych stosowały wocec więźniów różnorakie chwyty psychologiczne, a tym samym wzbudzały nieustanne uczucie terroryzującego strachu.
Irma Grese też miała taką swoją specjalność. Jak nikt potrafiła kopać i właśnie kopniakami zmuszała więźniarki do uległości. Jaka była taktyka Irmy wobec kobiet, które nie posłuchały jej rozkazów bądź nie zrozumiały, czego od nich żąda? Podchodziła do upatrzonej kobiety i od razu na wstępie obdzielała ją paroma mocnymi uderzeniami w twarz. Kiedy bita osoba, przez dłuższy czas zdoła utrzymać się w pozycji pionowej, Irma bez namysłu sięgała po pejcz i jednocześnie kilkoma kopniakami, podcinała więźniarce nogi, efektem czego, zaatakowana ofiara traciła równowagę i upadała na ziemię.

(Gertrude Diament, Czech, aged 21) "Grese was the S.S. woman Kommandant of the working parties both at Auschwitz and at Belsen. I have seen her at both camps, when in charge of working parties, beating women and girls with a stick. Her favorite habit was to beat them until they fell to the ground and then kicked them as hard as she could with her heavy boots."
[Diament, Gertrude: Statement, Bergen-Belsen Trial, 1945]

Nie było innego wyjścia, ofiara musiała się jakoś bronić, zasłaniając twarz dłońmi, wielokrotne uderzenia twardym pejczem, zmuszały leżącą do nieustannego podejmowania walki. Irma chciała czuć swoją przewagę nad przeciwnikiem, to ją podniecało i dawało dodatkową adrenalinę. Jeśli ofiara poddawała się, była następnie kopana w głowę, podbrzusze i nerki, aż do utraty przytomności. Więźniowie często wspominali, że Irma czerpała nieukrywaną satysfakcję z tego typu zachowań, a wręcz wpadała w stan euforii graniczący z osiągnięciem orgazmu.

"Popędu takiego jak seksualny nie da się tak łatwo wyprzeć i wyłączyć. Ale jeśli już nie można bez reszty stłumić rozkoszy zmysłowej i sfery seksualnej, to można przynajmniej ich nie dostrzegać, można je zanegować lub wyprzeć."
[Mainwald, Stefan "Seksualność w cieniu swastyki", Wydawnictwo Trio, Warszawa 2003]

W Auschwitz tłumiono fakt, że nie stosowano się do tzw. ustaw rasowych. Świadomie pozwalano esesmanom i esesmankom na kontakty fizyczne z przedstawicielami gorszej rasy, a wszystko po to by nie ujawniać czym tak naprawdę był obóz koncentracyjny i jak wiele innych rozporządzeń i regulaminów było nagminnie łamanych przez nazistowskie władze. W Birkenau więźniarki widząc Irmę, bały się nie tylko o swoje życie, lecz także obawiały się, że rzeczą znacznie gorszą od bicia czy poniżenia, była groźba gwałtu, oznaczająca wyrok śmierci lub długotrwały uraz psychiczny u molestowanych kobiet.
Nawet teraz, wyparta ze świadomości społeczeństwa historyczna prawda o życiu seksualnym nazistowskich zbrodniarzy jest zepchnięta w kąt i wzbudza w Niemczech zbiorowy kompleks, czyniąc z tego narodu ludzi niezdolnych do zaakceptowania własnej winy z przeszłości.
W III Rzeszy kobiety, które uprawiały seks z niearyjskim przedstawicielem płci męskiej, publicznie potępiano i napiętnowano. Kiedy dochodziło do "hańby rasowej", kobieta pozbawiana była czci i honoru. Dochodziło nawet do tego, że ścinano jej włosy i wymierzano chłostę. Oprowadzano ją po ulicach miasta z zawieszoną tabliczką "Jestem żydowską świnią". Czy Irma Grese była jedną z takich "żydowskich świń"? Odpowiedź brzmi: Tak, była. Dziewczyna, która wydawać by się mogło, chciała służyć państwu i być wzorową przedstawicielką germańskiego narodu, zrobiła coś, co w oczach nazistów było największym grzechem, jaki mogła popełnić aryjska kobieta: splamiła swój honor i zhańbiła rasę!

Bo we mnie jest seks, co pali i niszczy...


Franz Wolfgang
Hatzinger "Hatchi"

Oprócz kontaktów seksualnych z kobietami, kochankami Irmy byli również wysocy rangą oficeroweie SS, w tym Josef Kramer, późniejszy komendant Birkenau, Josef Mengele, lekarz przeprowadzający eksperymenty medyczne na bliźniętach, a także inni, jak SS-Oberscharfuhrer Franz Hatzinger, kierownik urzędu budowlanego w Auschwitz. To właśnie ten ostatni, o czternaście lat starszy od Irmy mężczyzna, był uważany za jej chłopaka. Tuż pod dymiącymi kominami krematoriów, rozkwitła między nimi gorąca miłość, podobno odwzajemniona przez każdą ze stron. Cóż, wszystko byłoby w porządku, ale Franz był żonaty, jednak i to nie zraziło esesmanki oraz nie przeszkodziło jej w prowadzeniu dalszej miłosnej intrygi. Najwidoczniej "Hatchi" tak mocno wpadł Irmie w oko, że kilka miesięcy później nadzorczyni będzie prosić Kramera o zgodę na pozostanie w obozie Bergen-Belsen, u boku swojego wiernego kochanka. Dla Irmy była to dobra sytuacja, dziewczyna wreszcie się jako tako ustatkowała emocjonalnie i znalazła stałego partnera , który podzielał jej seksualne upodobania. Niestety, nie dane było długo Irmie cieszyć się z osiągniętego celu. W pierwszych miesiącach 1944 roku, życie Irmy Grese po raz kolejny uległo tymczasowemu zachwianiu. Dwudziestoletnia esesmanka zaczęła przeczuwać, że opóźniająca się menstruacja i gorsze samopoczucie, mogą oznaczać tylko jedno: ciążę.

Aryjski płód, którego nie było

Świat nigdy nie dowiedziałby się o domniemanej ciąży Irmy Grese, gdyby nie pewna książka węgierskiej Żydówki, doktor ginekologii, Giselli Perl, która niedługo po zakończeniu wojny odsłoniła okrutną prawdę, jaka nigdy nie powinna była ujrzeć światła dziennego. Jest to także kolejny etap w dochodzeniu do prawdy, jakim absurdalnym miejscem był obóz zagłady. Czy ciąża Irmy była wydarzeniem autentycznym? A czemu nie miałaby nim być?
Wiele nadzorczyń w czasie kilkumiesięcznej pracy w obozach zachodziło w ciążę i rodziło dzieci. Dla przykładu nadzorczyni Erna Wallisch z Majdanka, zmarła niedawno była esesmanka, w czasie służby zaszła w ciążę z jednym z esesmanów i to był główny powód dla którego opuściła obóz. Inna nadzorczyni z Majdanka, jak wspominały ocalone więźniarki, również zaszła w ciążę, mimo tego, odmienny stan esesmanki nie miał wpływu na jej zachowanie, gdyż do samego rozwiązania katowała więźniów z nie słabnącym sadyzmem.
Irma nie miała powodów żeby postępować inaczej niż pozostałe nadzorczynie w stanie błogosławionym, jednak w jej przypadku sprawa wyglądała nieco inaczej. Dziewczyna wpadła w panikę, bo za nic nie mogła wiedzieć, kto jest ojcem dziecka! Równie dobrze, mógł nim być któryś z niemieckich oficerów, Kramer, Mengele czy "Hatchi", a co jeśli ojcem dziecka był... ktoś z szerokiego grona więźniów, z którymi Irma miała przyjemność spać? I tutaj dopiero zaczęły się prawdziwe kłopoty Irmy...

W 1948 roku doktor Gisella Perl napisała własne wspomnienia z miesięcy spędzonych w Auschwitz, w książce ze szczegółami przedstawiła całą tragedię więźniów obozu zagłady oraz swoją pracę jako lekarza-ginekologa tysięcy kobiet skazanych na niechybną śmierć.
Kiedy Irma Grese leżała (może powinno się napisać gniła) trzeci rok w zbiorowej mogile na cmentarzu więziennym w Hameln, zarówno ci, co byli jej ofiarami, jak i osoby, które co nieco o niej wiedziały z procesu, dowiedzieli się, że młoda nadzorczyni miała swoją tajemnicę, przez dwa lata ukrywaną w obawie przed nazistowskim wymiarem sprawiedliwości. Czego tak bardzo bała się Irma, co mogło przekreślić marzenia młodej dziewczyny o dalszej karierze esesmanki i całkowicie zmienić jej życie, niestety na gorsze?
W przypadku, kiedy ojciec dziecka był znany, nie robiono żadnych problemów, jeśli para nie była małżeństwem, zazwyczaj obydwoje zgadzali się na zawarcie związku małżeńskiego. Oczywiście chodzi o parę, w której zarówno ojciec jak i matka spłodzonego dziecka byli pełnoprawnymi Aryjczykami. Gorzej, gdy aryjska kobieta "puściła się" z nie-aryjskim mężczyzną w wyniku czego, spłodzone dziecko nie mogło być uznane za wartościowe rasowo. Irma miała więc tylko jedno rozwiązanie, jeśli nie chciała zostać uznaną za potępioną, musiała poddać się aborcji, a o to w obozie nie było trudno. Jak nigdzie, w kacetach przeprowadzano aborcje na masową wręcz skalę.


Dr Gisella Perl, KL Auschwitz

Doktor Gisella Perl wielokrotnie przeprowadzała aborcje w obozowych rewirach. Robiła to przede wszystkim dla dobra ciężarnych więźniarek, tym samym ratując je przed śmiercią w komorze gazowej. W czasie selekcji kobiety w ciąży, zwłaszcza tej widocznej, nie miały żadnych szans na przeżycie. Jeśli nie zostały od razu skierowane na śmierć, były używane jako króliki doświadczalne przez któregoś z lekarzy SS.

"W obozach koncentracyjnych ciążę przerywa się często nawet w siódmym miesiącu. Nierzadko ciężarne kobiety bije się tak długo, aż tracą poczęte dziecko [...] Żydowscy lekarze więźniowie przeprowadzają potajemnie aborcje u ciężarnych Żydówek, żeby oszczędzić im śmierci przez uduszenie w komorach gazowych. Kobiety przemyca się do baraku sanitarnego, gdzie dokonywane są aborcje. Często kobiety rodzą jednak dzieci potajemnie, a wiele z tych niemowląt zostaje zabitych i uznanych za martwe płody."
[Mainwald, Stefan "Seksualność w cieniu swastyki", Wydawnictwo Trio, Warszawa 2003]

Co stałoby się z Irmą, gdyby jej ciąża została zauważona i jeśli ona sama nie umiałaby powiedzieć, kto jest ojcem dziecka? Na jaw wyszłyby wszystkie jej perwersyjne upodobania i biseksualna orientacja, a także fizyczne kontakty z osobami nieczystymi rasowo. Raczej nie byłoby usprawiedliwienia dla tak haniebnych czynów i młoda nadzorczyni musiałaby zostać ukarana, jako przykład dla pozostałych. Tutaj byłyby dwie możliwości, jakie przychodzą mi na myśl, co do dalszych losów Irmy. Na początku łagodniejsze wersje, pierwsza jest taka: zakładając, że ojciem dziecka był niemiecki żołnierz, Irma bierze z nim ślub i nadal pracuje w obozie jako SS-Aufseherin. Inna wersja: ojciec dziecka jest nieznany, ale Irma ma pewność, że jest nim któryś z wartowników lub oficerów SS, dziewczyna zostaje przyjęta do jednego z domów Lebensborn, w którym miałaby zapewnione lokum i opiekę lekarską, a po sprawdzeniu "czystości krwi" państwo dbałoby zarówno o nią oraz o jej aryjskie dziecko. Domy Lebensborn były takimi państwowymi zakładami dla niezamężnych matek, w któych mogły rodzić czyste rasowo dzieci i dostawały opiekę a także uprzywilejowane traktowanie.
Druga możliwość jest bardziej drastyczna. Irma jako świadoma "hańbicielka rasy" zostałaby oficjalnie zdegradowana, zabranoby jej wszelkie przywileje i jako osobę, która złamała ustawę rasową, na podstawie ówczesnych przepisów prawnych, skazanoby na kilka lat w... obozie koncentracyjnym. W dalszym postępowaniu Irma Grese stałaby się obozowym numerem, a w niedługim czasie, podzieliłaby los swoich ofiar: udusiłaby się w komorze gazowej.

"The memoirs of Olga Lengyel and Gisella Perl employ similar language to descripe Irma Grese; Perl wrote: "She was one of the most beautiful woman I have ever seen. Her body was perfect in every line, her face clear and angelic and her blue eyes the gayest, the most innocent eyes one can imagine. And yet, Irma Greze [sic] was the most depraved, cruel, imaginative sexual pervert I ever came across."
[Hayes, Peter: "Lessons and Legacies"; Holocaust Educational Foundation, 1999]
[Perl, Gisella: "I Was a Doctor in Auschwitz"; New York:International Universities Press, 1948]


Z dokumentów, jakie znajdują się w archiwum muzeum Auschwitz-Birkenau, można dowiedzieć się, że w styczniu 1944 roku, Irma miała robione badania krwi na obecność syfilisu. I nic ponad to. Resztę, czyli informacje o aborcji, której poddała się Irma można przeczytać w książce "Byłam lekarzem w Auschwitz". Może był to rodzaj zemsty, ukarania zbrodniarki? Wyrzucenia całego swojego gniewu i niemocy, jaka wtedy towarzyszyła Giselli? Właściwie dlaczego autorka książki miałaby kłamać i pisać zmyślone fakty o intymnym życiu esesmanki? Po co, skoro wtedy Irma już nie żyła, została ukarana w świetle prawa jako zbrodniarka wojenna! Gisella Perl, lekarka, której zadaniem było ratowanie ludzkiego życia, w Auschwitz je niszczyła i to wielokrotnie, a tragedie tamtych ludzi, prześladowały ją jeszcze wiele lat po wojnie. Podobno spisanie relacji czy wspomnień było dla więźniów środkiem pomagającym na przezwyciężenie doświadczeń Zagłady. Tak też zrobiła Gisella, ale czy to wystarczyło by móc spokojnie spać?

Fragment książki Giselli Perl opisujący zabieg aborcji jakiemu poddała się Irma Grese:

Gisella Perl "Byłam lekarzem w Auschwitz"
Rozdział "Irma Grese"


Irma Grese została skazana przez Brytyjczyków na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano, ale ten akt oddania sprawiedliwości ofiarom (jeśli w ogóle można mówić o sprawiedliwości, która wymagałaby jej śmierci za każde życie, które zniszczyła, za każdą pobitą i poniżoną osobę), nie zwróci im życia ani zdrowia, nie naprawi szkód fizycznych ani psychicznych.

Była to jedna z najpiękniejszych kobiet jakie kiedykolwiek widziałam. Jej figura wydawała się być perfekcyjna w każdym detalu, jej twarz była jasna i przypominała anielską a oczy miała bardzo radosne, najbardziej niewinne jakie można sobie tylko wyobrazić. Irma Grese była także tą najbardziej zdeprawowaną, bezlitosną niewyobrażalnie zdeprawowaną osobą z jaką przyszło mi mieć do czynienia. Była najstarszą rangą nadzorczynią w Auschwitz i na moje nieszczęście przyszło mi być pod jej obserwacją przez cały czas mojego pobytu w obozie.

Pewnego dnia przyszła do szpitala. W tym czasie zajęta byłam przygotowaniem do operacji piersi młodej kobiety, które dostały zakażenia po uderzeniu pejczem powodującym powstanie otwartych ran. Nie miałam żadnych narzędzi z wyjątkiem noża, który zaostrzyłam na kamieniu. Operacje piersi są z reguły bardzo bolesne a nie mogłam podać żadnego środka znieczulającego, bo ich po prostu nie było w tym nawet nie przypominającego szpitala baraku a pacjentka krzyczała z bólu cały czas.
Irma Grese odłożyła pejcz, którego rączka miała w sobie perełki. Następnie usiadła na ławce w rogu, która służyła jako stół operacyjny i przyglądała się w jaki sposób robię cięcia w zakażonej piersi z której wypływała krew na wszystkie strony.
Miałam okazję zobaczyć jedną z najgorszych jej stron a wspomnienia o tym prześladowały mnie całe życie. Irma Grese była zafascynowana widokiem tej cierpiącej kobiety. Kołysała się na wszystkie strony i okazywała głębokie poruszenie całą sytuacją. Jej policzki zaczerwieniły się a oczy znieruchomiały i miały oznaki podniecenia seksualnego.

Od tego dnia chodziła wokół obozu uzbrojona w pejcz udekorowany perłami i wybierała najpiękniejsze kobiety. Biła je po piersiach drucianym końcem pejcza powodując otwarte rany. Brud i wszy, które były dosłownie wszędzie doprowadzały do infekcji ran. Jedynym sposobem na to by uratować kobietę było operacyjne otwarcie tych ran. Irma Grese przychodziła przyglądać się tym operacjom i kopała krzyczące z bólu kobiety. Sprawiało jej to dosłownie rozkosz połączoną z dreszczami przeżywanego orgazmu, jakie przechodziły przez jej ciało aż spływała jej ślina z kącików ust.

Pewnego dnia nakazała stawić mi się popołudniem w części szpitala, który nazywałyśmy oddziałem dla matek.
- Widziałam jak przeprowadzasz operacje. Jestem przekonana, że jesteś świetnym lekarzem. Mam wrażenie, że jestem w ciąży. - rzekła. - Zbadaj mnie!
Wiedziałam, że to o co prosi jest wbrew panującym przepisom. Żadnemu więźniowi nie wolno było dotykać nadzorczyni. Karane to było śmiercią. W tym samym czasie odmowa wykonania tego polecenia oznaczałaby to samo. Grese położyła się na ławce a ja przeprowadziłam badanie.
Rzeczywiście. Była w ciąży.
- Bądź tu jutro wieczorem. Przeprowadzisz aborcję. - nakazała.
- Nie mam żadnych narzędzi a jak ktoś się dowie, będzie oznaczało to dla mnie tylko jedno. - odparłam jej.
- Nie kłóć się. Wszystko załatwię.
Następnego wieczora o wyznaczonej godzinie byłam gotowa i czekałam na nią. Przyniosła ze sobą narzędzia jak i pistolet.
- Są sterylne. - powiedziała mi wręczając narzędzia.
Położyła się na ławce i włożyła pistolet pod głowę. Uklęknęłam na podłodze i rozpoczęłam zabieg. Nie miałam absolutnie żadnych obiekcji, że to co się odbywa obecnie, może być ostatnią moją czynnością zawodową. Obie złamałyśmy reguły. Jeśli ktokolwiek dowiedziałby się o tym, byłby to niewątpliwie koniec jej kariery w SS. Dla mnie oznaczało by to pójście „na lewo”, na śmierć. W oczach władz obozu byłyśmy obie winne ale to ona miała przewagę. Nikt poza mną nie wiedział o tym fakcie. Mogła mnie spokojnie zabić bez podania nawet przyczyny. Byłam pewna, że ma zamiar to zrobić.
Pracowałam mechanicznie a mój umysł był zajęty myślami o śmierci. Często się dziwiłam czytając o tym, o czym myślą ludzie skazani na śmierć w swoich ostatnich chwilach. Prawdą jest, że wtedy przechodzi przed oczami całe ich życie, obraz za obrazem. Skończyłam zabieg i siadłam bokiem na piętach, byłam zbyt zmęczona nawet by wstać i stanąć w obliczu śmierci. Przypomniałam sobie wtedy jak zdawałam egzamin na koniec pierwszego roku studiów. Musiałam wtedy znaleźć sposób na obliczenie daty urodzin. Potem miałam następny obraz jak pomagałam innym przez całe życie. Stwierdziłam, że miałam szczęśliwe życie. Szczęśliwe, pełne sukcesów i miłości. Praca dawała mi satysfakcję. Straciłam wszystko i wydawało się, że nie mam po co żyć.
Irma Grese podniosła się z ławki, ubrała się, przymocowała pistolet i uśmiechnęła się. Popatrzyłam na jej uśmiechniętą twarz o czekałam na kulę, która to doprowadzi do końca Gisellę Perl którą kiedyś byłam i więźniarkę nr 25404, którą byłam teraz.
Grese nie strzeliła.
- Jesteś świetną lekarką. Jaka szkoda, że musisz umrzeć. Niemcy potrzebują świetnych lekarzy. - powiedziała.
Ja nie odpowiedziałam.
- Załatwię ci płaszcz, ale nie wolno ci nikomu powiedzieć ani słowa o tym, co się tu działo. Jeśli się to wyda, to cię znajdę, gdziekolwiek będziesz. I zabiję cię. - zagroziła.
Następnie wyszła i zostawiła mnie samą z moim na nowo odzyskanym życiem. Teraz wiedziałam, że nie umrę, w każdym bądź razie nie teraz. Przypominałam sobie jak leżałam chora na podłodze w baraku… Przypominałam sobie te ciężarne kobiety, które były zależne od mojej pomocy i odwagi. Wiedziałam dlaczego mam żyć. Byłam odpowiedzialna za te kobiety. Musiałam je ocalić od śmierci. Byłam przecież ich lekarką.
A Irma Grese nie dotrzymała obietnicy. Nigdy nie dostałam obiecanego przez nią płaszcza.


KZ-syndrom

Tematy związane z życiem seksualnym nazistowskich zbrodniarzy zostawiamy daleko w tyle. Osoby zainteresowane tymi zagadnieniami, odsyłam do książki "Seksualność w cieniu swastyki", rzetelnego opracowania, które w zwięzły i przede wszystkim zrozumialy dla czytelnika sposób wyjaśnia najważniejsze wydarzenia hitlerowskich Niemiec, jakie miały wpływ na pożycie intymne całego germańskiego społeczeństwa.

Tymczasem nasza bohaterka wciąż pracowała w obozie "C" na funkcji SS-Oberaufseherin, kolejno nadzorując polskie, a następnie węgierskie Żydówki, przy okazji biorąc czynny udział w selekcjach na rampie oraz w samym obozie "C".
I tutaj pojawiły się poważne "występki" Irmy, które nie zostały ani zapomniane, ani pominięte w późniejszym procesie sądowym. Przywołana została sytuacja, opisana przez świadka, Ilonę Stein, która zeznała, że widziała jak nadzorczyni Irma Grese zaatakowała kobietę rozmawiającą przez druty ze swoją córką bądź siostrą. Wszystko działo się w pobliżu obozowej kuchni, do której więźniarki nie mogły się zbliżać. Świadek Stein opisała ze szczegółami, jak Irma biła kobietę, dopóki tamta nie upadła na ziemię. Oczywiście Irma pomagała sobie pejczem, pasem i podkutymi butami bo to był najskuteczniejszy sposób, aby ukarać krnąbrną więźniarkę. Twarz bitej kobiety szybko nabrała czarno-granatowych barw, a w rezultacie zmasakrowaną ofiarę na trzy tygodnie zatrzymano w obozowym szpitalu. Stein podkreślała, że wielokrotnie widziała Irmę w towarzystwie Josefa Mengele, jak przeprowadzają selekcję i nie rzadko zdarzało się, że zauważywszy uciekające więźniarki, Irma osobiście je torturowała lub zlecała ich zastrzelenie któremuś z esesmanów.

Kącik Irmy #5 - "Achtung! Frau Aufseherin kommt!" czyli obozowy savoir-vivre

10 PRZYKAZAŃ jak przeżyć w lagrze i nie paść ofiarą aufzejerki

1. Kiedy widzisz aufzejerkę ukłoń się i powiedz: "Guten Tag, Frau Aufseherin!"
2. Nigdy nie patrz na aufzejerkę bezczelnym lub wyzywającym wzrokiem
3. Nigdy nie wdawaj się w dłuższą rozmowę z aufzejerką
4. Utrzymuj w czystości siebie, swój pasiak i siennik
5. Nigdy nie spóźniaj się na apele, nie udawaj, że jesteś głucha na "syrenę"
6. Na każde pytanie aufzejerki odpowiadaj: "Jawohl!"
7. W pracy nigdy nie okazuj zmęczenia, polecenia wykonuj z uśmiechem
8. Zawsze noś przy sobie kilka papierosów dla aufzejerek
9. Aufzejerka zawsze ma rację i nigdy nie podważaj jej słów!
10. Jeśli aufzejerka zrobi tobie Meldung, to... niech Bóg ma cię w swojej opiece.


Świadek Dora Szafran zeznała, że Irma osobiście zastrzeliła dwie więźniarki w obozie "A", które w trakcie selekcji zostały wyznaczone do gazu. Kobiety, chcąc uniknąć śmierci, wyskoczyły przez okno, jednak ich próba ucieczki została zauważona przez Irmę i nadzorczyni bez wahania sama je zastrzeliła. Podobno ciała zamordowanych więźniarek jeszcze długo leżały na ziemi, brocząc krwią.
Ale najpoważniejszy zarzut i tym samym oskarżenie wysunięte podczas procesu wobec Irmy skierowała Edith Trieger. Zeznała, że w sierpniu 1944 roku, Irma Grese zastrzeliła trzydziestoletnią węgierską Żydówkę, ktora stała pod swoim blokiem i obserwowała selekcję nowego transportu na rampie. Pomimo ostrzeżenia i polecenia, by kobieta wróciła do baraku, tamta nie wykonała żadnego ruchu. Irma odbezpieczyła pistolet i wystrzeliła, celując w lewą pierś więźniarki. Rzecz jasna, kobieta zginęła na miejscu.

Oryginalny tekst zeznania Edith Trieger z procesu sądowego:

(Edith Trieger, Slovak, aged 20) "In August, 1944, I saw this women Grese at Auschwitz shoot a Hungarian Jewiss who was aged about 30 years. I saw this incident from my block. At this time a transport of prisoners was arriving at the camp by train, and when prisoners arrived all prisoners in the camp were confined to their blocks. The Hungarian woman stood outside the block watching the transport arrive, when Grese approached the woman on her bicycle. She stopped, got off her bicycle, about five neters away from the woman, and shouted to the woman, "Get in your block." Then, without giving the woman an opportunity to go to her block, Grese produced a revolver from a holster she was carrying, aimed at the woman and fired. The woman fell to the ground and stayed there unconscious. Grese rode away on her bicycle, leaving the woman there. I saw all this occur from a distance of about 50 meters.
After about a quarter of an hour the transport passed by and Grese dissapeared from view. I then went to the woman who had been and found that she had a bullet-hole through the left breast. I pulled her clothes open and saw the hole where the bullet had penetrated and left the body. There was a pool of blood on the ground and the woman's clothing was soaked in blood. The woman was dead. I am quite certain of this, as I put a mirror to the woman's mouth to test whether she was breathing and it did not cloud over. After satisfying myself that the woman was actually dead I returned to my block. No one else came to see the body at that time as we were still confined to out blocks. The body lay in the road for another hour and then other prisoners came out and carried the body away to a spot behind a hut and covered it with a blanket. I did not see the body after that."

[Trieger, Edith: Statement; Bergen-Belsen Trial, 1945]

Świadek Helene Kopper zeznała, że będąc w komandzie pracującym na zewnątrz obozu i które było nadzorowane przez Irmę Grese, młoda esesmanka była odpowiedzialna za śmierć około trzydziestu więźniarek dziennie! Irma kazała kobietom oddalić się od miejsca pracy, czasem kazała im udać się na wprost tzw. "pasa śmierci", biegnącego wzdłuż drutów, po przekroczeniu którego, wartownicy na wieżyczkach mogli bez uprzedzenia strzelać do więźniów. Helene, zapytana podczas procesu w Luneburgu czy w obozie wiadomo było o tym, że Irma Grese świadomie przyczynia się do śmierci więźniów, odpowiedziała: "Yes, everybody knew about it and Grese got the Kriegsverdienstkreuz."

(Helene Kopper, Hungarian, aged 35) "Whilst Grese was in charge of the working partiy she always carried a rubber truncheon. She was repsonsible for at least 30 deaths a day, resulting from her orders to cross the wire, but many more on occasions. It was always my job, ordered by Grese, to count the dead, and I, together with some other women, used to load the bodies into one of the railway wagons after working hours."
[Kopper, Helene: Statement; Bergen-Belsen Trial, 1945]


Są też inne, równie straszne dowody na to, że oskarżona Irma Grese była winna popełnionych zbrodni w Auschwitz. Do tych największych przestępstw trzeba dodać wiele mniejszych, popełnianych każdego dnia na setkach niewinnych ofiar. Pomimo, że sama nie mordowała, Irma decydowała o tym, kto zostanie skierowany do gazu czyli na śmierć.

Such imagetry was maintained as recently as 1990, when this description of Grese appeared in Germany's Evangelische Sonntagsblatt:
"She shot woman in cold blood, siced dogs on them, beat girls senseless. That's why she is in Luneburg before a British military court. As a perperator, one of many? One of many, if she were not so lovely. The gruesomeness is not reflected in her face. She was a devil in disguise, a package of lies, a woman like a false promise. A charmer (bewichter?) perhaps. Her photo, at any rate, hangs in the lockers of English soldiers, her name enlivens the headlines of the court reporter."
[Hayes, Peter: "Lessons and Legacies"; Holocaust Educational Foundation, 1999]

Zbiorowa odpowiedzialność Niemców czy wykonywanie poleceń były argumentem obronnym oskarżonych? Do tego wszystkiego, można dorzucić wielokrotne katowanie i bicie więźniów, umyślne skazywanie ich na dodatkowe cierpienia polegające na wielogodzinnych apelach oraz bezsensownych karach za zupełnie błache przewinienia. W książkach czy filmach dokumentalnych, przewijają się wątki z Irmą w roli głównej, tu fragment z książki "Oświęcim. Cmentarz świata", Jana Masłowskiego:

"Esesmani wykazywali złośliwość połączoną z okrucieństwem, np. w Brzezince esesówka Irma Greze "Gryze", urządziła komandu Weberei (krawczynie) w Wielkanoc 1944 roku całodniowy "sport" na pobliskich wertepach."
[Jan Masłowski "Oświęcim. Cmentarz świata"; Książka i Wiedza, Warszawa 1995]

A tu inny fragment o Irmie, tym razem z książki Krystyny Żywulskiej "Przeżyłam Oświęcim":

"Wchodząc do szrajbsztuby zauważyłam kilka kobiet w pasiakach. Stala przed nimi aufzejerka Gresse, zwana die schone Irma [piękna Irma] - smukła, złotowłosa, o czarnych zimnych oczach. Drażniła szpicrutą skaczącego wilka. Wilk siał popłoch wśród wystraszonych pasiaków, co najwyraźniej bawiło piękną Irmę. Jak się okazało, aufzejerka przyprowadziła wychodzące na wolność. Zabawa z psem była ostatnią "rozrywką", jaką im urządziła.."
[Krystyna Żywulska "Przeżyłam Oświęcim"; Warszawa 2006]

Nie było rzeczą łatwą przywoływać w pamięci tragiczne wydarzenia z czasów wojny, dlatego większość byłych więźniów wolała milczeć niż rozdrapywać ledwo co zagojone rany. Choroba poobozowa, którą określono jako KZ-syndrom, nadal nie pozwala świadkom zbrodni wyzwolić się z koszmarów przeszłości. Mimo tego, byli tacy, co chcieli zeznawać, mając na uwadze to, że bez ich relacji, ukaranie zbrodniarzy byłoby niemożliwe, a przyszłe pokolenia nigdy nie dowiedziałyby się całej prawdy o Holocauście.

Czerwona inwazja

Druga połowa 1944 roku uświadomiła Niemcom, że ich panowanie w Europie dobiegło końca. Wśród więźniów obozu zagłady Auschwitz-Birkenau zapanowała cicha radość na wieść o zbliżającej się ofensywie Armii Czerwonej. Już w listopadzie zarządzono rozbiórkę największych komór gazowych i krematoriów mieszczących się tuż przy samej rampie. Naziści rozpoczęli masowe niszczenie wszelkich dokumentów świadczących o całym procesie Zagłady, materiały dowodowe oraz dokumenatacje archiwalne, a także akta personalne więźniów były wysyłane w głąb Rzeszy razem ze zrabowanymi podczas selekcji kosztownościami, zmagazynowanymi w obozowej "Kanadzie". Nowy Rok 44/45 potwierdził największe obawy nazistowskich zbrodniarzy, powoli oddalała się wizja niezwyciężonej "Tysiącletniej Rzeszy". Wkrótce świat miał dowiedzieć się o największej zbrodni ludobójstwa i czterech milionach [oficjalnie przyjmuje się, że liczba ofiar całego kompleksu obozu zagłady Auschwitz-Birkenau w latach 1940-1945 szacuje się od 1,1 do 1,5 mln ludzi] niewinnych ofiar zgładzonych w komorach gazowych obozu Auschwitz-Birkenau.


Płonące baraki w Birkenau
styczeń 1945

W styczniu 1945 roku, Irma Grese została odmeldowana do obozu macierzystego Auschwitz I i tam przez niecałe trzy tygodnie nadzorowała męskie komanda. Wówczas trwała intensywna ewakuacja całego obozu, codziennie formowano nowe transporty więźniów i wysyłano je na zachód, do innych lagrów. 17 stycznia w Auschwitz odbył się generalny apel, na którym stawiło się ponad sześćdziesiąt tysięcy więźniów, po nim rozpoczęto tzw. Marsze Śmierci. Sroga zima i nieludzkie tempo marszu sprawiły, że więźniowie masowo umierali, a ci najsłabsi dobijani byli strzałem w tył głowy. Kto nie nadążał lub choć na chwilę przystanął był zabijany. Więźniowie nie mieli ani odpowiednich ubrań, jedynie pasiaki i koce, ani żywności. Kto uprzednio "zorganizował" coś dla siebie do jedzenia, mógł mieć nadzieję, że przeżyje.
Władze obozu czyli najwyżsi rangą oficerowie SS również intensywnie myśleli o ewakuacji nie tyle własnej, co swoich żołnierzy. W drugiej połowie stycznia rozpoczęto wysyłać członków załogi wartowniczej, którzy do tej pory pracowali na terenie obozu i nie brali udziału w konwojowaniu więźniów podczas "marszów śmierci". Irma Grese wraz z innymi nadzorczyniami, została ewakuowana dnia 19 stycznia 1945 roku, z transportem więźniarek do Ravensbrück.

W Ravensbrück Irma spędziła kolejne dwa miesiące. W ciągu tego czasu, do obozu napływały niekończące się transporty z ewakuowanych kacetów ze Wschodu. FKL Ravensbrück był przepełniony, zaczęło brakować miejsca dla więźniów. W ostatnim roku istnienia obozu przywieziono do niego około siedemdziesiąt tysięcy kobiet i mężczyzn. Z samego Oświęcimia pod koniec 1944 roku, do Ravensbrück przywieziono dziesięć tysięcy więźniów. Obóz nie przestał funkcjonować, proporcjonalnie wzrosła liczba wartowników. Nadal też prowadzone były przez niemieckich lekarzy SS pseudomedyczne eksperymenty medyczne na ludzkich "królikach", głównie sterylizacje "metodą Clauberga" oraz naświetlania rentgenowskie.

W miarę jak front radziecki zbliżał się do stolicy Trzeciej Rzeszy, Berlina, społeczeństwo niemieckie ogarniała coraz większa panika. Wtedy także zaczął się prawdziwy germański Exodus. Nie tylko więźniowie lagrów pędzeni byli w "marszach śmierci", byle dalej od "czerwonych barbarzyńców". Zwłaszcza zwykli ludzie, a dokładniej całe rodziny, mieszkańcy mniejszych miejscowości i wsi, opuszczali swoje domostwa i gospodarstwa w obawie przed utratą życia. Ich strach nie był bezpodstawny. To prowadzona przez lata polityka i nazistowska propaganda Josepha Goebbelsa kazała Niemcom bać się żądnych krwi podludzi ze Wschodu.
Na przełomie 1944 i 1945 roku w Prusach Wschodnich dochodzi do pierwszych gwałtów na niemieckich kobietach. Na terenach niezabudowanych, wiejskich, kobietom grozi większe niebezpieczeństwo niż w miastach. Nie mogąc ukryć się czy ucieć, Niemki wykorzystywane były seksualnie nieraz przez kilku żołnierzy po kolei. Na gwałty narażone były także kobiety służące jako SS-Helferinnen, a także żeński personel sanitarny. Nie przysługiwał im status kombatanta, nie obejmowały ich klauzury ochrony jeńców wojennych, kobiety czynnie służące w Wehrmachcie były całkiem bezbronne, a po schwytaniu uznawano je za partyzantów i nierzadko rozstrzeliwano.

Irmie Grese oszczędzony był los, jaki spotkał większość kobiet mieszkających na wschodnich terenach Rzeszy, nie walczyła w obronie Berlina na wiosnę 1945 roku, a przecież to właśnie tam ujawniły się prawdziwe akty heroizmu młodych niemieckich dziewcząt, które ginęły z bronią w ręku. Irma umknęła śmierci, ale za to wpadła z deszczu po rynnę, bo niby jak inaczej nazwać miejsce, do którego w marcu 1945 roku trafiła razem z transportem więźniarek Ravensbrück, jak nie prawdziwym piekłem na ziemi?

Bergen-Belsen czyli gorzej być nie może


Bergen-Belsen, brama główna



O Bergen-Belsen, straszliwy obozie,
Nie ma już miary w twej ponurej grozie...
Czy jest nadzieja?... Czy w potwornej matni
Tu się dopełni losów akt ostatni?...

[Elżbieta Popowska "Czy jest nadzieja?", fragment]

Jak wcześniej napomknęłam, Irma uprosiła Josefa Kramera, żeby pozwolił jej zostać w obozie Bergen-Belsen (pierwotnie Irma Grese została odmeldowana do obozu Oranienburg, położonym niedaleko Berlina). Miała swój prywatny powód ku temu, a powodem tym był... Franz Hatzinger. Kramer, który w pierwszych dniach grudnia 1944 roku objął funkcję komendanda obozu Bergen-Belsen, z początku nie chciał się zgodzić, dlaczego to nie wiadomo, można snuć jedynie jakieś wątpliwe domysły, ale jak pokazała historia, Irma w końcu dopięła swego i w obozie tymże pozostała, a co najważniejsze, otrzymała tam dość poważną funkcję jaką było stanowisko SS-Arbeitsdienstführerin, przez jakiś czas pełniła także służbę jako SS-Rapportführerin.
Ledwo Irma przyjechała w nowe miejsce razem z dużym transportem więźniarek Ravensbrück, nad wszystkimi esesmanami pracującymi w obozie, ponownie zawisła groźba i strach przed ofensywą, zarówno radziecką ze Wschodu, jak i brytyjską z Zachodu. Wyzwolenie Bergen-Belsen było już tylko kwestią najbliższych dni.

"W ciągu trzech miesięcy, od 1 grudnia 1944 roku, przybyło do Bergen-Belsen około 40-50 tysięcy więźniów ewakuowanych z innych obozów koncentracyjnych. Mimo napływu coraz to nowych transportów, stan liczebny całego obozu od lutego 1945 roku nie uległ większym zmianom. Przyczyną tego była niezwykle wysoka śmiertelność. Około 1000 więźniów dziennie. Dziesiątki tysięcy osób konało w Bergen-Belsen tygodniami w męczarniach i bólach wskutek chorób zakaźnych i głodu. Więźniowie cierpieli jeszcze dodatkowo męki pragnienia-brak wody. Niektórzy pili brudną wodę z basenów przeciwpożarowych, w których pływały trupy.
Baraki, w których przebywali więźniowie, były tak przepełnione, że niemożliwością było położenie się na podłodze. W pomieszczeniach przewidzianych dla około 100 osób, znajdowało się 600-1000 ludzi. W barakach tych żywi, umierający i umarli leżeli, względnie siedzieli obok siebie. Wielu z nich jak również i leżący na podłodze cierpieli na biegunkę, a wyjście z baraku w nocy było karane śmiercią. W barakach panował więc zaduch i brud nie do opisania. Głodowe porcje żywnościowe w ostatnich trzech miesiącach przed wyzwoleniem uległy dalszemu zmniejszeniu. Na kilka dni przed wyzwoleniem obozu większość więźniów nie otrzymała żadnego wyżywienia. Nic więc dziwnego, że wygłodniali więźniowie dopuszczali się kanibalizmu. Znajdowano na terenie obozu trupy więźniów w wyciętymi udami, wątrobami, odciętymi uszami.
Ale i w najtrudniejszym okresie w ostatnich miesiącach przed wyzwoleniem nie brakowało więźniów , a zwłaszcza więźniarek, pracujących w różnych komandach, które dzieliły się z towarzyszkami niedoli zdobytymi z narażeniem życia okruchami żywności czy ciepłą odzieżą. Nie brak było osób, które z całkowitym oddaniem, nie zważając na swój stan zdrowia, pielęgnowały słabszych od siebie i bardziej od siebie chorych. Wielu z tych, którzy przetrwali zawdzięcza to tym właśnie ludziom."
[Janusz Tajchert, http://tajchert.w.interia.pl/josefkramer.htm]

W pierwszych dniach kwietnia 1945 roku, II Armia brytyjska pod dowództwem marszałka Montgomery'ego zbliżyłyła się do poligonu Wehrmahtu, który utworzony został w sąsiedztwie obozu Bergen-Belsen. Oficerowie dowodzący poligonem, w obawie o możliwość rozprzestrzenienia się chorób zakaźnych przez uciekających więźniów, podali propozycję, by obóz został zajęty przez wojska brytyjskie bez walk. Ustalono, że obszar wokół samego obozu będzie wolny od wszelkich działań zbrojnych. Załoga SS, pełniąca służbę w obozie, miała go opuścić i przekazać jego funkcjonowanie żołnierzom Wehrmahtu. Większa część wartowników zdołała opuścić teren obozu i uciec. W samym Bergen-Belsen pozostał komendant Josef Kramer, około pięćdziesięciu esesmanów i trzydzieści nadzorczyń.

- - - - -
Zobacz: Belsen: Das Ende [YouTube Movie]
- - - - -

Białe opaski

Dla tysięcy więźniów obozu Bergen-Belsen wyzwolenie przyszło za późno. 15 kwietnia 1945 roku o godzinie trzeciej po południu, na teren lagru wjechały pierwsze samochody i brytyjskie czołgi. Z początku zdezorientowani więźniowie nie wiedzieli co się stało, zrozumieli dopiero wtedy, gdy załoga SS na dobre opuściła swoje stanowiska pracy, pozostawiając ich samym sobie. W niektórych częściach obozu trwały jeszcze apele, niektóre komanda wykonywały swoją codzienną pracę. Na widok żywych szkieletów i tysięcy trupów leżących bezwładnie na ziemi, wielu Brytyjczyków zareagowało szokiem, ludzie nierzadko płakali, inni w milczeniu obserwowali ogrom zbrodni.


Nadzorczynie SS po aresztowaniu, 1945

Oczywiście aresztowano wszystkich, pozostałych na terenie obozu esesmanów i nadzorczynie SS. Załoga obozu wyszła ze swoich bloków w białych opaskach na rękawach. Komendant Josef Kramer rzeczowo odpowiadał na stawiane mu pytania. Zdawał się być bardzo opanowanym i spokojnym, jak na kogoś, kto od samego początku zyskał przydomek "Bestii z Belsen". Razem z żołnierzami brytyjskimi i kanadyjskimi, w wyzwoleniu obozu Bergen-Belsen brali udział dziennikarze i korespondeci wojenni, tacy jak Alan Moore, australijczyk z pochodzenia, żołnierz Królewskich Australijskich Sił Powietrznych (RAAF), rysownik i fotograf. Po wkroczeniu na teren obozu, Alan naszkicował wiele rysunków oraz utrwalił na zdjęciach makabryczne sceny grzebania tysięcy zwłok zmarłych więźniów.
Z kolei Georg Rodger, operator filmowy "Film and Photographic Unit", nakręcił wstrząsający materiał, kronikę filmową, której fragmenty pokazano na późniejszym procesie w Luneburgu. Georg był pierwszym fotoreporterem, który wszedł z żołnierzami do obozu. Na filmie uwiecznił obrazy stosów nagich ciał, spychanych do wspólnej mogiły, podobno, obrazy te prześladowały go do końca życia.
Czy nie zastanawialiście się nigdy, czemu na żadnym ze zdjęć przedstawiających aresztowane nadzorczynie SS, nie ma Irmy Grese? Młoda esesmanka, która stała się niejako ulubienicą fotoreporterów, z pewnością byłaby w centrum uwagi niejednego dziennikarza, który miał okazję być w Belsen w pierwszych dniach po wyzwoleniu. Jej wiek, uroda i nienaganny ubiór zostałyby od razu przez kogoś zauważone. Odpowiedź na to pytanie może być całkiem zaskakująca, bowiem Irmy Grese nie było wtedy w Bergen-Belsen...

W gruzach wymarzony świat

Jeśli Irmy Grese nie było w Bergen-Belsen 15 kwietnia 1945 roku, to w takim razie gdzie wtedy była? Uciekła? Nic z tych rzeczy! W połowie kwietnia, Irma znajdowała się wiele kilometrow od obozu Belsen, nie wiedząc, że w tym samym czasie jej koledzy i koleżanki z SS zakończyli definitywnie swoją służbę jako żołnierze III Rzeszy. Oni tak, ale nie Irma! Co więc robiła młoda nadzorczyni? Otóż pilnowała marszu ewakuacyjnego około stupięćdziesięciu więźniarek Ravensbrück, które eskortowane były na Zachód, byle dalej od nacierającej ofensywy Armii Czerwonej. Zaskoczeni?


Belsen, więźniarki po wyzwoleniu

Czemu Irma zdecydowała się opuścić Bergen-Belsen? Może po prostu otrzymała takie polecenie od komendanda Kramera, a może w obliczu klęski wojsk niemieckich chciała jeszcze raz zobaczyć się z dawno niewidzianą rodziną? Przecież każdy w trudnych chwilach chce mieć przy sobie kogoś bliskiego? Owszem, pewnie myślała o odwiedzinach rodzinnego domu, ale szczerze wątpię w to, żeby Irma chciała, by jej najbliżsi zobaczyli ją w "akcji".
Jeśli dobrze zrozumiałam, co autor książki o "Pięknej Bestii" miał na myśli, to właśnie podczas tego marszu śmierci z Ravensbrück, Irma Grese spotkała swoją rodzinę, która także uciekała przed ofensywą radziecką. Można sobie jedynie wyobrazić, co czuł Alfred Grese, przybrana matka i całe liczne rodzeństwo, widząc Irmę w mundurze SS, ponaglającą pejczem tłum wynędzniałych kobiet. Scena jak z prawdziwego rodzinnego dramatu. Podobno ojciec spróbował jeszcze raz przemówić do rozsądku swojej córce. Poprosił ją, żeby zrezygnowała ze służby, zrzuciła mundur SS i dołączyła do rodziny. To była jedyna możliwość dla Irmy, jaka pozwoliłaby jej (kto wie?) uniknąć aresztowania. Ale czy przedłużyłoby to życie esesmanki o tydzień, miesiąc, rok? Gdyby jakimś okrutnym zrządzeniem losu, Irma Grese dostałaby się do niewoli radzieckiej, a znając mentalność owych "barbarzyńców ze Wschodu", nie wiadomo, czy z miejsca nie zostałaby zgwałcona, następnie rozstrzelana i na końcu wrzucona do którejś ze zbiorowych, bezimiennych mogił? Przyznacie sami, nieciekawa wizja zakończenia kariery...


Belsen, "prawdziwy" posiłek

Będąc lojalną wobec narodu, Irma nie mogła przystać na propozycję ojca. Nawet wtedy, gdy klęska Niemiec była już tak oczywista, jak nigdy przedtem, kiedy w Berlinie toczono najcięższe walki, nie tyle o samo miasto, co o honorową śmierć, kiedy potęga Trzeciej Rzeszy obracała się w pył; Irma odrzuciła pomoc od ludzi, którzy byli jedynymi osobami, jakie ją naprawdę kochały: od własnej rodziny. Nigdy też nie pożegnała się z ojcem.
17 kwietnia Irma wróciła do Bergen-Belsen. Przy bramie głównej, prowadzącej do obozu, została poddana kontroli przez brytyjskiego żołnierza. Wkrótce jedna z ocalałych, Żydówka Gitla Dunkelmann doniosła któremuś z oficerów, że widziała Irmę Grese na terenie obozu, w taki oto sposób, esesmanka została rozpoznana i aresztowana.

"Tauba Biber (liberated at Belsen): — "The barrack I was in was near the gate. One day I looked out and I could see the Lagerkommandant [Camp Commandant, Josef Kramer], with a white armband, and Irma Grese with their arms up in the air and there was a tank with soldiers, but there were no Germans. We gathered that something was happening. So I came back into the barrack and told my sister, "We are free." But she was so ill she couldn't understand what was going on. She passed away eight days after the liberation."

Wtedy też rozegrał się inny dramat Irmy Grese, pomijając to, że została uznana za zbrodniarkę wojenną i aresztowana. Dlaczego tak bardzo zależało Irmie, by wrócić do Belsen? Chyba musiała zdawać sobie choć trochę sprawę z tego, że obóz mógł być już wyzwolony. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o... miłość. Pamiętacie Franza Hatzingera? No właśnie, to z jego powodu Irma odrzuciła możliwość ucieczki, po prostu chciała być ze swoim "chłopakiem", dzieląc z nim los zbrodniarzy wojennych. Czego się nie robi w imię miłości, nawet jeśli oznaczałoby to poświęcenie własnego życia. Irma bez zastanowienia zrobiła to, co na jej miejscu zrobiłaby każda zakochana dziewczyna.


Esesmanki przy grzebaniu
zwłok, Belsen kwiecień 1945

Miłość tych dwojga nie przetrwała trudnych wydarzeń kwietnia 1945 roku. Franz Hatzinger, jak wielu żołnierzy SS i tysiące wyzwolonych więźniów, zachorował na tyfus. Przez długie tygodnie nie udawało się opanować zarazy, palono zakażone baraki i odzież, dezynfekowano cały teren lagru oraz samych ludzi, mimo to, choroba zebrała obfite żniwo. Do końca kwietnia w obozie zmarło dziewięć tysięcy ludzi, a do końca czerwca kolejne cztery tysiące. Organizm esesmana nie mógł zwalczyć morderczej choroby, Franz Hatzinger zmarł 23 kwietnia 1945 roku.

Brytyjczycy natychmiast przystąpili do opanowania rozprzestrzeniającej się epidemii tyfusu. Wobec tych, co przeżyli, zastosowano wszelką możliwą pomoc medyczną. Rozdano ludziom środki higieniczne, doprowadzono do obozu czystą wodę, w której ludzie mogli bez obaw myć się i prać ubrania. Otworzono magazyny żywnościowe i po sprawdzniu przydatności artykułów spożywczych, rozdano je tym, najbardziej potrzebującym. W szpitalu, który został utworzony na terenie pobliskiego poligonu, umieszczono ludzi najbardziej słabych i wycieńczonych długotrwałą chorobą.
Jednak najbardziej przerażającym widokiem i zarazem największym problemem, z którym musieli uporać się Brytyjczycy, byli zmarli więźniowie. Na całym terenie obozu, leżały bezwładnie ciała około dziesięciu tysięcy zmarłych ludzi. Kiedy umierali, nikt się tym nie przejmował, zostawiano ich w takim miejscu, w jakim się akurat znaleźli w chwili śmierci. Ciała były w większości w stanie rozkładu, stanowiły dodatkowe źródło chorób zakaźnych i zagrożenie dla żyjących. Nie można było tych ciał i ludzkich szczątków pochować w godny sposób. Po prostu nie było na to czasu ani możliwości. Na terenie obozu wykopano czternaście ogromnych dołów, które zostały kolejno ponumerowane i służyły jako zbiorowe mogiły dla dwudziestu trzech tysięcy zmarłych więźniów.


Komendant Josef Kramer "Bestia z Belsen"
po aresztowaniu, Belsen 1945

Przez kolejne dni, aresztowani esesmani i esesmanki brali udział w grzebaniu zmarłych. Sceny, w których ludzkie szkielety obciągnięte skórą wleczone są po ziemi i wrzucane do zbiorowych dołów, zostały utrwalone na taśmie filmowej i pokazywane późnej jako kronika wyzwolenia obozu Bergen-Belsen.
Pod koniec kwietnia 1945 roku byłych członków załogi SS, w tym także nadzorczynie, przetransportowano do oddalonego o trzy kilometry od obozu Belsen, dawnego poligonu Wehrmachtu i tam osadzeno ich w tymczasowym areszcie. Wtedy też sprawą zbrodniarzy wojennych z Belsen zaczęła interesować się opinia publiczna, głównie prasa. Zaczęto przeprowadzać pierwsze reportaże i wywiady z tymi, co z zimną krwią mordowali tysiące ludzi. Już w kilka dni po wyzwoleniu obozu, komunikaty i sprawozdania dziennikaraskie korespondentów wojennych podkreślały fakt, że wszystkie esesmanki pracujące w obozie były osobami młodymi, a w swym okrucieństwie i brutalności, niejednokrotnie przewyższały mężczyzn, żołnierzy SS. Dla przykładu, pewien angielski korespondent, który przyjechał do Belsen zrobić reportaż o "pięknej nazistowskiej kobiecie", i któremu w podróży towarzyszyła francuska była więźniarka, zapytał się Irmy Grese: "Dlaczego robiłaś te wszystkie okropne rzeczy?", na to ona ze spokojem w głosie odpowiedziała: "To było nasze zadanie, by oczyścić Niemcy z elementów anty-socjalistycznych i by zapewnić przyszłość naszemu narodowi!" Od tamtego czasu, w prasie zaczęto określać Irmę Grese mianem "Pięknej Bestii". 29 kwietnia wszystkich zbrodniarzy przewieziono pod eskortą do więzienia w pobliskiej miejscowości Celle.

Agnes Sasson, urodzona w 1933 roku, wspomina w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" spotkanie z Irmą Grese w obozie Bergen-Belsen.

SPIEGEL: How did the German prison guards act?
AGNES SASSOON: Brutally. One time I found a potato and wanted to bake it in the ashes of a fire. A female prison guard saw me and told me very kindly to put my hand nearer the fire so that I could warm myself. She was a very impressive. A tall, blue-eyed woman. I can still picture her beautiful white teeth. Suddenly she slammed her boot down on my small hand into the fire. My fingers were crushed and all the skin was burnt. A horrific pain shot through my body. People told me later that this must have been the infamous Irma Grese. I didn’t know women could be so cruel.
[Spiegel Online: "I Can Still Remember the Piles of Corpses", Agnes Sassoon remembers Bergen-Belsen; November 30, 2006]


- - - - -
Zobacz: Bergen-Belsen Kronika 1945 [YouTube Movie]
- - - - -

Piękna czy Bestia?


Irma Grese i Josef Kramer
Celle, 8 sierpnia 1945

Represje sądowe za zbrodnie dokonane podczas wojny, realizowane przez sądownictwo międzynarodowe - gdzie ważniejsze okazało się ustanowienie zasady niż wymiaru sprawiedliwości krajów, które padły ofiarą agresji i których obywate ponieśli straty na życiu, zdrowiu i na majątku, były oczywiście najkonkretniejszym i najbardziej spektakularnym rozliczeniem się z przeszłością.
Jeśli zaś chodzi o datę, kiedy zbrodniarze z Belsen zostali przetransportowani do więzienia w Celle, są tutaj pewne rozbieżności. Jedno źródło podaje dzień 29 kwietnia, a inne, że był to 17 maja 1945 roku. Zdaje się, że bardziej prawdopodobna jest ta druga data, więc nie chcąc wprowadzić czytelnika w błąd, podaję obie możliwości.

8 maja 1945 roku zakończyła się, przynajmniej dla Europy, druga wojna światowa. Trauma ludzi, którzy przeżyli obozy koncentracyjne, jeszcze długo będzie im przypominać o minionej tragedii. W obliczu klęski Niemiec, świat zaczął intensywnie domagać się osądzenia tych, którzy brali czynny udział w masowym ludobójstwie. Gdy na jaw wyszły wszystkie zbrodnie popełniane przez nazistów w ośrodkach zagłady, w szoku byli zarówno wyzwoliciele, jak i całe społeczeństwa. Zwłaszcza zwykli Niemcy, nie mogli otrząsnąć się z myśli, że ich własny naród stworzył rasę zdolną do wyniszczania setek tysięcy niewinnym ludzi, zdawali się o niczym nie wiedzieć i woleli raczej indywidualnie przeżywać ogrom tej tragedii. Opinia publiczna była w tej kwestii bezlitosna. Nagłaśniano każdą sytuację, w której była jakakolwiek wzmianka o ludobójstwie. Tych, co uciekli, zbiegli z obozów, byłych członków załogi SS, kolejno aresztowano i osadzano w więzieniach, gdzie czekali na procesy sądowe. Tak też było w przypadku Irmy Grese i pozostałych esesmanów i esesmanek z Belsen. W Celle spędzili łącznie około czterech miesięcy. Niestety, pomimo najszczerszych chęci, nie udało mi się dotychczas ustalić, jak wyglądały te cztery, "przejściowe" miesiące przed procesem. Z pewnością, aresztowani nie byli traktowani źle. Ale nie byli też bez żadnych obowiązków. Czas wypełniały im codzienne zajęcia, praca na terenie więzienia, a także przesłuchania dotyczące ich służby w obozie. Były to miesiące, podczas których wojskowy sąd z Wielkiej Brytanii przygotowywał się do wrześniowego procesu. Szukano świadków, którzy chcieliby zeznawać przeciwko oskarżonym, zbierano ich relacje, komletowano wszelkie niezbędne dokumenty procesowe.


Irma Grese podczas spaceru
na dziedzińcu więzienia
w Celle, maj 1945

"Przed wyzwoleniem obozu Bergen-Belsen przez II Armię brytyjską, większość funkcjonariuszy tego obozu uciekła. Ci, którzy pozostali, zostali aresztowani i postawieni w stan oskarżenia. Przygotowania do procesu trwały kilka miesięcy, gdyż trzeba było przesłuchać setki świadków. Opinia publiczna tymczasem dowiedziała się ze szczegółowych sprawozdań setek korespondentów różnych czasopism prawdy o Bergen-Belsen. Opisy te zaszokowały cały świat zachodni."
[Tadeusz Nizielski "Bergen-Belsen 1943-1945", Warszawa 1971]

Po aresztowaniu i osadzeniu oskarżonych w więzieniu w Celle, Irma Grese napisała trzy zeznania dotyczące jej pracy i obowiązków jako SS-Aufseherin. W pierwszym dokumencie przyznała, że umyślnie kazała stać więźniom na apelach przez wiele godzin w pozycji pionowej. Dodatkowo napisała, że o szczegółach związaych z procesem uśmiercania ludzi w komorach gazowych dowiedziała się od samych więźniów, a krematorium z bliska nigdy nie widziała. W drugim wyjaśnieniu, datowanym na 14 czerwca 1945 roku, dodała, że biła więźniów rękami i pejczem, którego użycie było oficjalnie zabronione. Ostatecznie, w trzecim oświadczeniu, Irma napomknęła o broni palnej, którą nosiły przy sobie wszystkie nadzorczynie, ona także, lecz nigdy nie użyła jej wobec więźniów. Przyznała, że pejcz nosiła nieustannie ze sobą, a także kij, którym regularnie biła więźniów tylko po twarzy. Wyraziła także duże zdziwienie, kiedy dowiedziała się, że więźniowie szczerze jej nienawidzili, a w trakcie zbierania zeznań świadkow wysunęli wobec niej wiele ciężkich oskarżeń.


Irma Grese, Lüneburg
17 września 1945

Może nigdy nie byłoby aż tak szerokiego rozgłosu w prasie o Irmie Grese, gdyby nie fakt, że wówczas nie zdawano sobie sprawy z istnienia żeńskiej formacji nadzorczej w obozach. Owszem, jako takie informacje przenikały do społeczeństwa niemieckiego, wszak w Niemczech przez całą wojnę prowadzono nabór na te stanowiska, ale nikt dokładnie nie wiedział, na czym tak naprawdę polegała ta praca, ogłoszenia werbunkowe nie przedstawiały wprost wszystkich obowiązków SS-Aufseherinnen. Czy "lekka praca" mogła oznaczać udział w selekcjach do komór gazowych a "dobra kondycja fizyczna" umiejętność sprawnego uderzania pejczem lub kopania?

Więc kiedy świat dowiedział się o młodych, ładnych kobietach, które w zachowaniu dorównywały esesmanom, zaczęto interesować się życiem i działalnością oskarżonych, stawiano pytania: dlaczego...? I za wszelką cenę chciano poznać odpowiedzi na te pytania.
Na początku września 1945 roku, Irma Grese wraz z pozostałymi 44 oskarżonymi, została przewieziona do Lüneburga, miasta w Dolnej Saksonii, w którym przez kolejne dwa miesiące toczył się pierwszy proces przeciwko zbrodniarzom wojennym: proces załogi Bergen-Belsen.

Niebieskie pantofelki i obolałe pośladki

Kiedy wysiadała z wojskowego samochodu, tłumy zebrane wokół budynku, w którym miała toczyć się rozprawa sądowa, skandowały: "Irma Grese! Irma Grese!" Nie było czerwonego dywanu, za to wciąż trzaskały migawki aparatów fotograficznych, a twarz "Pięknej Bestii" jaśniała dziwnym blaskiem. To było pięć minut sławy Irmy Grese, najbardziej przerażające pięć minut, jakie ktokolwiek mógł sobie wyobrazić.
Sensacja od dawna wisiała w powietrzu, skutecznie podsycana przez dziennikarzy i korespondentów zagranicznych, bowiem nieprzerwanie od końca kwietnia, aż do dnia rozpoczęcia procesu, w gazetach ukazywały się artykuły dotyczące zbrodniarzy z Belsen. 17 września 1945 roku, tłumy gapiów mogły po raz pierwszy z bliska przyjrzeć się wszystkim oskarżonym. Taśmy filmowe zarejestrowały moment wysiadania oskarżonych z wojskowych ciężarówek, jak i pierwsze chwile po wejściu na salę sądową. To, co przykuło od razu uwagę zebranych, wszystkowidzących oczu kamer oraz aparatów, był nienaganny wygląd Irmy Grese, a dokładniej jej oryginalna fryzura i... granatowe, błyszczące buty. Większość oskarżonych, założyła dość zniszczone, wysłużone uniformy SS. Irma prawdopodobnie też miała na sobie mundur, który nosiła podczas służby w obozie, ze względu na brak kolorowych zdjęć, trudno okrelić, jaki mógł on mieć kolor, może niebieski?

Torture by No. 9
"The first German war-criminal trials opened last week. Before a British military court in a converted gymnasium at Luneburg, 45 SS man and woman sat shackeled and glowering as they heard one witness after another tell the now old story of their cruelties to prisoners in the notorious Nazi concentration camp at Belsen.
The chief defendant was Joseph Kramer, the depraved former commandant of the camp. The "Beast of Belsen" spent much of his time in the courtroom assiduously taking notes and reading every documents presented to the judges. One of the worst defendants, the prosecutor declared, was Irma Grese, a slight, pretty ash blonde of 21. Sitting with a huge No. 9 sewed on her blue uniform, she sneered as the cour heard how she unleashed savage hounds on weakened prisoners. As Kramer's chief woman guard, this 100-pound German girl invented new methods of torture. One of them: She waited until a pregmant woman was ready to give birth, then tied her legs together and watched the agony."
["Torture by No. 9", Newsweek, No. 14, 1 October 1945]


Opinia publiczna miała okazję bardzo dokładnie przyjrzeć się każdemu oskarzonemu z osobna. Dzień w dzień przez dwa miesiące, zbrodniarze byli przywożeni pod sam gmach sądu na ulicę Lindenstrasse 30, następnie po zakończeniu rozprawy, byli odbierani i pod eskortą przekazywani do miejskiego więzienia. Chętnych do zobaczenia oskarżonych, jak i do obserwowania samej rozprawy sądowej nigdy nie brakowało. W pierwszych dniach aula, w której odbywał się proces, zapełniona była po same brzegi. Wśród zebranych, oprócz członków sądu wojskowego i samych oskarżonych, znajdowali się dziennikarze, filmowcy, także strażnicy brytyjscy czuwający nad spokojnym przebiegiem rozprawy oraz liczni świadkowie różnych narodowości zeznający przeciwko zbrodniarzom.


Irma Grese No. 9

"Obóz w Bergen-Belsen był pierwszym obozem, w którym żołnierze brytyjscy a wraz z nimi korespondenci wojenni zetknęli się z przerażającymi faktami zbrodni ludobójstwa dokonanymi przez reżim hitlerowski. Wstrząsające sprawozdania, poparte fotografiami przedstawiającymi stosy trupów oraz więźniów - żywych szkieletów, spowodowały wybuch przerażenia i odrazy oraz żadania jak najszybszego ukarania winnych. Rozpoczęcie rozprawy planowane początkowo na pierwsze dni sierpnia 1945 roku mimo nacisków opinii publicznej musiało ulec odroczeniu ze względu na niemożność przygotowania i opracowania materiałów dowodowych. Proces zbrodniarzy z Bergen-Belsen został rozpoczęty 17 września 1945 roku. Odbywał się on w Lüneburgu przed angielskim sądem wojskowym, utworzonym zgodnie z przepisami apecjalnego dekretu królewskiego, wydanego celem pociągnięcia zbrodniarzy wojennych do odpowiedzialności karnej."
[Tadeusz Nizielski "Bergen-Belsen 1943-1945", Warszawa 1971]

Proces w Lüneburgu określony został jako "proces Josefa Kramera i 44 pozostałych", tak brzmiała jego oficjalna nazwa. Później, głównie w artykułach prasowych, zaczęto stosować określenie "proses Bergen-Belsen" lub "proces zbrodniarzy z Belsen". Jedenestu oskarżonych, w tym Irma, było sądzonych za zbrodnie popełnione zarówno w Auschwitz-Birkenau, jak i w Bergen-Belsen. Budynek gimnzajum przy ulicy Lindenstrasse 30 został przekształcony tak, by mógł pełnić funkcję sądu. Wewnątrz sali, w której toczył sie proces, wstawiono specjelnie zbudowane ławy, w tym ławę oskarzonych, która była podzielona na trzy rzędy, co ułatwiało identyfikację poszczególnych osób. Ława musiała pomieścić 45 osób tak, by mogli być dobrze widoczni dla członków sądu. W rezultacie każdemu oskarżonemu został przypisany numer, który naszyto na duże białe opaski i który to numer każdy z nich miał na sobie podczas procesu. Autor książki o "Pięknej Bestii" sprytnie zauważył, że poprzez to "nadanie" numerów, oskarżeni utracili swoją indywidualność, nie mówiono np. "oskarżona Irma Grese..." tylko "oskarżona, numer dziewiąty...". Zaistniała tu pewna ironia, gdyż to właśnie ofiary zbrodniarzy z Belsen, więźniowie obozów, byli wcześniej numerowani, zatracili oni swoje imiona i nazwiska. Jak wiemy, system numerowania oskarżonych sprawdził się bardzo dobrze i był stosowany w późniejszych procesach.

Irma in tears
"Irma Grese, SS, blonde beastess was also in tears today but not in court. It was during the lunch interval, when for the first time for severals years she saw her 23-years old brother Alfred who was twice wounded while fighting on the Russian front. As soon as they were together Irma Grese broke down and wept. In court earlier Grese flushed twice. The first time was when Abraham Glinowiecki a young Polish Jew said: 'She sand thousands and thousands to the gas chamber and according to her whish beat people with a stick'. The next witness, Hanka Rosenberg a Polish Jewess said: 'When one of the guards complained of my work Grese set the dog on me'. This witness said that the internees used to warn cach other "Grese is comming."
[The Daily Express, 28 September 1945]


Belsen Trial, Lüneburg, 17 września 1945
Ława oskarżonych, od lewej: Herta Ehlert[8], Irma Grese[9], Ilse Lothe[10], Hilde Lohbauer[11]

- - - - -
Zobacz: Bergen-Belsen Trial 1945 [YouTube Movie]
- - - - -

Jaka była atmosfera na sali sądowej w pierwszych dniach procesu? Tego nie wie nikt, poza tymi, którzy mieli okazję uczestniczyć w tamtych wydarzeniach, ale można przypuszczać, że była dość ciężka i przygnębiająca. Przeważały raczej skrajne emocje: ciekawość ludzi wobec oskarżonych, sami oskarżeni, którzy byli w centrum uwagi, kolejno prezentowani przed sądem podczas mów wstępnych, dziennikarze, skupiający całą uwagę na swojej pracy i napisaniu jak najlepszych artykułów, a co najważniejsze, pierwsze spotkania ofiar i katów. To wszystko sprawiało, że ludzie mogli czuć się trochę rozkojarzeni i momentami zdezorientowani.

"Skomplikowany angielski system prawny, trudności porozumiewawcze (proces toczył się w języku angielskim, oskarżeni i świadkowie zeznawali w swych ojczystych językach, a ich zeznania trzeba było tłumaczyć na język angielski i odwrotnie - zeznania świadków, pytania oskarżyciela i obrońców, sądu itd. na języki ojczyste oskarżonych wzgl. świadków) oraz bardzo obszerny materiał dowodowy nie sprzyjały przyśpieszeniu toku procesu."
[Tadeusz Nizielski "Bergen-Belsen 1943-1945", Warszawa 1971]

Dzień w dzień przez wiele godzin, starano się przywołać i jak najdokładniej odwzorować tragiczne wydarzenia sprzed paru lat. Oskarżeni, raczej nie mieli innego wyjścia, jak tylko spokojnie siedzieć w ławach, obserwować, słuchać zeznań świadków i odpowiadać na zadawane pytania. Doprawdy, po kilku dniach można było mieć obolałe pośladki...

Queen of the SS: Królowa jest tylko jedna!


Irma Grese podczas procesu
Lüneburg , 17 września 1945

Sam tytuł tego działu jest dość kontrowersyjny, takich słów nie powstydziłby się żaden dzisiejszy neonazista, jedenak to właśnie w pierwszych dniach procesu załogi Belsen, Irmę Grese obwołano "młodą królową SS"! Takie określenie wystosowali wobec niej dziennikarze, którzy kierowali się młodym wiekiem oskarżonej oraz jej wyniosłą postawą podczas procesu. Nie było to tajemnicą, że Irma Grese marzyła o karierze aktorki filmowej, czasem sama o tym wspominała i snuła plany na przyszłość. Możliwe, że proces zbrodniarzy, w którym ona sama była jedną z oskarżonych, był dla Irmy jedynie okazją do ponownego rozgłosu i ściągnięcia na siebie wzroku opinii publicznej. Tak jak przypuszczała, reporterzy połknęli haczyk a na efekty nie trzeba było długo czekać. Irma Grese "królowała" we wszystkich niemal gazetach i krajowych dziennikach. Mało tego, ujęcia z kroniki procesu Belsen, na których widać młodą zbrodniarkę, emitowano podczas seansów kinowych w ramach wiadomości, tak więc Irma Grese miała jeszcze ten jeden zaszczyt zaistnienia na wielkim ekranie!
Dla tamtych ludzi, żyjących, jakby nie było, w czasach bez Interentu, bez telefonów komórkowych i w większości pozbawionych dostepu do mediów jak telewizja czy radio, jedynym źródłem informacji były gazety i kino, w którym przed każdym seansem filmowym serwowano przekrojową dawkę najważniejszych informacji z kraju i ze świata.

"Początkowo oskarżonych było 48 osób, ale tylko w stosunku do 44 został ogłoszony wyrok. Trzech SS-manów z powodu choroby nie było zdolnych już na początku procesu do wzięcia w nim udziału, a jeden jeszcze w trakcie trwania procesu zachorował i został z niego wyłączony. Wśród oskarżonych było 17 SS-manów, 16 SS-manek oraz 11 kapo. Część z nich odpowiadała za zbrodnie, popełnione tylko w Bergen-Belsen, a część również za zbrodnie, których dopuścili się jeszcze w Oświęcimiu czy też podczas transportowania więźniów z innych obozów do Bergen-Belsen. Głównymi oskarżonymi byli: Josef Kramer - komendant obozu, Franz Hoessler - Lagerfuhrer, dr Fritz Klein - ostatni naczelny lekarz obozu, Peter Weingartner - komendant jednego z bloków, Karl Flrazich - szef kuchni nr 3, Ansgar Pichen - szef kuchni nr 1, Franz Stofel - Kommandofuhrer, Wilhelm Dorr - Rapportfuhrer oraz trzy nadzorczynie SS-manki: Juana Bormann, Elizabeth Volkenrath i Irma Grese."
[Tadeusz Nizielski "Bergen-Belsen 1943-1945", Warszawa 1971]


"The Beasts of Belsen on Trial" - kronika filmowa z procesu zbrodniarzy obozu Bergen-Belsen



Pod tą całą medialną otoczką, istniała jeszcze warstwa, do której nie dotarli dziennikarze, bądź, kto wie, może byli zbyt mocno zaabsorbowani wyglądem zewnętrznym i zachowaniem skazanych, by nie móc zrozumieć osobistej tragedii tamtych ludzi, sądzonych za zbrodnie ludobójstwa. Tutaj przytoczę pewien fragment wypowiedzi kogoś, kto zapytał się wprost: "O co chodzi z wami dziennikarzami? Bierzecie tragedię jednego człowieka i przedstawiacie ją całemu światu. Co ty myślisz, że wiesz...?" Pewnie domyślacie się, skąd pochodzi ten cytat. Nie zamieściłam go tutaj bez przyczyny. Nikt na sali sądowej nie miał litości dla oskarżonych, widziano w nich tylko bestie i takimi też ich przedstawiono w reportażach. Nic dziwnego, po tym, do czego się dopuścili... Ale trzeba pamiętać, że owe "bestie z Belsen" były także zwykłymi ludźmi, oni też mieli swoje uczucia i swoją przeszłość. Nie mówiąc nic o przyszłości, na którą już nie zasłużyli.

Irma Grese Faces Angry Jewess
"Irma Grese, blonde beastess of Belsen was today, for the first time, identified as responsible for an individual atrocity when the trial of the Belsen gang continued. Dora Szafran, pretty, dark-haired 21-years old Jewess from Warsaw, came into court and looked hard at Irma, sitting in the middle of the dock. Irma looked just as hard back to the witness box, where Dora told what she knew of Irma Grese. When she walked back from the witness box Irma looked round the court and shook her ringlets back into place behind her shoulders. Dora Szafran said that she knew Irma Grese at Auschwitz and Belsen and saw her beat prisoners at both places."
[The Daily Express, 25 September 1945]


Co powie Hatchi?

Z listu młodszej siostry Irmy, Helene Grese, (zakładając, że te listy wogóle są autentyczne) można wywnioskować, że ich cała rodzina przeprowadziła się do Lüneburga na czas trwania procesu. Kiedy jednak Helene była przesłuchiwana jako świadek w sprawie Irmy, powiedziała coś bardzo intrygującego, a mianowicie to, że nie widziała swojego ojca, Alfreda Grese, od kwietnia czyli od czasu wyzwolenia obozu Belsen. Zaczęłam się zastanawiać, co stało się z Alfredem. Czy nie było go dlatego, że został w rodzinnym domu w Wrechen, czy może dowiedziawszy się, że jedną z aresztowanych bestii była jego własna córka, Alfred wyparł się rodziny, odszedł, bo nie chciał rozgłosu?


Zbrodniarze z Belsen na sali sądowej
Lüneburg , 17 września 1945

Ze wszystkich członków licznej rodziny Grese, tylko Helene naprawdę interesowała się losem Irmy, podobno codziennie przychodziła na salę sądową i zasiadała na miejscu dla publiczności. Młodsza o dwa lata od Irmy, Helene bardzo mocno przeżywała wszystko to, co działo się podczas rozprawy. Kiedy zaś oskarżonych przewożono do więzienia, Helene często przychodziła pod same jego mury i krzyczała tak długo, dopóki w którymś z okien nie zlokalizowała swojej siostry, robiła tak nawet wtedy, gdy Irma Grese przebywała w Hameln, czekając na wyrok śmierci.
Dowiedziałam się też o innej, równie ciekawej rzeczy dotyczącej Irmy. Jak wiadomo, wszyscy sądzeni mieli przy sobie dokumenty zawierające przebieg rozprawy, mogli też robić notatki na własny użytek. I jak ktoś sprytnie zauważył, Irma Grese robiła dość nietypowe notatki, bo oprócz zapisywania różnych oskarżeń wysuwanych przeciwko niej, wolała dodawać sobie odwagi kreśląc na kartkach różne krótkie hasła typu: "Kopf hoch!" - "Głowa do góry!"
Irma wzbudzała wokół siebie ogólne zamieszanie i zainteresowanie, nawet wtedy, gdy zarządzano przerwę w rozprawie. Podczas jednej z takich przerw, Irma zaczęła poprawiać swoją, i tak już idealną fryzurę. Na ogólne zdziwienie ze strony zebranych zareagowała tylko jednym pytaniem: "Co powiedziałby Hatchi, gdyby mnie teraz zobaczył?" No tak...

Irma Grese: "Jestem winna!"

Dwudziestego szóstego dnia procesu, 16 października 1945 roku, wszyscy obecni na sali sądowej wstrzymali oddech. Tamtgo dnia, wczesnym przedpołudniem, na miejscu dla zeznających zasiadła młoda kobieta. Ową kobietą była Helene Grese, która została uprzednio poproszona przez oskarżoną, by jako świadek mogła złożyć zeznania w sprawie swojej siostry - "Pięknej Bestii". Wiadomo, że Helene nie mogła potwierdzić czy zaprzeczyć zbrodniom, do jakich dopuściła się Irma, ale mogła powiedzieć co nieco o ich wspólnym dzieciństwie i sytuacji jaka panowała w rodzinnym domu.


Wnętrze sali sądowej, Lüneburg

Helene zeznawała bardzo krótko, bo zaledwie kilkanaście minut i była przesłuchiwana przez Majora Cranfielda, a następnie przez Colonela Backhouse'a. Prawdopodobnie młodsza siostra Irmy, nigdy podczas wojny nie wyjechała z Wrechen, a z oskarżoną widziała się ostatni raz, kiedy Irma przyjechała do rodzinnego domu w 1943 roku, po ukończeniu stażu w Ravensbrück. Powiedziała też, że widziała ją w 1945 roku, kiedy Irma wyjechała z Auschwitz, może było to spotkanie podczas marszu śmierci? Według prawa, każdy oskarżony mógł wytypować kogoś ze swojej najbliższej rodziny, by zeznawał w jego sprawie jako świadek, Irma więc poprosiła o to swoją młodszą siostrę Helene, może dlatego, że miała z nią najlepszy kontakt.
Nikt chyba wówczas nie przypuszczał, jaki wpływ wywrze Helene na oskarżoną Irmę Grese. Do tej pory, wyniosła i może nawet trochę arogancka "bestia", w momencie składania zeznań siostry, pokazała swoją ludzką stronę osobowości. Kiedy Helene wspominała szkolne lata w Wrechen, akcentując to, że jej siostra raczej nie przejawiała skłonności do bójek i była spokojnym, mało odważnym dzieckiem; Irma Grese siedząc na ławie oskarzonych otwarcie płakała. Do końca przesłuchania, oskarżona wciąż łkała i pociągała nosem, co z pewnością nie uszło uwadze zebranych, w tym dziennikarzy:

The Grief Of Irma Grese
"Irma Grese, blonde, 22-years old Belsen SS guard ended her scowling composure of the past month in court today by breaking down into a flood of tears when her 20-years old sister Helena went into the box. She burst into tears again several times as the story was told of her childhood and the death of her mother and when Helena said she did know whether their father was still alive. Red-eyed, Irma took the oatch in a quivering voice sobbed played with her fingers, plucked as her blonde ringlets and rubbed her hands over her face."
[The Daily Express, 17 October 1945]



"Kopf-hoch"

Spotkanie tych dwóch, bliskich sobie kobiet na sali sądowej, które nie widziały siebie od kilku lat i nie miały okazji dłużej ze sobą porozmawiać, musiało być ciężkim przeżyciem dla każdej z nich. Pomimo tego, że Helene wiedziała mniej więcej gdzie pracowała Irma, a także to, że dobrowolnie zgłosiła się na stanowisko SS-Aufseherin, zeznania świadków i ocalałych z Zagłady z pewnością wzbudziły wiele emocji u młodej Niemki. Dopiero podczas procesu, Helene poznała całą prawdę o funkcjonowaniu obozów koncentracyjnych oraz dowiedziała się szczegółów związanych z pracą jej siostry. Szok i konsternacja zapewne towarzyszyły nie tylko tym, co obserwowali przebieg rozprawy, ale również rodzinom oskarżonych.
Helene nie odwróciła się od Irmy, przeciwnie, pozostała jej wierna jako siostra i wspierała ją najlepiej jak umiała. Po ogłoszeniu wyroku, siostry prowadziły między sobą korespondencję listowną, a Helene parokrotnie odwiedziła Irmę w więzieniu, kiedy tamta czekała na wykonanie egzekucji.
Po złożeniu zeznań przez Helene Grese, wyczytano nazwisko oskarżonej z numerem dziewiątym i rozpoczęto trwające ponad trzy godziny przesłuchanie Irmy Grese. Wszyscy od dawna wyczekiwali na ten dzień, chcieli wiedzieć do jakich zbrodni dopuściła się tak piękna i młoda kobieta o twarzy anioła i duszy diabła. Po przesłuchaniu nikt nie miał wątpliwości, że oskarżona Irma Grese jest "most notorious" wśród wszystkich sądzonych esesmanek. Jakie występki miała na sumieniu "Piękna Bestia", które spowodowały, że wydano taki, a nie inny werdykt? Bo przecież nie otrzymuje się wyroku śmierci za ładne oczy i słodki uśmiech...


Ława oskarżonych, Lüneburg 1945

Domyślam się, że Irma musiała być nieźle rozstrzęsiona w chwili zasiadania na miejscu dla zeznających. Po emocjach związanych z przesłuchaniem jej siostry i jakby nie było, ujawnieniu swoich słabości, Irma Grese na przekór wszystkiemu, potrafiła rzeczowo odpowiadać na pytania Majora Cranfielda. Kilka dni wczesniej, na sali sądowej odczytano fragment oświadczenia Irmy Grese , który został spisany przed rozpoczęciem procesu i w którym to oświadczeniu Irma otwarcie przyznała, że "wszystko to, co się działo jest winą Himmlera, ale ona ma na sumieniu taką samą zbrodnię jak osoby, które posiadały wyższe stanowiska i pełniły wyższe funkcje"!
Przed rozpoczęciem przesłuchania, Irma przekazała obrońcy krótki opis swojego życiorysu, podobnie zresztą postąpili inni oskarżeni.
Pierwsze pytania dotyczyły szczegółow związanych z pracą oskarżonej w Auschwitz, jej obowiązkom jako SS-Oberaufseherin oraz relacji pomiędzy poszczególnymi osobami piastującymi najwyższe stanowiska funkcyjne w obozie. Nie pominięto również samych więźniów, gdyż padały pytania o warunki bytowe w lagrze, wyżywienie oraz sam proces zagłady. Pełny tekst zenań Irmy możecie przeczytać w dziale "Dokumenty", nie będę tutaj opisywać wszystkiego tego, co powiedziała oskarżona, bo lepiej zapoznać się z tekstem źródłowym i mieć jasną sytuację. Mogę od siebie dodać, że zaskoczyło mnie to, że Irma wypierała się prawie wszystkiego, o co ją pytano. Nie wiem, jaki miała w tym cel, skoro zebrano wcześniej zeznania świadków, obciążające ją i to w sposób bardzo oczywisty. Irma wielokrotnie zaprzeczała, że posiadała psa służbowego, powiedziała też, że nigdy nie chciała go mieć. Co dziwniejsze, o komorach gazowych podobno dowiedziała się od więźniów i jak twierdziła, do jej obowiązków nie należało wybieranie chorych do gazu podczas selekcji. Pistolet nosiła tylko dla własnej ochrony i oczywiście, jak sama podkreślała, nigdy nikogo nie zastrzeliła! Często na sali, kiedy Grese zaprzeczała wszystkim zbrodniom, słychać było śmiechy dochodzące z miejsc dla oskarżonych, najgłośniej śmiał się Josef Kramer...

List otwarty Batshevy Dagan do Irmy Grese


Frau Aufseherin Grese, jesteś teraz na procesie i Major Winwood [sic] jest twoim adwokatem. Jestem jedną z twoich ofiar, jedną z kilku, które miały to szczęście, że przeżyły […] Byłaś odpowiedzialna za zniszczenie tak wielu istnień, że nie będzie żadnego usprawiedliwienia dla twoich uczynków, które powodowały smutek i cierpienie tysięcy ludzi. Nie powinnaś zaprzeczać, że byłaś zobowiązana do służby w SS, której byłaś członkiem. Ale na procesie nie będzie usprawiedliwienia dla nowych tortur i nowych form prześladowania, które rozbudowałaś, nie będzie uzasadnienia dla drogi, którą szłaś popuszczając wodze swojego bestialskiego zachowania.

Sprawiedliwości musi stać się zadość!

My wciąż czekamy na werdykt. Może zostaniesz rozstrzelana lub powieszona dopóki nie umrzesz. W każdym razie twoje ofiary nie będą uważać, że sprawiedliwość została wypełniona. Tylko jeśli ty będziesz cierpieć tak, jak sama przyczyniałaś się do naszego cierpienia, będzie można powiedzieć, że sprawiedliwości stało się zadość.
My, twoje ofiary, nie chcemy twojej śmierci. Wolimy raczej żebyś żyła, tak jak my żyłyśmy z brudnym, czarnym dymem z kominów krematorium, które miałyśmy wciąż przed oczami. Chcemy widzieć ciebie dźwigającą ciężkie kamienie, boso i w łachmanach. Chcemy widzieć jak jesteś bita, tak okrutnie i bezlitośnie, jak ty, okrutnie i bez litości nas biłaś. Chcemy żebyś chodziła tak głodna, że nie mogłabyś spać w nocy, jak my nie mogłyśmy. Chcemy zobaczyć twoje zgolone blond włosy, tak jak ty goliłaś nam głowy. Ty także, musisz patrzeć jak twoi bliscy spalają się na śmierć. Chcemy widzieć ciebie, „przystojną dziewczynę”, zdegenerowaną do „muselweib” ludzkim wrakiem obciągniętym skórą i kośćmi z powodu głodu i wyczerpaniem, jak każda z nas, z której szydzono i nazywano tym imieniem. Ty też, powinnaś zostać skierowana do „Himmelskommando”, które pokazałoby ci, jak nam, „drogę do nieba” przez komorę gazową. Pozwól nam wrzucić ciebie żywą do pieca krematorium, jak wy robiliście to wielu z nam.
Wszystkie te rzeczy były dokonywane na niezliczonych tysiącach z nas, twoich ofiar. Tylko jeśli będą one wykonane na tobie, wtedy sprawiedliwość będzie dokonana. Zgotowałaś nam piekielne męczarnie. Teraz nadeszła nasza kolej by nienawidzić ciebie i wziąć odwet.

„Achtung! Frau Aufseher Grese kommt!” Nigdy nie zapomnę strachu jaki powodowało to zawołanie w moim sercu. Wciąż pamiętam jak szłaś przez obóz w swoim mundurze SS, z ogromnym wilczurem u boku, którego używałaś do szczucia nas „tylko dla zabawy”. Wciąż pamiętam twoje błyszczące i eleganckie oficerki i to, jak nas nimi kopałaś.

Jestem jedną z tysięcy. Numer, który mi dali, nr 45554 jest wytatuowany na mojej ręce i zabiorę go ze sobą do grobu. Tam byłam brudną, szarą szmatą ze zgolonymi włosami, noszącą spodnie po żołnierzu Armii Czerwonej, który został zakatowany na śmierć i brudną koszulę z moim numerem oraz Gwiazdą Dawida.

Ty chodziłaś przed nami jak tyran, twoje ręce w rękawiczkach nigdy nie dotykały naszych ciał kiedy nas biłaś. Czy nigdy nie czułaś naszych oczu pełnych nienawiści, skierowanych w twoją stronę?
Ale na szczęście uciekłam przed komora gazową i „Himmelskommando”. Żyję i jestem wolna. Znów wyglądam jak zwykły człowiek. Nawet moje włosy odrosły. Noszę buty, skarpetki w tym samym kolorze, czystą bieliznę i normalną sukienkę bez pasków, bez numeru i bez Gwiazdy Dawida. Ale na mojej ręce wciąż noszę mój obozowy numer – 45554- i nic już go nie zmaże.
Czasami budzę się gdy jest jeszcze ciemno i myślę przez kilka sekund, że jestem na apelu o 6.00 rano. Ale, dzięki Bogu, te dni już minęły. Mogę rozmawiać z mężczyznami bez obawy, że będę bita. I… znów mam imię, imię i nazwisko. Znów jestem „Izabella” lub „Miss Rubinstein”. Tylko niebieski znak na mojej ręce przypomina mi, że kiedyś byłam tylko numerem 45554.

Jeden przykład:

Jesteś na ławie oskarżonych, Matron Grese, a zeznania świadczą za i przeciw tobie. Potrafię wypełnić książkę całą listą twoich zbrodni. Pozwól, że przypomnę tobie jedną z nich, nie tą najgorszą ale charakterystyczną dla ciebie. Czy pamiętasz pewien dzień w czerwcu 1943 roku? To było w Birkenau, blok 14. Po jednej stronie placu stały Aryjskie kobiety, po drugiej Żydówki. Pomiędzy nami stała ławka, na której siedziały kobiety tak wyczerpane, że same nie mogły stać na apelu. Jak przyszłaś, jedno z tych biednych stworzeń wykonało mimowolny gest z przerażenia. Ty, Irma Grese, posądziłaś ją, o to, że chciała ciebie kopnąć. Że ona, biedna ofiara nazistowskiego terroru, chciała spróbować kopnąć ciebie, panią jej życia i śmierci, - jaki okrutny żart!
Czy pamiętasz co wtedy zrobiłaś? Wyciągnęłaś ją na środek placu, pomimo, że ona ledwo mogła chodzić. Kazałaś jej klęczeć i trzymać w rękach dwa ciężkie kamienie i nieustannie powtarzać: „Kopnęłam Panią! Kopnęłam Panią!” Byłam tak przestraszona, że nie potrafiłam nawet zliczyć ile uderzeń twojego pejcza spadło na jej plecy. Może ty pamiętasz. Potem rozkazałaś: „Wstawaj, ty…” i poleciłaś zabrać tą kobietę do celi. Dwa tygodnie później zmarła.

Nasz wyrok

Powinnaś pamiętać wszystkie te rzeczy. Błagasz na procesie o łagodny wyrok. Oczy całego świata skierowane są na Lüneburg, czekając na wyrok. Ale twoje ofiary wydały już osąd. My skazujemy ciebie na życie i cierpienie tak wielkie, jak nasze, oraz byś nigdy nie ujrzała światła wolności.

Schutzhäftling nr 45554 – (wtedy znana jako „Izabella Rubinstein”)
The Palestine Post, poniedziałek, 29 października 1945



Juana Bormann, Irma Grese
oraz Elizabeth Volkenrath
po ogłoszeniu wyroku
Lüneburg, 17 listopada 1945

Przesłuchanie Irmy przeciągnęło się na nastepny dzień, 17 października 1945 roku. Podczas krzyżowego ognia pytań, Colonel Backhouse, chciał dowiedzieć się, ile zarabiała oskarżona podczas służby w Auschwitz, co działo się z nadzorczyniami, które nie były dość okrutne wobec więźniów, jak wyglądała praca w karnej kompanii w Birkenau, czy Irma miała przy sobie kij lub pejcz, którymi biła więźniów, a co mogło sprawiać jej radość, no i wciąż powracała sprawa z tym psem... Może się od tego wszystkiego człowiekowi w głowie zakręcić. Warto jednak się przemóc i uważnie przeczytać zeznania procesowe, nie tylko Irmy, ale też innych zbrodniarzy, gdyż są to dokumenty historyczne, dzięki którym można uzyskać jako takie wyobrażenie o ośrodkach zagłady. Wyobrażenie o tyle ciekawe, bo pokazane od strony tych, którzy byli głównymi sprawcami ludobójstwa.

"Po 54 dniach rozprawy przewód sądowy został zakończony wyrokiem wydanym 17 listopada 1945 roku. Wszyscy główni oskarżeni (11 osób) zostali skazani na karę śmierci, 19 osób zostało skazanych na kary pozbawienia wolności od 1 roku do dary dożywotniego więzienia, a 14 oskarżonych zostało uniewinnionych (w tym 7 SS-manów , 4 SS-manki i 3 kapo). Znaczna ilość uniewinnień i łagodnych wyroków spowodowana była mało precyzyjnym śledztwem, co znowu wynikało z pośpiechu w zbieraniu materiałów obciążających. Ogromną wadą procesu było także to, że pociągnięto do odpowiedzialności karnej tylko tych funkcjonariuszy obozu, których zastano w momencie jego oswobodzenia."
[Tadeusz Nizielski "Bergen-Belsen 1943-1945", Warszawa 1971]

Wyroki odczytano bardzo szybko. Wszystkim 45 skazanym przedstawiono zarzuty oraz werdykt sądu w ciągu niecałych ośmiu minut! Oskarżonych wprowadzano kolejno w małych, kilkuosobowych grupach. Juanę, Irmę oraz Elizabeth przyprowadzono razem, gdyż były jedynymi kobietami skazanymi na karę śmierci przez powieszenie, a następnie zabrano je z powrotem do miejskiego więzienia w Lüneburgu.
Trzy oskarżone kobiety usłyszały taki wyrok sądu:

"No. 6 Bormann, 7 Volkenrath, 9 Grese. The sentence of this Court is that you suffer death by being hanged." [więcej...]
[Bergen-Belsen Trial: Sentences, 17.11.1945]

Ze strony Irmy nie zauważono żadnej reakcji na wyrok, podobno przyjęła go z kamienną twarzą, inaczej za to zareagowały jej towarzyszki: Elizabeth zaczęła ciężko oddychać, a Juana całkiem się załamała, może dlatego, że z całej trójki to właśnie Juana była najstarsza i najbardziej świadoma tego, co się stało.

"Znaczenie procesu lüneburskiego polega przede wszystkim na tym, że był on pierwszym na Zachodzie procesem zbrodniarzy wojennych z obozów koncentracyjnych szeroko komentowanym w prasie światowej i że dał całemu światu obraz postepowania reżimu hitlerowskiego wobec swoich ofiar, postepowania, które było ludobójstwem o niespotykanych w historii rozmiarach."
[Tadeusz Nizielski "Bergen-Belsen 1943-1945", Warszawa 1971]

Życie się kończy...

Pozorny spokój Irmy Grese nie trwał długo. Kiedy Major Cranfield odwiedził skazaną w jej celi, tego samego dnia, po ogłoszeniu wyroków, postawa "Pięknej Bestii" była zupełnie inna, niż ta, jaką pokazała na sali sądowej. Irma Grese płakała jak dziecko. Nic dziwnego, każdy by tak zareagował, gdyby usłyszał podobny wyrok. Ostatecznie, dwadzieścia dwa lata to nie jest odpowiedni wiek na umieranie. Sytuacja powtórzyła się, gdy inny brytyjski oficer, wizytując skazanych, zauważył, że Grese ponownie płacze, a jej nienaganny dotąd wizerunek zniknął, coraz częściej zauważano, że fryzura skazanej jest w nieładzie.

Dlaczego Irma się uśmiecha?


W numerze 237 "Prawdy" zamieszczona została wnikliwa korespondencja znanego rosyjskiego pisarza, Leonida Leonowa, z procesu w Belsen. Z korespondecji tej przytaczamy kilka charakterystycznych wyjątków, dotyczących zachowania się Niemek - oprawczyń z obozu koncentracyjnego w Belsen:

Gretchen czy Gorgona?
Nr. 9 jeszcze młodziutka a już bezgranicznie nikczemna Irma Greze. Chłopska córka z Turyngii, która przeszła nazistowską szkołę. Cudzoziemscy dziennikarze, tłumnie reprezentowani na tym procesie, jeden przez drugiego rozsławiali ją jako "przesliczną białą bestię". Mówiąc delikatnie, takie określenie należy uznać za wysoce lekkomyślne a nawet po prostu jako błędne z zawodowego punktu widzenia. Maskę zwierza uznali zagraniczni dziennikarze za ludzką twarz. Uroda Irmy jest bowiem jeszcze straszliwsza od jawnej szpetoty tych wszystkich krzywogębych generałów i człekorysiów z podpaloną sierścią. To Gergona, ucharakteryzowana na Gretchen, najbardziej bezlitosną w obozach w Belsen i Oświęcimiu, gdzie przez czas dłuższy zarządzała jednym ze śmiercionośnych cechów.
Niezadowolona ze staromodnych sposobów inicestwiania, a posiadając wyszukany smak do spraw tego rodzaju, wynalazła nowe rodzaje kaźni.
Brwi zmarszczone, usta szczelnie zaciśnięte, oczy wodniste, zaczerwienione, wyłupiaste, jakby napęczniałe od straszliwych wizji, patrzą długo bez drgnienia jak wycelowana w ofiarę lufa rewolweru. Dzieci na pewno padały zmartwiałe pod tym spojrzeniem. Uśmiecha się wzgardliwie, gdy aż nazbyt sumienna obrona rozpoczyna dyskusję z sędziami na temat zaproszenia jakiegoś uczonego znawcy prawa międzynarodowego, jak gdyby sumienie siedzących tu poważnych angielskich generałów nie wystarczało do wyświetlenia przestępstwa.
Gdy już ją wyprowadzają z gmachu sądu do karetki więziennej, któryś z tych przyzwoitych lakierowanych Niemców, którzy szpalerami stoją wzdłuż ulicy, woła do niej:
- Boisz się Irmo?
Wtedy ona wyrzuca przez zęby krótkie - nie!

Burza przeszła obok
Chodziliśmy po obozie w Belsen, widzieliśmy i dotykaliśmy. Staliśmy przed roztopionym od niedawnych, ciałopaleń piecem krematoryjnym, przy którym leżą jeszcze obok siebie jak bracia skurczone dziecinne pantofelki fasonu europejskiego i malutkie spalone rosyjskie walonki. Teraz jest cicho na tym szarym polu wrzosowym. Gdzieś i coś jeszcze gnije. Wiatr kołysze butwiejące na wysokiej szubienicy liny z blokami. Świętokradczy odór stosów ludzkich został już dawno wchłonięty przez liście i igliwo tytejszych rozległych lasów. Rychło zerwie je jesienny wiatr i wdepcze w niebyt. Sensacja kończy się.
A szkoda, że tak wcześnie zaczął działać obojętny pług ludzkiego zapomnienia. Lueneburg znajduje się tylko w stanie zamroczenia, jakby od uderzenia deską w łeb; wciąż jeszcze nie rozumie, dlaczego padły na kolana, zdawałoby się "niezwyciężone" legiony germańskie. Klęska nie dotała jeszcze do serca Luenebyrga - oto dlaczego uśmiecha się piękna Irma. Burza przeszła obok i nawet nie wszędzie wstrząsnęła materialnym dobrobytem Niemiec. Elektryczność funkcjonuje, wodociąg jest czynny, róże i geranie obficie użyźnione popiołem z Belsen, przekwitają na swoich grządkach.
Nie, światu nie wystarczy kapitulacja byłych fryzjerów i fotografów, wieśniaczek i ekspedientek z cukierni. Potrzebne nam jest moralne rozbrojenie najohydniejszej idei. I gross-kaput Niemiec nastanie jedynie wtedy, gdy znikną kolory z czerwonego, jakby nażartego pieprzem i prochem oblicza Kramera i gdy Irma gorzko zapłacze nad swymi zbrodniami.

["Dlaczego Irma się uśmiecha?"; Życie Warszawy nr 285; 15.10.1945 [fragment]


Skazani mieli prawo napisać odwołania i złożyć prośbę o złagodzenie kary. 8 grudnia 1945 roku, Marszałek Mongomery odrzucił apelacje skazanych. Ze wszystkich trzech skazanych kobiet, tylko Irma Grese złożyła prośbę o odroczenie wyroku. Nikomu z więźniów nie powiedziano o lokalizacji ani tym bardziej o dacie wykonania egzekucji, mimo to spekulacje jakie pojawiały się w prasie, oscylowały mniej więcej wokół okresu przedświątecznego. Mówiono, że wyroki zostaną wykonane jeszcze przed Bożym Narodzeniem.
W jednym ze swoich listów, Irma napisała coś, co mnie bardzo zastanowiło. W tekście parokrotnie pojawia się imię tajemniczej Anneli. Kim była owa Anneli? Była to niemiecka dziewczyna, która bardzo mocno interesowała się procesem załogi Berge-Belsen, a szczególnie losami Irmy. Poprzez rodzinę oskarżonej, dokładniej dzięki Helene, mogła porozumiewać się z Irmą i co najciekawsze, chciała przekazać oskarżonej prezent, dzięki któremu "Piękna Bestia" mogłaby... popełnić samobójstwo! Nazistowscy zbrodniarze woleli sami zadecydować o swojej śmierci niż dobrowolnie pozwolić, by wykonano na nich egzekucję. Jeśli Anneli rzeczywiście chciała "pomóc" Irmie, zapewne próbowała dostarczyć jej kapsułkę z cyjankiem, po której zażyciu, Irma w kilka sekund przeszłaby na tamten świat. Do niczego takiego nie doszło, skazanych dokładnie pilnowano a ci, którzy mieli z nimi jakikolwiek kontakt byli szczegółowo przeszukiwani. O żadnej truciźnie nie było więc mowy!

W mieście Szczurołapa

Postać dziwacznego człowieka, ubranego w kolorowy strój, który dzięki grze na fujarce uratował mieszkańców od plagi szczurów i myszy, jest wizytówką tego niezwykłego miasta. Człowiek zwany Szczurołapem oraz wydarzenia z 1284 roku, uchodzą za najbardziej znaną na całym świecie niemiecką legendę i co roku przyciągają do miasta nad Wezerą rzesze turystów. O jakim mieście mowa? Oczywiście o Hameln!


Więzienie w Hameln

To niewielkie, zabytkowe miasteczko, klejnot dolnosaksońskiej epoki renesansu, stało się miejscem egzekucji, a tym samym ostatecznym celem ziemskiej egzystencji zbrodniarzy z Bergen-Belsen. Ciekawe, że Brytyjczycy wybrali właśnie to miasto, w którym kilka wieków wcześniej niejaki Szczurołap uprowadził z zemsty ponad setkę małych dzieci, uprzednio hipnotyzując je dźwiękiem piszczałki.
10 grudnia 1945 roku, wszyscy skazani zostali przetransportowani do więzienia w Hameln, usytuowanego nad rzeką Wezerą. Sam budynek został wzniesiony w 1827 roku i wybudowany w stylu zamkowym. Szybko zaadoptowano pomieszczenia i przekształcono je tak, by mogły pełnić funkcję cel śmierci. Do Hameln przyjechali także nieliczni członkowie rodzin skazanych, w tym siostra Irmy, Helene. Na dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia, przewidywania co do daty egzekucji skazanych "Bestii z Belsen", całkowicie zdominowały zachodnią Europę. Kiedy sztab Montgomery'ego ogłosił, że brytyjski Naczelny Kat, Albert Pierrepoint będzie wykonywał egzekucję na zbrodniarzach, reporteży dosłownie okupowali jego posesję, a kiedy Pierrepoint był wieziony na lotnisko, dziennikarze, podążali za nim, dopóki egzekutor nie wsiadł do samolotu. Po przyjeździe do Hameln, kat zaczął przygotowywać się do trudnego i bardzo odpowiedzialnego zadania, jakie mu zlecono: egzekucji na jedenastu zbrodniarzach z procesu w Lüneburgu oraz dwóch innych nazistów z wyrokami śmierci wydanymi przez Komisję Narodów Zjednoczonych do Spraw Zbrodni Wojennych.

"A car called at a house in East-street, Newton Heath, Manchester. Into it climbet a small, dapper man in a navy-blue overcoat and a grey trilby hat. His destination - Germany. His name - Albert Pierrepoint, executioner. His job - to hang the Belsen Beasts."
["Mr. Pierrepoint isn't at home just now..." Daily Mirror Reporter, 11 December 1945]

Ponieważ egzekucje były dokładnie czasowo rozplanowane, trzy kobiety: Volkenrath, Grese oraz Bormann, zostały umieszczone w osobnych celach na parterze i tam przez niecałe dwa dni czekały na wykonanie wyroków, jakie miały odbyć się przedpołudniem 12 grudnia 1945 roku. Skazani nadal nie wiedzieli, na który dzień przewidziano egzekucje. Natomiast Pierrepoint doskonale wiedział o planowanym terminie i przez cały czas od swojego przyjazdu, był odpowiedzialny za dopilnowanie właściwego przebiegu procedury związanej z opracowaniem specjalnej konstrukcji szubienicy oraz przygotowaniu skazanych do ważenia, co miało kluczowe znaczenie przy ustawieniu długości liny dla każdego z osobna. Strażnicy więzienni jak i żołnierze brytyjscy starali się wykonywać wszystkie polecenia kata, dzięki którym egzekucje mogły odbyć się w planowanym czasie i bez żadnych utrudnień.


"Był mglisty i zimny dzień grudniowy. 'Dzień do wieszania' - mówiliśmy o takim w Yorkshire jako dzieci, kiedy za oknami były tylko mgła, wilgoć i ziąb. Teraz patrzyłem z okna na Hameln, miasto baśniowego 'łowcy szczurów' i musiałem myśleć o tym starym powiedzonku. Przybyłem do Niemiec, aby powiesić trzynaście tak zwanych bestii z Bergen-Belsen. Nazwa ta wywołuje jeszcze dzisiaj grozę. Załoga obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen wymordowała wiele tysięcy więźniów. Przez wiele lat Bergen-Belsen było obozem śmierci, w którym życie więźnia trwało przeciętnie 12 dni. I oto ja mam powiesić winowajców. Mam wykonać trzymaście wyroków. Trzynaście w ciągu jednego dnia.
Zapukałem do bramy więzienia. Niemiecki urzędnik więzienny z wyraźną oschłością w głosie zapytał, czego sobie życzę. Usiłowałem mu to wyjaśnić, ale on nie mówił po angielsku, a ja nie znałem niemieckiego. Ostatecznie przyszedł mi z pomocą starszy sierżant O'Neil, który władał doskonale niemieckim. "Jeszcze nie widziałem ani jednej egzekucji, ale teraz przeżyję jedną" - powiedział radośnie - "jestem wszak pańskim asystentem". Na moment straciłem mowę. Absolutny nowicjusz! Okazało się jednak, że nie mógłbym sobie życzyć lepszego pomocnika. Asystował mi przy okrągło dwustu egzekucjach przeprowadzonych w Niemczech.
Brytyjscy inzynierowie zbudowali w jednym ze skrzydeł budynku więziennego pomieszczenie do egzekucji: po prawej stronie długiego korytarza, w którym znajdowały się cele śmierci. Były to najmniejsze cele, jakie kiedykolwiek widziałem. Kiedy szliśmy wzdłuż korytarza, spoza zakratowanych okienek w drzwiach celi patrzyli na nas w milczeniu kandydaci na nieboszczyków.
Z dziedzińca słychać było dźwięk łopat. Działało to na nerwy. Wyjrzałem przez okno. Grupa robotników kopała trzynaście dołów i nie było wątpliwości, że skazańcy słyszeli to dokładnie tak samo, jak my. Urzędnik więzienny, któremu zwróciłem na to uwagę wzruszył jednak tylko ramionami: "Groby muszą być gotowe na jutro, a ziemia jest zmarznięta i kamienista, nie mamy innego wyboru."
Sprawdziłem szubienicę. Była w porządku. Powracałem znowu długim korytarzem i tak jak poprzednio patrzyło na mnie trzynaście twarzy z Belsen. Jeszcze nigdy nie widziałem tak żałośnie wyglądających skazańców.
Po obiedzie skazańcy zostali zmierzeni i zważeni, abym mógł dokładnie obliczyć wysokość spadku z zapadni. Postawiliśmy wagę na końcu korytarza. Obok - miarę. Wypożyczyliśmy to ze szpitala więziennego. I znowu w milczeniu śledziło nas trzynaście par oczu."
--------------------
"I rose early on the morning of December 12th and looked out the window at a cold, damp prospect. 'Brr! There must be a hanging today! I remembered the old Yorkshire children's saying that I had used on the morning when we had moved house into Lancashire thirty years ago. I found my way to the prison and knocked on the gate. A German prison officer, very roughly dressed, asked my business with impressive alacrity. I began to explain, but he could not understand English. I was rescued by a Regimental Sergeant Major in the Control Commission for Germany, as smart as paint in his freshly-pressed uniform. I took to RSM O'Neil at once. He spoke fluent German, and in a few minutes he was escorting me around the prison. 'I've never seen an execution,' he told me cheerfully, 'but I'm going to see one now, because I am to be your assistant.' I was rather startled at being given a novice, but as it turned out, I could not have hoped for a better man. Eventually he was to be my assistant at about two hundred executions of war criminals in Germany.
Inside Hameln Gaol on this day the Royal Engineers had just finished building the execution chamber, at the end of one of the wings. It lay on the right hand side of a long corridor adjoining the condemned cells, which were the smallest cells I had ever seen human beings confined in."
[Albert Pierrepoint "Executioner: Pierrepoint"; 1974]

Niestety, nie przewidziano jednej rzeczy. Grupa osób odpowiedzialna za wykopanie grobu, w którym mieli zostać pochowani zbrodniarze, nie mogła poradzić sobie ze zmarzniętą, grudniową ziemią oraz licznymi kamieniami, ktorymi wyłożony był dziedziniec więzienia. W rezultacie, egzekucję przesunięto o jeden dzień, na 13 grudnia 1945 roku.

Kącik Irmy #6 - Powieszenie: dużo zależy od kata
Egzekucja polegająca na wykonaniu wyroku "śmierci przez powieszenie" wcale nie ograniczała się do założenia skazańcowi pętli na szyję i pchnięcia wajhy zapadni. To bardzo skompliowana procedura, którą poprzedzały liczne próby na obciążnikach i dokładne zebranie wymiarów, w tm wzrostu oraz wagi skazańca. Tylko profesjonalni kaci potrafili wykonać egzekucję szybko i prawie bezboleśnie dla ofiary:
Samobójstwa i staromodne egzekucje z "krótkim spadaniem" powodują śmierć poprzez uduszenie - lina zaciska się na krtani i tętnicach prowadzących do mózgu. To może pozbawić ofiarę przytomności w 10 sekund, ale czas wydłuża się, jeśli pętla jest w niewłaściwym miejscu. Gdy w 1868 roku zakazano publicznych egzekucji w Wielkiej Brytanii, kaci zaczęli szukać mniej widowiskowej metody. W końcu wybrali wariant "długiego spadania", używając długiego sznura, tak by ofiara nabrała większej prędkości, która łamałaby jej kark. Trzeba było jednak brać pod uwagę ciężar skazańca, ponieważ zbyt duża siła mogła całkowicie oderwać głowę - a to dla doświadczonego kata była zawodowa porażka. Mimo to, klasyczne "złamanie wisielcze" - między drugim a trzecim kręgiem szyjnym było przyczyną śmierci w mniej więcej połowie przypadków. Nawet jeśli uduszenie odgrywało jakąś rolę, to uraz w wyniku spadania szybko pozbawiał ofiary przytomności.
[Anna Gosline "NewScientist", Focus nr 150, marzec 2008]


Cela z widokiem na Raj

W przededniu egzekucji, Albert Pierrepoint, dla własnego spokoju oraz po to, by mieć stuprocentową pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, przetestował nowowybudowaną podwójną szubienicę. Pozostała jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa do załatwienia. Trzeba było zważyć i zmierzyć każdego skazańca z osobna. 12 grudnia popołudniu, więźniowie byli kolejno wyprowadzani ze swoich cel i pod eskortą brytyjskich oraz niemieckich strażników, prowadzeni do pomieszczenia, w którym dokonywano pomiarów. Pierrepoint skrupulatnie notował wszystkie dane, potrzebne do późniejszego dopasowania odpowiedniej długości lin. Było to też pierwsze spotkanie kata ze wszystkimi skazanymi. Pierrepoint wiedział, kim były stojące przed nim osoby, za co zostały skazane, znał też opinię na ich temat, jaka pojawiała się w gazetach. Sam również był ciekawy owych "bestii z Belsen", a tamtego dnia mógł przyjrzeć się im bardzo dokładnie. Naczelny Kat był zaskoczony tym, co zobaczył, bo zamiast ordynarnych, nieczułych zbrodniarzy, jak przedstawiała ich opinia publiczna, ujrzał godny pożałowania tłum przerażonych ludzi, którzy nie wiedzieli czy nadeszła chwila egzekucji czy może są wywoływani w innym celu.
Najpierw zważono dziesięciu mężczyzn, a następnie trzy kobiety. W swojej autobiografii Albert Pierrepoint tak oto relacjonuje swoje pierwsze wrażenie ze spotkania z Irmą Grese:

"Po zmierzeniu i zważeniu dziesięciu mężczyzn O'Neil rozkazał: "Irma Grese!". Wyszła z uśmiechem z celi, tak ładna, jak tylko można sobie wyobrazić dziewczynę. "Ile macie lat, Grese?" Z kokieterią i śmiechem odrzekła: "Dwadzieścia jeden". Zgadzało się. Ta dwudziestoletnia blondynka z upodobaniem biła więźniów pejczem aż do śmierci. Była odpowiedzialna za śmierć co najmniej trzydziestu więźniów dziennie."
--------------------
"She walked out of her cell and came towards us laughing. She seemed as bonny a girl as one could ever wish to meet. She answered O'Neil's questions, but when he asked her age she paused and smiled. I found that we were both smiling with her, as if we realised the conventional embarrassment of a woman revealing her age. Eventually she said 'twenty-one,' which we knew to be correct. O'Neil asked her to step on to the scales. 'Schnell!' she said - "Quick, get it over."
Elisabeth Volkenrathh was called. She, too, had made the selections for the gas-chambers. Apart from that, her general behaviour to the prisoners had made her, survivors said. the 'worst-hated woman in the camp'. I reflected that if she could top Irma Grese she must have been formidable. She was a good-looking woman. She did not flash the smile that Irma Grese had given, but she seemed steady, although nervous. She was followed by Juana Bormann, 'the woman with the dogs', who had habitually set her wolfhounds on prisoners to tear them to pieces She limped down the corridor looking old and haggard. She was forty-two years old, only a little over five feet high, and she had the weight of a child, a hundred and one pounds. She was trembling as we put her on the scale. In German she said "I have my feelings."
[Albert Pierrepoint "Executioner: Pierrepoint"; 1974]

Ludzie potrafią być naprawdę wredni, gdyż zdarza się, że co jakiś czas pojawiają się rewizjonistyczne kłamstwa, na przykład takie, jakoby Albert Pierrepoint zakochał się w młodej skazańczyni. To brednie wyssane z palca i naprawdę nie wiem, komu mogłoby zależeć na rozgłaszaniu takich bzdur. Pierrepoint nie znał języka niemieckiego, z Irmą "spotkał" się tylko dwa razy, podczas ważenia i oczywiście na szafocie, w dniu egzekucji. W autobiografii, kat napisał, że skazana powiedziała, że ma dwadzieścia jeden lat. Rzecz jasna, Irma miała już wtedy dwadzieścia dwa lata, urodziny obchodziła 7 października w więzieniu w Lüneburgu. I raczej nikt jej z tej okazji stu lat nie życzył.


Albert Pierrepoint

To była wyłącznie osobista decyzja Pierrepointa, by jako pierwsze na egzekucje poszły kobiety i były wieszane pojedyńczo, a następnie mężczyźni, wieszani w parach:

"Chociaż cała sprawa była przez to jeszcze bardziej skomplikowana postanowiłem wieszać najpierw kobiety. Cele śmierci były jednak położone tak blisko szubienicy, że więźniowie musieli słyszeć powtarzające się trzaskania zapadni. Chciałem tego, skoro to było możliwe, oszczędzić kobietom. Zdecydowałem się zatem wieszać je najpierw i pojedynczo, a następnie mężczyzn - po dwóch."
[Albert Pierrepoint "Executioner: Pierrepoint"; 1974]

12 grudnia wieczorem, skazani zostali przeniesieni do cel znajdujących się obok pomieszczenia, w którym wykonywana będzie egzekucja. Wszyscy zjedli obfitą kolację: kiełbaski z chlebem oraz wypili kawę. Najwidoczniej poprawiło to humor Irmy Grese, gdyż odzyskała na powrót swój poprzedni wizerunek twardej esesmanki. Trzy skazane kobiety zamknięto w osobnych celach, ale żadna z nich nie zmrużyła ani na chwilę oka, zresztą, kto mógłby spać wiedząc, że to jego ostatnie godziny życia? Wszystkie trzy zbrodniarki prawie nonstop śpiewały nazistowskie pieśni folklorystyczne oraz hymny ku chwale Trzeciej Rzeszy, za którą to właśnie umierały. Czy jest w tym coś dziwnego? Chyba nie... Każdy inaczej reagował w obliczu własnej śmierci. Za to strażnicy więzienni musieli doświadczyć niezwykłego uczucia, kiedy głosy skazanych rozchodziły się po mrocznym korytarzu, czegoś takiego z pewnością szybko się nie zapomina. I tak oto, pięćdziesięciodwu letnia Juana śpiewała, wtórując swoim dwóm młodym towarzyszkom. Doprawdy, był to niecodzienny koncert życzeń...

"With the bundled records under my arm I went back to my room and spent the next two hours working out the length of drop that would be required for each of the condemned persons. It was not a simple task, for I had to allow for the adjustment of the drop after each execution and this controlled to some extent the order in which I took the prisoners. I was very anxious not to confuse any of the drops. It would have been easy, in this unprecedented multiple execution, to have called for the condemned in the wrong order. But, however it complicated the operation, I had come to the decision that I must take the women first. The condemned cells were so close to the scaffold that the prisoners could not but hear the repeated sounds of the drop. I did not wish to subject the woman for too long to this. I determined to carry out the execution of the women, singly, at the start, and follow with double executions for the men.
I still had to go back to the execution chamber to make the final tests, Back past the corridor with the staring eyes. We went through a full rehearsal, and I knew that inevitably the condemned must know what was going on.
It was a heavy day. As we want back to the mess RSM O'Neil said 'Albert, I have read about executions, but I never thought there was so much work to do.' 'Yes.' I agreed, it is not as easy as you read."
[Albert Pierrepoint "Executioner: Pierrepoint"; 1974]

"...opuszczam ten podły świat..."

W więzieniu Hameln, Irma napisała swój ostatni, pożegnalny list, który skierowany był do rodzeństwa, zwłaszcza do obu sióstr, starszej Lieschen i młodszej Helene. Irma wyraźnie napisała, że pragnie pozostać do końca wierna ideałom Trzeciej Rzeszy i chce umrzeć za "Vaterland". W tym samym liście, datowanym na 11 grudnia 1945 roku, Irma napisała, że w drodze do samochodu, którym skazani mieli zostać przewiezi na egzekucję, będzie trzymać prawą dłoń na lewej piersi, co miałoby oznaczać nie "Hier", tylko "Heil", rzecz jasna wykonać nazistowskiego pozdrowienia z wyciągniętą ręką już nie mogła.
Wszyscy skazani oddali strażnikom więziennym swoje osobiste rzeczy, w tym ubrania i pieniądze. Pełna lista rzeczy, jakie posiadała Irma i które jednocześnie były całym jej dobytkiem, została zamieszona na tej stronie w dziale "Dokumenty". Rzeczy po zmarłej przekazano siostrom.

"I was awakened by a batman at six o'clock next morning. Friday the 13th of December 1945. I made my way to the prison and met O'Neil and another officer. The mandatory witnesses began to arrive, and finally the British officer in charge of the execution came in. He was Brigadier Paton-Walsh, whom I had known in pre-war days as Deputy Governor of Wandsworth. With him was Miss Wilson, Deputy Governor of Manchester, who had to attend because women were to be hanged. At a few minutes to the hour the Brigadier asked, 'Are you ready, Pierrepoint?' I answered 'Yes sir. 'Gentlemen, follow me,' he said, and the procession started."
[Albert Pierrepoint "Executioner: Pierrepoint"; 1974]

13 grudnia 1945 roku, około godziny dziewiątej rano, przed celą, w której przetrzymywana była Irma Grese stanęło kilku mężczyzn. Był wśród nich kat Albert Pierrepoint, oficer O'Neil z RSM (Regimental Sergeant Major), pełniący funkcję tłumacza oraz oficer Edmund Paton-Walsh, który nadzorował przebieg egzekucji wszystkich trzech kobiet. Towarzyszyło im kilku strażników więziennych, brytyjskich i niemieckich, którzy eskortowali skazańców i pilnowali ogólnego porządku.

Tutaj pojawiają się różne przypuszczalne wersje zdarzeń. Pierwsza wersja zakłada, że Irma Grese była dosłownie ciągnięta na miejsce egzekucji, a kiedy zobaczyła szubienicę, zaczęła błagać o przebaczenie i stawiać coraz większy opór do tego stopnia, że któryś ze strażników został zmuszony uderzyć skazaną w twarz. Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Z kolei inna wersja pokazuje Irmę jako bardzo odważną osobę, która nawet w momencie śmierci potrafiła... uśmiechać się do eskortujących ją strażników oraz do samego kata, stojąc już na szafocie. Która wersja jest właściwa? Pewnie prawda leży gdzieś pośrodku.

Executed
"Field Marshal Montgomery's headquarters announced totay that Josef Kramer, the Beast of Belsen, and 10 others of the Belsen gang, including blonde Irma Grese, were hanged Thursday for committing crimes at the notorious concentration camp. The executions were carried out at Hamelin by the official British hangman."
[The Winnipeg Tribune, 14 December 1945]


Jest też dość znaczna rozbieżność, co do kolejności, w jakiej były wieszane trzy kobiety. Były wieszane pojedynczo, to pewne. Pytanie tylko która z nich była tą pierwszą, bo odpowiedź nie jest już taka oczywista. Albert Pierrepoint w autobiografii napisał, że jako pierwszą powiesił Irmę Grese, następnie Elizabeth Volkenrath i na końcu Juanę Bormann. Czy kat mógłby się pomylić, źle zapamiętać kolejność wieszanych? A właściwie to dlaczego w takiej, a nie innej kolejności? Irma była z całej trójki najmłodsza, przypuszczano, że będzie najbardziej przestraszona. Jeśli więc ona pierwsza została zaprowadzona na szafot, znaczy to, że kierowano się wiekiem skazanych. To dość nietypowy wybór, gdyż zazwyczaj wyczytywano osoby w kolejności alfabetycznej, według nazwisk. Wtedy Irma Grese zostałaby powieszona jako druga, a Juana jako pierwsza. W książce o "Pięknej Bestii" autor podaje jeszcze inną możliwość, sugerując się artykułem prasowym "New York Times'a" z 15 grudnia 1945 roku "Kramer and 10 others hanged", w którym podano, że jako pierwszą powieszono Elizabeth Volkenrath o godzinie 9:34, potem Irmę Grese, a jako ostatnią Juanę Bormann.
Nie potrafię powiedzieć, jaka była ta prawdziwa kolejność, najczęściej podaje się informacje, że to Irma Grese była powieszona jako pierwsza, zgodnie z tym, co napisał w swojej autobiograficznej książce Albert Pierrepoint:

- - - - -
Pamiętnik Kata - "Executioner:Pierrepoint" [Prawo i Życie, nr 9, 2 marca 1975]
- - - - -

"Weszliśmy schodami na górę, przechodząc następnie wzdłuż długiego korytarza, gdzie z otworów w drzwiach wyzierały na nas oczy. Generał spojrzał na zegarek i dał mi znak. Wszedłem do korytarza: "Irma Grese!". Niemieccy strażnicy zasłonili natychmiast dwanaście okienek i otworzyli trzynaste drzwi. Irma Grese wyszła na korytarz. Musiałem ją związać na korytarzu. Cela była za ciasna na dwie osoby. "Proszę za mną" - powiedziałem po angielsku. O'Neil to przetłumaczył. Weszła do pomieszczenia egzekucyjnego, przez moment patrzyła na świadków i stanęła na zapadni. "Szybko" - powiedziała, kiedy zakładałem jej na głowę biały kaptur. Pociągnąłem za dźwignię. W dwadzieścia minut później zdjęliśmy ciało i położyliśmy je do przygotowanej trumny."
--------------------
"We climbed the stairs to the cells where the condemned were waiting. A German officer at the door leading to the corridor flung open the door and we filed past the row of faces and into the execution chamber. The officers stood at attention. Brigadier Paton-Walsh stood with his wrist-watch raised. He gave me the signal, and a sigh of released breath was audible in the chamber, I walked into the corridor. 'Irma Grese,' I called.


Kat Albert Pierrepoint
przed bramą więzienną

The German guards quickly closed all grills on twelve of the inspection holes and opened one door. Irma Grese stepped out. The cell was far too small for me to go inside, and I had to pinion her in the corridor. 'Follow me,' I said in English, and O'Neil repeated the order in German. She walked into the execution chamber, gazed for a moment at the officials standing round it, then walked on to the centre of the trap, where I had made a chalk mark. She stood on this mark very firmly, and as I placed the white cap over her hand she said in her languid voice 'Schnell'. The drop crashed down, and the doctor followed me into the pit and pronounced her dead. After twenty minutes the body was taken down and placed in a coffin ready for burial.

Within another ten minutes I had prepared the rope for Elisabeth Volkenrath, and I went into the corridor and called her name. Half an hour later I had hanged Juana Bormann. We paused for a cup of tea, and I set about adjusting the scaffold for the double executions. I called 'Josef Kramer, Fritz Klein.' Kramer came out of his cell first. Although he had lost two stones in weight since he was captured, he was still a powerful man, and I was thankful when I had strapped his thick wrists safely behind him. I marched him to the trap and put the white cap over his face. I came back to the corridor to pinion Klein, then brought him into the execution chamber. On the trap, Klein hardly measured up to Kramer's shoulder. I adjusted the ropes and flew to the lever. This first double execution took only twenty-five seconds. But there were inevitable delays between the operations. The bodies of the two men were taken off the rope, placed in coffins and taken away at once for burial in the ground outside the condemned cells. The morning progressed slowly, but the business was over by one o'clock. However, the winter dark was already on us when RSM O'Neil came to me before the last double burial and said: 'There has been a mistake — we are a coffin short for one of the men.' We wrapped the body in hessian and put it in the grave. He was the thirteenth person to be hanged on Friday the thirteenth before thirteen official witnesses, and there was no coffin for him. But at Belsen they had been buried by bull-dozers, and without hessian."
[Albert Pierrepoint "Executioner: Pierrepoint"; 1974]

- - - - -
Zobacz: Pierrepoint - The Last Hangman: Execution of war criminals [YouTube Movie]
- - - - -

Jak słusznie zauważył Pierrepoint, przy egzekucji zbrodniarzy, byli obecni także wybrani świadkowie, pojawiła się nawet taka propozycja, by wśród tych osób, znaleźli się ocaleni więźniowie Auschwitz oraz Belsen. Jednak w obawie przed emocjami związanycmi z samą egzekucją, zaniechano tej propozycji i na trzynastu świadków wybrano osoby spośród załogi więziennej i pozostałych brytyjskich oficerów.
Istnieją jeszcze pewne szczegóły dotyczące śmierci Irmy, na przykład takie, że skazana wchodząc na szubienicę, pokonała siedem stopni najszybciej jak mogła, co pewnie było dość trudne, zważywszy, że miała skrępowane z tyłu ręce. Kiedy stała na szubienicy, kapelan wojskowy podał jej krzyż, który ucałowała i następnie zamknęła oczy. A co do kata, w książce "The Naked Puppets: Auschwitz" autor Christian Bernadac napisał, że kiedy Pierrepoint zakładał Irmie biały kaptur na głowę, szepnął do skazanej: "Wybacz mi".

Kącik Irmy #7 - Życie po życiu
Irma Grese nie odeszła na zawsze z tego świata. Jej znękana dusza wciąż pojawia się na największym cmentarzu ludzkości - w Auschwitz. Jeśli komuś dopisze szczęście, spotka młodą esesmankę, przechadzającą się w Birkenau w towarzystwie ogromnego wilczura. Czasem pomiędzy barakami dosłyszeć można cichy śpiew "Pięknej Bestii", nucącej germańskie ballady. Najczęściej widziano ducha Irmy Grese w pobliżu krematorium IV, do którego osobiście zawoziła swoje ofiary... Dość tych bzdur! Historię o duchu Irmy Grese można spokojnie włożyć między bajki! To tylko idiotyczny żart któregoś z internautów i nic więcej. Ale najwidoczniej żart się przyjął, gdyż nie brakuje osób chętnych na jego rozpowszechnianie. Nie ma powodów, dla których dusza Irmy Grese miałaby przemierzyć setki kilometrów i wrócić do Birkenau. Chociaż... podobno każdy morderca kiedyś wraca na miejsce zbrodni.

Wiele lat po wojnie, kiedy Pierrepoint zrezygnował z zawodu kata, przedstawił w książce swój osobisty stosunek do kary śmierci: "Wszyscy ci ludzie, którzy stali przede mną w swych ostatnich chwilach, utwierdzają mnie w przekonaniu, że wykonując swoją pracę nie zapobiegłem ani jednemu morderstwu. A skoro śmierć nie jest w stanie nikogo powstrzymać, to nie należy jej stosować... Moim zdaniem kara śmierci nie służy niczemu, poza zemstą".
Ach, byłabym zapomniała dodać: 13 grudnia 1945 roku, to był czwartek...

Przeszłość nie chce odejść

Irma Grese była jedną z trzynastu nazistowskich zbrodniarzy, którzy zostali jako pierwsi osądzeni oraz skazani na śmierć przez powieszenie. Była też najmłodszą skazaną kobietą powieszoną przez brytyjski wymiar sprawiedliwości. Po procesie załogi Bergen-Belsen, świat domagał się dalszych wyroków dla ludobójców. Wkrótce powiększył się las szubienic, kolejni zbrodniarze byli sądzeni i skazywani. Najbardziej spektakularną egzekucję wykonano na terenie Polski w 1946 roku. Była to publiczna egzekucja zbrodniarzy ze Stutthofu, która przerodziła się w prawdziwy happening. Wśród powieszonych, było pięć nadzorczyń SS, średnia wieku tych kobiet wynosiła dwadzieścia pięć lat. Po egzekucji, ludzie dosłownie bili się o kawałki lin, na których powieszono zbrodniarzy.
Skazani za ludobójstwo w Belsen mieli więcej szczęścia, o ile wogóle można tu mówić o jakimkolwiek szczęściu. Cały proces oraz egzekucje miały być przeprowadzone we wzorowy sposób, świat mógł zobaczyć, jak powinno się postępować z nazistowskimi bestiami.
Ciała skazanych wisiały na linie dwadzieścia minut, dopiero po tym czasie lekarz mógł stwierdzić zgon. W pierwszych założeniach, skazani mieli wisieć godzinę, tak, jak stanowiło brytyjskie prawo, jednak z powodu dużej ilości egzekucji, czas ten znacznie skrócono. 13 grudnia w późnych godzinach popołudniowych, ciała trzynastu zmarłych pochowano na więziennym dziedzińcu, zapewne ceremonia pochówku odbyła się w asyście księdza, jednak nie robiono z tego jakiegoś wielkiego wydarzenia. Albert Pierrepoint wyjechał z Hameln, ale jeszcze wielokrotnie powracał do Niemiec, by wykonywać inne egzekucje na nazistowskich zbrodniarzach wojennych, łącznie był odpowiedzialny jako kat za powieszenie około dwustu zbrodniarzy między 13 grudnia 1945 a 15 maja 1949 roku.

Nie było dane doczesnym szczątkom zbrodniarzy z Belsen zasłużyć na wieczny spoczynek. Dziewięć lat po egzekucji i pogrzebie, w ziemię stanowiąca grób "Pięknej Bestii" wbito łopaty. W 1954 roku dokonano ekshumacji i przeniesienia szczątków na miejscowy cmentarz "Am Wehl" [Zobacz: Zuchthausopfer, kwatera CIII] i złożenia ich w miejscu porośniętym przez bukowe i sosnowe drzewa. Oczywiście w żaden sposób nie oznaczono tego miejsca jako mogiły nazistowskich zbrodniarzy, mieszkańcy Hameln woleli zapomnieć o tragicznych wydarzeniach sprzed paru lat, niż ponownie ściągnąć na miasto wzrok opinii publicznej. Dzisiaj, miejsce pochówku Irmy Grese, choć tak starannie zatuszowane przez dziką trawę i sosnowy las, jest wciąż chętnie odwiedzane przez neonazistowskie grupy i czczone jako sanktuarium "Królowej SS".

KALENDARIUM - Najważniejsze wydarzenia z życia Irmy Grese


7 października 1923 Irma Ilsa Ida Grese przychodzi na świat we wsi Wrechen (Meklemburgia, Niemcy) jako trzecie z pięciorga dzieci Berty i Alfreda Grese. Rodzieństwo: Alfred, Lieschen urodzeni w 1921 roku, Helene w 1926 roku, Otto w 1929 roku.

1936 Matka Irmy, Berta Grese, popełnia samobójstwo, po tym, jak dowiaduje się, że jej mąż zdradza ją z córką właściciela lokalnego pubu.

wiosna-jesień 1938 Irma opuszcza rodzinny dom i podejmuje pracę w Fürstenbergu w mleczarni.

zima 1938 Irma rozpoczyna pracę w sklepie w Lychen niedaleko Fürstenbergu.

1939 Ojciec Irmy, Alfred Grese żeni się ponownie.

1939-marzec 1941 Irma zostaje zatrudniona jako pomoc pielęgniarska w sanatorium Hohenlychen.

marzec 1941-czerwiec 1942 Irma ponownie podejmuje pracę w mleczarni w miasteczku Fürstenberg.

czerwiec 1942 Irma zostaje przyjęta na szkolenie w Ravensbrück.

styczeń 1943 Irma odwiedza swoją rodzinę we Wrechen, po kłótni z ojcem wraca do Ravensbrück.

marzec 1943 Irma zostaje oddelegowana do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Pracuje jako operator telefonu na głównej wartowni, nadzoruje komanda więźniarskie: Strafkommando, Straßenbaukolonne oraz Gartenbaukommando.

1943/1944 Irma otrzymuje promocje na funkcję SS-Oberaufseherin.

maj 1944 Irma otrzymuje przydział do służby na odcinku BIIC w Birkenau. Bierze udział w selekcjach węgierskich Żydów.

styczeń 1945 Irma zostaje przeniesiona do Auschwitz I, gdzie nadzoruje dwa męskie bloki.

19 stycznia 1945 Irma zostaje ewakuowana z transportem więźniów do Ravensbrück.

marzec 1945 Irma zostaje ewakuowana z dużym transportem więźniarek do Bergen-Belsen.

15 kwietnia 1945 Wyzwolenie obozu Bergen-Belsen przez armię brytyjską.

17 kwietnia 1945 Irma zostaje aresztowana.

23 kwietnia 1945 Oberscharführer Franz Wolfgang Hatzinger umiera na tyfus.

maj-wrzesień 1945 Irma wraz z pozostałymi esesmanami i esesmankami zostaje przewieziona do więzienia w Celle, gdzie oczekuje na proces.

17 września 1945 Rozpoczęcie procesu załogi Bergen-Belsen w Lüneburgu. Irma jest jedną z 45 oskarżonych o zbrodnię przeciwko ludzkości.

17 listopada 1945 Zakończenie procesu załogi Bergen-Belsen. Wyrokiem sądu Irma zostaje skazana na śmierć przez powieszenie.

22 listopada 1945 Irma wraz z innymi skazanymi pisze prośbę o zmianę wyroku.

8 grudnia 1945 Odrzucono prośby skazanych o zmianę wyroku.

10 grudnia 1945 Skazani zostają przewiezieni do więzienia w miejscowości Hameln i tam czekają na wykonanie wyroków.

13 grudnia 1945 Śmierć Irmy. Wykoki na skazanych wykonuje kat Albert Pierrepoint w więzieniu w Hameln.

marzec 1954 Ekshumacja zwłok skazanych w procesie załogi Bergen-Belsen. Szczątki Irmy zostają przeniesione na komunalny cmentarz w Hameln i pochowane w bezimiennej, zbiorowej mogile.


-------------------------------------------------------------------------------------

CZĘŚĆ II
Irma Grese: historia na dzień dzisiejszy [1946-2006]


-------------------------------------------------------------------------------------


Zapewne, drogi Czytelniku, zastanawiasz się, jaki był ciąg dalszy historii o "Pięknej Bestii". Postanowiłam więc uchylić rąbka tajemnicy i opisać najważniejsze wydarzenia od roku 1945 czyli od czasu egzekucji Irmy Grese i pozostałych zbrodniarzy z Belsen. Jest to tak samo pasjonująca i przerażająca historia, jak ta, opisana powyżej, dotycząca życia i śmierci młodej esesmanki. I znów, przy okazji zbierania wycinków prasowych, znajduję przeróżne informacje świadczące o tym, że powieszenie Irmy Grese w Hameln nie zakończyło sprawy, a tym samym nie sprawiło, że słuch o niej bezpowrotnie zaginął. Do dnia dzisiejszego "blond Bestia" cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem, wzbudza wiele kontrowersji, jest przyczyną wciąż na nowo podejmowanych dyskusji. Jaka jest więc historia Irmy Grese po 1945 roku? Sprawdźcie sami...

Nowa niemiecka święta

Na początek fragment artykułu z "Prawdy" z 16 kwietnia 1946 roku:

"Dziewczęta niemieckie w Norymberdze prowadzą ostatnio nielegalną działalność, której celem jest ... kanonizowanie Irmy Grese, „bestii z Belsen” – na świętą Niemiec. Dziewczęta te zbierają się w zakonspirowanych mieszkaniach i tworzą nowy rytuał narodowo-socjalistyczny, którego celem jest przedstawienie Irmy Grese jako świętej."

O podobnym incydencie pisze gazeta "The Canberra Times z kwietnia 1946 roku:

"A secret movement has started among girl students in Germany to make a saint out of Irma Grese, who was hanged as the "blondes beastess" of Belsen, says Reuters corespondent at Nuremberg. The girl wear red caps and an imitation of the British military police uniform. They claim the police tortured "Saint Irma" into making a false confession"
["The Canberra Times", 15.04.1946]


To nie jest jedyna wzmianka o podobnych wydarzeniach. Kiedy Niemcy obiegła informacja o śmierci 22-letniej esesmanki, wówczas jej rówieśniczki zaczęły dostrzegać w tym elementy ideałów jakie panowały w III Rzeszy, a mianowicie ideału śmierci za ojczyznę, poświęcenia siebie, złożenia własnego życia za Naród. Może był to sposób poradzenia sobie z traumą zakończenia wojny i przegranej Niemiec? Przecież już na procesie Irmę Grese nazywano "blond pięknością", "królową SS", a nawet nieśmiało przyrówywano ją do Joanny d'Arc. Prasa wymyśliła dla niej wiele wzbudzających zainteresowanie przydomków, które w żaden sposób nie odzwierciedlały jej haniebnych czynów, za to idealnie pasowały do nagłówków gazet. Sam major Cranfield miał wątpliwości czy posadzić Irmę w mniej widocznym miejscu czy pozostawić ją w pierwszym rzędzie, gdzie zbytnio przykuwa uwagę...

"Major Cranfield prosi sąd, aby posadzić Irmę Grese poza wszystkimi oskarżonymi (ona siedzi z przodu) i wyraźnie rzuca się w oczy i dlatego rzekomo wszyscy ją od razu rozpoznają. Świadkowie wchodząc spoglądają w twarze podsądnych – mówi Cranfield – i wszyscy natrafiają na Irmę Grese, a z tyłu w czwartym rzędzie ław może być inaczej."
["Prawda", 7.10.1945]


Prośba majora nie została spełniona, Irma pozostała na swoim miejscu i do końca procesu wzbudzała sensację. Wróćmy do tematu... Czy Niemcy mogą powiedzieć, że mają nową świętą? Czy zbrodniarka wojenna może zostać uznana za męczennicę?
Kult Irmy Grese trwa do dnia dzisiejszego. W mniejszym lub większym stopniu ujawnia się przy różnych okazjach, wyznawcami owego kultu są oczwiście grupy neonazistowskie, najaktywniej działające w... Meklemburgii! W 1948 roku ukazał się w "Polsce Zachodniej" artykuł autorstwa Marii Magdaleny Garlickiej pt. "Blond – bestia – niemiecka Frau". Oto jego treść:

"Niemieckie blond-bestie, dziewki z BDM i DF nie mogą dziś obnosić swastyki i chrypieć od krzyku heil! w całej Europie. Ale charakter ich i cel został ten sam. Gorzej jeszcze – zamiast skruchy apoteozują te swoje siostry, które mordowały własnoręcznie. Irma Grese, potworna zbrodniarka – dozorczyni, powieszona przez Anglików, została uznana przez naród niemiecki jako „męczennica” i kult jej jako „świętej” szerzy się w sposób zastraszający między młodzieżą niemiecką. Wizerunki Irmy Grese, typowej „blond-bestii” doznają specjalnej czci i uwielbienia w Niemczech Zachodnich! Galeria niemieckich zbrodniarek, bestialskich sadystek i własnoręcznych morderczyń niezliczonej ilości niewinnych kobiet całej Europy jest olbrzymia. Nie wszystkie z nich zostały ukarane. Wiele z nich prawdopodobnie uniknie wymiaru sprawiedliwości. Zwłaszcza, że największe, hitlerowskie „szyszki” pozostaną nietknięte dzięki pobłażliwości Anglosasów. Dlatego strzeżmy się. Całe Niemcy Zachodnie to jedna potworna, straszliwa „Blond-bestia!”. Tylko, że naród polski zna ją już zbyt dobrze. I nie lęka się jej."
["Polska Zachodnia" nr 28, 18.07.1948]

Opisane powyżej zdarzenia nasąpiły praktycznie natychmiast po zakończeniu procesu sądowego w Luneburgu. Światowy rozgłos, jaki ten proces zyskał w zagranicznej prasie, zapewne przyczynił się do zainteresowania opini publiczej następnymi procesami, w których sądzeni byli nazistowscy zbrodniarze. Jednak to właśnie ten pierwszy powojenny proces, proces załogi Bergen-Belsen, wbudził największą sensację, w pewnej mierze przyczyniła się do tego jedna z oskażronych, Irma Grese.
Kilka lat po egzekucji 13 grudnia 1945 roku, "bestie z Belsen" powróciły na łamy niemieckich oraz zagranicznych gazet. Koszmary z przeszłości ponownie podzieliły niemieckie społeczeństwo, zwłaszca mieszkańcow Hameln, miasta, w którym powieszono trzynastu nazistowskich zbrodniarzy. Stało się to za sprawą ekshumacji zwłok tych, na których wykonano kary śmierci w miejskim więzieniu. Trzeba zaznaczyć, że ciała skazanych były grzebane na więziennym dziedzińcu, tak postępowano we wszystkich przypadkach, tyczyło się to także zbrodniarzy z Belsen. Mniej więcej w połowie marca 1954 roku, prawdopodobnie 14 lub 15 dnia miesiąca, przeprowadzono bardzo szybką ekshumację zwłok. Po dziewięciu latach od czasu pochówku skazanych w procesie obozu Belsen, w ziemi znajdowały się jedynie szczątki kości oraz resztki ubrań, w których pochowano zmarłych. Pośpiech był jak najbardziej uzasadniony. Po pierwsze nie chciano rozgłosu, po drugie, obawiano się reakcji społeczeństwa, po trzecie próbowano nie dopuścić do zbezczeszczenia ludzkich szczątków. Nie unikniono jednak protestów, zewsząd zaczęły podnosić się głosy oburzenia wobec działań niemieckich urzędników.


"A motion on the reburial of German war criminals by the German authorities has been tablet in the House of Commons [...] The motion reads: That this House is gravely disturbed by the fact that the bodies of 91 German war criminals, including Josef Kramer and Irma Grese and other Nazi concentration camp officials, sentenced and executed after having been found guilty of crimes against humanity, are being exumed and reinterred by the German authorities in response to pressure from German nationalist elements, and is of the opinion that such arrogant reputation of guilt proves Germany to be still unfit to take her place in the community of civilized nations."
["The Times", 06.03.1954]


"Polska Zbrojna" nr 250, 18.11.1945



Co skrywał więzienny dziedziniec?

W książce "The Beautiful Beast" wspomniano, że w 1956 roku, dwóch mężczyzn Giles Playfair i Derrick Sington odwiedzili miejsce, w którym wykonano egzekucję na zbrodniarzach z Belsen. Swoje poszukiwania opisali w książce "The Offenders: the case against legal vengeance". Jak sami ustalili, podczas ekshumacji w 1954 roku, niewiele znaleziono z osobistych rzeczy osób pochowanych na dziedzińcu więzienia w Hameln. Dla przykładu zamieszczono opis: "czerwony sweter", "blond włosy" czy "dwa złote zęby z górnej szczęki". Możliwe, że warunki glebowe, w jakich zostali pochowani zbrodniarze, przyśpieszyły proces rozkładu ciał, dlatego też, w dziewięć lat po wykonaniu egzekucji, w ziemi pozostały jedynie resztki ludzkich szkieletów oraz kawałki ubrań. Tutaj pojawiają się jednak kolejne rozbieżności. W kilku bowiem opracowaniach, można natknąć się na relacje, mówiące o tym, że ciała zdjęte z szubienicy zostały rozebrane i w takim stanie włożone do trumny. Skąd więc w ziemi znalazły się kawałki ubrań? Możliwe, że te ubrania pochodziły od innych zbrodniarzy sądzonych i skazanych po 1945 roku, którzy również zostali pochowani w tym samym miejscu.
Cytując "Deutsche Wochenzeitung" Nr. 41 v. 14. z października 1977 roku, można znaleź taką informację:

"Der leblose Körper wurde aus der Schlinge genommen, seiner Kleider beraubt und in einen bereitstehenden Sarg gelegt. Nur die vorschriftsmäßig zu tragende Gummihose ließ man unberührt und diese, wie bei allen anderen hingerichteten Frauen, erleichterte den deutschen Behörden die Identifizierung der Zeichen, als diese bei der Übernahme des Zuchthauses diesen grausigen Fund machten."

W tłumaczeniu na język polski: "Ciało Irmy Grese zostało uwolnione z pętli, pozbawione ubrania a następnie złożone w przygotowaną wcześniej trumnę. Z zastosowaniem przepisów pozostawiono na jej ciele tylko spodnie gumowe, które były przerażającym znaleziskiem gdy przejmowano więzienie. Pomogły one jednak później władzom niemieckim w identyfikacji skazanych kobiet."

We wcześniejszych relacjach nie pojawia się jaka kolwiek informacja o gumowych spodniach lub majtkach, które mieli na sobie skazani. Może dlatego, że żaden z więziennych strażników czy osób wydelegowanych do bycia świadkiem przy egzekucji, nigdy nie relacjonował wydarzeń między 12 a 13 grudnia 1945 roku. Niemniej jednak informacja ta może być bardzo prawdopodobna i wiarygodna. Nie wiadomo też czy te spodnie miały na sobie tylko kobiety czy może także mężczyźni. Nie wiadomo też czy badano szczątki skazanych, chociaż to jest mało prawdopodobne, jak wcześniej napisałam, urzędnikom zależało na czasie i szybkim przeprowadzeniu ekshumacji.

Czytając o tych wydarzeniach, nie można nie skojarzyć sobie sposobu uśmiercania tysięcy ludzi w obozach koncentracyjnych. Ciała ludzi zgładzonych w Oświęcimiu, zwęglone i spopielone na szary pył wrzucane były do rzeki, do pobliskich stawów, rozrzucane na polach, lub zakopywane w ziemi. Ci, którzy się do tej zbrodni przyczynili, również na wieki pozostaną anonimowi, ich szczątki zmieszane z ziemią, już na zawsze pozostaną świadectwem ludzkiej marności i dowodem na to, że byli nazistowscy kaci podzielili na zawsze los swych ofiar. Z tą różnicą, że ich mogił nikt nigdy nie będzie opłakiwać.

Poznaj historię...
Więzienie w Hameln


Zakład karny w Hameln należy do najstarszych w Niemczech. Umieszczeni w nim byli skazani na zamkniecie w więzieniach fortyfikacyjnych. Hameln zostało rozbudowane przez księcia Johanna Friedricha zaraz po wojnie trzydziestoletniej w ramach fortyfikacji Hanoweru. Do rozbudowy tej przyczynili się sami więźniowie, często przykuci do wózków umacniali mury obronne. W tym czasie więźniowie nocowali w budynku przy bramie, od czego wzięła się późniejsza nazwa Stockhof.
W roku 1713 stara część więzienia była bardzo przepełniona, tak iż po wielokrotnych prośbach kierowanych do Hanoweru, wreszcie otrzymano zgodę na przebudowę obecnego budynku i budowy nowych w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki.

Nowe więziennie było okazałym dwupiętrowym budynkiem z wysokim mansardowym dachem. Budynek ten służył jako więzienie do 1827 kiedy to rozpoczęto budowę do dziś istniejącego nowego Stockhof.
W 1832 sprzedano nową część nad Wezerą Georgowi Wessel. Kupiec ten rozbudował istniejące zabudowania między innymi budynki służące służbom celnym, które zostały zlikwidowane w latach osiemdziesiątych XIX stulecia. Pierwotna część więzienia zaczęła od tego czasu służyć jako hostel dla wędrowców.

Stockhof za rządów burmistrza Dohmeiera

Po roku 1808 nie było w Hameln żadnej fortyfikacji ale kary ciągnięcia ciężkich wozów przez przykutych do nich więźniów pozostały, co nadzorował komendant garnizonu. Po okresie napoleońskim władzę nad miastem objął burmistrz Johann-Georg Dohmeier i sprawował ją od 1817 do 1853 roku. Przeforsował on własne plany by zastąpić przestarzałe formy rozbudowy i ustanowić formę fabryczną. Chciał by przez założenie ogrodu i prowadzenie własnego gospodarstwa więzienie było w stanie utrzymać się samo a więźniowie powinni zostać włączeni do produktywnej pracy w więzieniu. Zwolnił pracowników dziennych i założył związek urzędników posiadających własne uniformy, pozycje jak i system emerytalny. Poza tym stworzył na terenie dawnej fortyfikacji.

W czasie budowy fundamentów natrafiono na problemy z wodą gruntową, ponieważ teren umiejscowiony był na starych kanałach, które nie były napełniane przez ponad 20 lat. W 1827 roku powstał budynek główny a w 1830 roku obok niego szpital oraz budynek zarządu. W roku 1832 powstał budynek wraz z bramą a w 1834 roku został poszerzony o dwa dodatkowe budynki. W latach 1838–1843 dobudowano trzypiętrowe skrzydła wraz z kościołem.
W roku 1861 doprowadzono do budynku gaz, który służył do oświetlania terenu i samego budynku. Gdy w roku 1860 wprowadzono pojedyncze cele, już w roku 1862 rozpoczęto budowę wysokiego skrzydła a także dwupiętrowy budynek łączący oraz podwyższono kościół. W latach 1864–1866 powstały nowe budynki mieszkalne dyrektoriatu na ulicy Ecke Münstertorwall i Mühlenstraße. Następnie zbudowano w 1873 roku budynek dla zarządcy domu jak i odpowiedzialnych za warsztaty. Za murami powstały w roku 1881 jednopiętrowe warsztaty, rozbudowywane do 1897 roku. Dopiero w 1926 roku doprowadzono światło elektryczne a w 1927 roku powstała piekarnia.



Stockhof za czasu dyktatury narodowosocjalistycznej

W roku 1933 przetrzymywani byli w Stiockhof pospolici kryminalisci, którzy zatrudnieni byli przy produkcji papierowych torebek, butów a także w krawiectwie, ciesielstwie i ogrodzie jak i w pobliskich fabrykach. Od lutego 1933 roku przebywali w więzieniu także więźniowie polityczni, oraz komuniści, ale przede wszystkim byli to socjaldemokraci z Hanoweru i okolic. Więźniowie polityczni przebywali najpierw w celach pojedynczych o zaostrzonym rygorze w budynku Zellenbau. Nocą musieli spać bez ubrania ze względu na niebezpieczeństwo ucieczki. Od 1 listopada 1935 roku w więzieniu zostały podwyższone mury. Długość kar została zwiększona.
Wraz z początkiem wojny, a tym samym z końcem 1939 roku zmienił się stan funkcjonalny więźniów. Od tego czasu mogli nimi być: przestępcy gospodarczy (np. prowadzący nielegalny ubój) przestępcy przeciw moralności, homoseksualiści, pomiędzy nimi wielu nazistów, przestępcy przeciw czystości rasy lub przeciw honorowi, skazani za zbyt późny powrót z wolności, uchylający się od służby jak i ci, którzy dokonywali grabieży zbombardowanych własności prywatnych. Z racji licznych braków pracowników więźniowie zatrudniali byli przy pracach na zewnątrz obozu, często w rolnictwie lub budowie trakcji kolejowych.

W 1942 rozpoczyna się w więzieniu jak i poza nim produkcja na potrzeby armii, przez co warunki bytowe więźniów ulegają dużemu pogorszeniu. Około stu mężczyzn pracowało w DOMAG, inni w odlewni żelaza Concordia, w fabryce wagonów Kaminsky jak i w fabryce dywanów Mertens, która produkowała w czasie wojny skrzydła samolotów. W miejscowości Holzen w pobliżu Eschnerhausen powstał podobóz z ok. 280 więźniami. Miały tam powstać zakłady zbrojeniowe. Projekt powstał pod kryptonimem „Szczupak”. 15 czerwca 1944 więzienie zostaje uznane za zakład zbrojeniowy. Skazani otrzymują w związku z tym zakaz komunikacji wychodzącej poza więzienie. Jednocześnie pogarsza się sytuacja żywieniowa, co prowadzi do epidemii jak i przypadków śmiertelnych.
W 1944 do więzienia przybywają więźniowie z akcji „Nacht und Nebel“ z Belgii, Francji, Holandii. Są to osoby, które działały w ruchu oporu i zostały aresztowane a następnie skazane w sądach tajnych.

Na jesieni 1944 sytuacja staje się coraz gorsza. Bliskość frontu zachodniego i wschodniego doprowadza do decyzji o ewakuacji. Hameln staje się obozem przejściowym, gdzie istnieje ciągły ruch więźniów, co doprowadza do przepełnienia oraz epidemii tyfusu. Początkiem 1945 liczba więźniów w przepełnionym więzieniu dochodzi do 1350. W jednej celi znajdują się 3-4 osoby na 5-8 metrach kwadratowych. Komisja kwalifikacyjna Wehrmachtu poszukuje wśród więźniów pospolitych przestępców do wcielenia do armii.

Początkiem kwietnia na Hameln zatrzymuje się front. To czas licznych transportów więźniów zdolnych do pracy. W więzieniu pozostaje ok. 800 chorych. W nocy na 5 kwietnia pomiędzy 2 a 3 rano zostają wysadzone most na Wezerze. Amerykanie stoją u bram miasta, które zostaje z samego rana ostrzelane.
W więzieniu zostają zwołani wszyscy pozostali więźniowie. Większa część z nich zostaje skierowana do marszu w kierunku Holzen. Nie jest do końca wiadomo, ilu więźniów wyruszyło, przypuszcza się, że ok. 400. Ilu z nich zginęło lub mogło uciec, nie wiadomo. Pewne jest, że rozstrzeliwano wszystkich, którzy usiłowali ucieczki jak i tych, którzy byli zbyt słabi by kontynuować marsz.

Ok 400 pozostałych więźniów wróciło do cel. Wielu więźniów musiało w tym czasie przebywać w piwnicach, ze względu na częste bombardowania. Ostrzał miasta trwał 2 dni. W sobotę 7 kwietnia o godz. 7 armia niemiecka opuszcza miasto. Już o 10 wkraczają Amerykanie. W styczniu 1945 roku umiera w ciągu 4 miesięcy 172 więźniów, z czego 55 z rąk Amerykanów. W czasie 1.9.1939 - 31.8.1945 zarejestrowanych 305 zgonów. Gauleiter Lauterbach wydał rozkaz, by na krótko przed wkroczeniem Amerykanów rozstrzelać wszystkich skazanych obcokrajowców. Dyrektor Stöhr nie wykonał rozkazu ale nakazał zorganizować marsz.



Stockhof za czasów okupacji brytyjskiej

Jak mówi lista Pierrepointa w okresie 1945-1949 wykonano karę śmierci przez powieszenie na 202 osobach, w tym na 156 zbrodniarzach wojennych, 2 brytyjskich żołnierzach oraz na 44 osobach, którzy skazani zostali za złamanie prawa okupacyjnego. W grupie zbrodniarzy wojennych znajdował się między innymi personel obozu koncentracyjnego Bergen Belsen. Wielu zbrodniarzy wojennych było odpowiedzialnych za zbrodnie na cywilach, jeńcach wojennych oraz alianckich żołnierzach w Niemczech oraz terenach okupowanych a także za dostarczanie do obozów trującego cyklonu B. Z 44 osób, które zostały skazane za przestępstwa wg prawa aliantów, 42 osoby pochodziły najczęściej z Europy wschodniej i skazane zostały za napady z bronią, kradzieże jak i pijaństwo.

Stockhof w Dolnej Saksonii

15 stycznia 1955 rząd Dolnej Saksonii postanawia o likwidacji więzienia w Hameln. 500 więźniów zostaje przeniesionych wczesnym latem do miejscowości Celle. Od 1 października 1958 na miejscu byłego więzienia powstaje zakład poprawczy dla młodzieży. W 1980 zakład poprawczy zostaje przeniesiony do Tündern, Stockhof stoi pusty. W 1986 zostaje zniszczone zachodnie i wschodnie skrzydło budynku. Od 1992 roku więzienie w Hameln zostaje przebudowane i na jego miejscu powstaje czterogwiazdkowy hotel „Hotel Miasta Hameln”, którego otwarcie następuje w następnym roku.

Na dziedzińcu obecnego "Hotelu Miasta Hameln" ustawiono pamiątkową tablicę:

"Im Bereich der heutigen Park- und Hotelanlage befand sich bis 1980 eine Strafanstalt. In den Jahren der NS-Diktatur von 1933-1945 waren im damaligen Zuchthaus überwiegend politische Gegner der Nationalsozialisten inhaftiert, vor allem Sozialdemokraten und Kommunisten, aber auch Homosexuelle und Juden. Von 1942 bis 1945 wurden zahlreiche Widerstandskämpfer aus Frankreich, Belgien und den Niederlanden eingeliefert.
Die unmenschlichen Haftbedingungen im Zuchthaus forderten allein während des 2. Weltkrieges über 300 Todesopfer. Die Evakuierung des Zuchthauses in den ersten Apriltagen 1945 wurde für weitere Häftlinge ein Marsch in den Tod. Im Bewusstsein des begangenen Unrechts erinnern wir an die Opfer."

Stadt Hameln
Der Oberbürgermeister


Hotel "Stadt Hameln" **** www.hotel-stadthameln.de

Źródło: www.hamelner-geschichte.de


Na dziedzińcu więzienia w Hameln pochowano około dwustu nazistowskich zbrodniarzy, sądzonych w powojennych procesach sądowych. O skazanych zrobiło się głośno pod koniec 1953 roku, kiedy niemiecka gazeta "Bild" opublikowała artykuł o szokującym odkryciu na terenie dziedzińca dawnego więzienia. "Z tego czasu istnieją tylko szczątkowe wiadomości, które jednak mogą powodować pewnego rodzaju zaniepokojenie. Tworzenie się legendy grobów z Hameln związane jest z artykułem, który pojawił się w gazecie "Bild" 26.11.1953 roku:

"Masowy grób w więzieniu w Hameln. Ciemna przeszłość z czasów okupacji... Podczas przeprowadzanych wykopalisk na dziedzińcu więzienia natrafiono na głębokości półtora metra na wiele szkieletów leżących obok i na sobie. Dziedziniec ten służył wcześniej przez lata jako miejsce pracy dla ciągle zapracowanych przy gilotynowaniu katów".

Ku pamięci zmarłych

W marcu 1954 roku szczątki z więziennego dziedzińca przeniesiono ostatecznie na komunalny cmentarz "Am Wehl". Pochowano je w zbiorowej mogile w kwaterze CIII. Od czasu ekshumacji, miejsce pochówku nazistowskich zbrodniarzy skazanych w procesach jakie toczyły się w Dolnej Saksonii cieszyło się dużym zainteresowaniem grup narodowo-socjalistycznych, które traktowały cmentarz jako ośrodek kultu i licznych neonazistowskich pielgrzymek. W ważne dla neonazistów rocznice odbywały się wiece i demonstracje. Urzędnicy miejscy od początku zastanawiali się, co zrobić i jakie podjąć kolejne kroki aby uciszyć medialny rozgłos o mogile hitlerowskich zbrodniarzy.

"Przerażająca tajemnica Hameln. Wymarłe ciche groby, masowe egzekucje – bez wyroków, bez aktów zgonu. W 1945 w Hameln rządził kat Pierrepoint. Wykonał on wyroki śmierci na ponad 200 Niemcach, kobietach i mężczyznach. Najpierw byli to skazani w procesie załogi Bergen Belsen a następnymi byli ci, którzy tylko wykonywali rozkazy i wypełniali sumiennie swoje obowiązki w trudnych dla nich czasach. […] Nad przerażającym losem tych grobów zawisła zmowa milczenia, którą chcemy pokonać. Czy te groby powinny rzeczywiście przestać istnieć? Czy jest to dobry sposób na mówienie o tej tragedii?"
[„Deutsche Wochenzeitung”, 10.10.1975]

"W latach 1975-1985 toczyła się dyskusja nad wyrównaniem terenu grobów z kwater CI i CIII w roku 1975 jak i nad przekazaniem troski o ten teren inicjatywie społecznej. W roku 1971 minister spraw wewnętrznych zdecydował, iż groby te nie podlegają prawu o grobach żołnierzy z 1.7.1965 co oznaczało ich ponowne zagospodarowanie. 4 października 1974 roku w rozmowie pomiędzy przedstawicielami miasta a zarządem związku ludowego postanowiono ponownie zagospodarować teren z kwater CI oraz CIII i urządzić w tym miejscu pomnik. Nie wiadomo, kto był inicjatorem propozycji ustanowienia pomnika. Miał on wspominać ofiary rządów brytyjskich względnie władzy brytyjskiej.

Jak ustalono w obustronnych rozmowach już 1.1.1975 roku wydano postanowienie o ponownym zagospodarowaniu grobów i dano na wykonanie postanowienia sześć miesięcy. Nie odnotowano w Hameln większych reakcji na to postanowienie. Pomimo danego czasu sześciu miesięcy, jeszcze w październiku istniały groby. 11 marca 1976 roku zostaje podjęta decyzja o zagospodarowaniu terenu i o oddaniu troski o groby grupie mieszczan. Postawiono drewniane krzyże a teren został ujednolicony. Co się działo w następnych dwóch latach, niestety nie wiadomo.

2 marca 1979 roku powstaje projekt ustanowienia pomnika. Miał on nosić napis "Pamięci zmarłych". Nie mówił on jednak o ofiarach dlatego zmieniono go na "Wina i zadośćuczynienie - nędza i śmierć – ofiara i odwet". Szczególnie ta ostania para słów odnosiła się do ideologii grupy sprawującej opiekę nad grobami, wykazując zbrodnie w majestacie brytyjskiego prawa.
Wiele organizacji jak i autorytetów uznawało pomysł ustanowienia pomnika upamiętniającego zbrodniarzy wojennych za moralnie wątpliwy. W prasie ukazały się artykuły usprawiedliwiające pomysł:

"Oni wszyscy byli ofiarami. Ofiarami czasu w jakim przyszło im żyć. Ich miejsce spoczynku ma za zadanie oddać los Niemca bez fałszywego patosu ale mimo wszystko przekazać znak pamięci i być jednocześnie przestrogą przed terrorem i przemocą“.
["Deutsche Wochen-Zeitung", 10.5.1979]

We wrześniu 1985 założono w Hameln oddział Wolnej Partii Robotników (FAP) pod przewodnictwem Michaela Kühnena, która uznana została za partię kontynuująca ideologię Frontu Narodowych Socjalistów. Już w październiku doszło do konfrontacji pomiędzy FAP a Niemiecką Młodzieżą Socjalistycznych Robotników (SDAJ). FAP została uznana za organizację zakazaną (DWZ 29.10.1985).
16 listopada 1985 roku, w sobotę przed dniem żałoby narodowej demonstrowali przy grobach przedstawiciele Wolnej Partii Robotników jak i Narodowodemokratycznej Partii Niemiec. Prasa mówiła o szoku odwiedzających groby. Cała sceneria cmentarza była przerażająca - mnóstwo policji, oficerowie służb kryminalnych, wszyscy uzbrojeni i zaopatrzeni w sprzęt dokumentujący. Oskar Hinzmann obrał sobie za cel urządzenie uroczystości przy grobach skazanych. Około 20 przedstawicieli Wolnej Partii Robotników szło w równych rzędach przed kordonem policji po czym miały miejsce przemówienia, śpiewanie hymnu Rzeszy i liczne pozdrowienia faszystowskie. Na koniec policja odprowadziła wszystkich ku wyjściu z cmentarza.

Deutsche Wochen-Zeitung z dnia 27 listopada 1985 roku:
„Powierzchnia cmentarza znana jako „Groby skazanych” na cmentarzu Am Wehl powinna zostać przekształcona w miejsce czci i pamięci ofiar narodowego socjalizmu i ma za zadanie przestrzegać przyszłe pokolenia”.
Wniosek ten uznano pośrednio za wezwanie do zniszczenia grobów. SPD argumentowało, iż przychylenie się do tego wniosku będzie fałszowaniem historii. Na wniosek ten zareagowały też liczne gazety, między innymi DWZ, gdzie w dniu 4.12.1985 wypowiedział się na ten temat redaktor naczelny: Pomiędzy 200 grobami leży 11 odpowiedzialnych za zbrodnie z Bergen. Czy także inni zmarli muszą podlegać tej infamii, tylko dlatego że pomiędzy nimi leżą zbrodniarze? Czy ofiary te nie mogą korzystać z tych samych praw co leżący obok żołnierze?


Irma Grese i Józef Kramer na dziedzińcu więzienia w Celle.



W toczącej się dyskusji brali również udział przedstawiciele CDU i FDP. Bruno Ibsch twierdził, że nie ma żadnych podstaw by likwidować groby a obecna opieka nad grobami jest odpowiednia i powinna zostać zachowana w takiej formie jaka istnieje. Dr. Hermann Kater (CDU) argumentował: „To więzienie nie było tylko miejscem wykonywania wyroków śmierci lecz odsiadywania kary ograniczenia wolności”. Mówił także, iż w kwaterze CI nie leżą żadne ofiary narodowego socjalizmu. Z tego też powodu wniosek SPD uznał za bezzasadny. Dr Kater powoływał się w swojej argumentacji również na świadków, między innymi pastora Greve, który zeznał: „Skazano tam na śmierć ludzi, którzy nie popełnili żadnego przestępstwa a w chwili swej śmieci byli wobec niego szerzy. Oskarżeni zostali przez władze okupacyjne i nie dany im był uczciwy proces”.
Większością CDU i FDP wniosek SPD przepadł. Dyskusja toczyła się jednak nadal. Zieloni zastanawiali się: “Dla kogo ma powstać ten pomnik? Przeciwko dyktaturze nazistowskiej czy przeciw alianckiemu prawodawstwu?“
Wniosek SPD miał na celu uniemożliwienie w przyszłości organizacji spotkań nazistów starszej jak i młodszej generacji. Przewodniczący frakcji, Hoffmann, określił oddalenie wniosku to jako katastrofę. Wielu lokalnych polityków określiło tę decyzję jako skandal.

Lista Pierrepointa

Do tej pory miasto Hameln odmawiało wydania pełnej listy osób, na których wyrok śmierci wykonał Pierrepoint. DWZ ujawniło 1.2.1986 wiadomość, że wyszła na światło dzienne pełna lista skazanych, którą ręcznie sporządził sam kat. Lista ta trafiła wkrótce jako nabytek ze spadku po Pierrepoincie do antykwariatu w Hameln. Od tej pory zarząd miasta Hameln zdecydował o upublicznieniu listy Pierrepointa i zleceniu badań historycznych (decyzja z 29.1.1986). Do tej pory cała dyskusja opierała się na licznych przekazach ustnych. Teraz został przedstawiony prawdziwy dowód w formie pisemnej. Posiedzenie rady miasta z dnia 19.02.1986 roku: „Max Schröder z SPD stwierdził, że w obliczu panujących dyskusji reputacja miasta strasznie ucierpiała i że należy koniecznie coś w tej sprawie zrobić, by miasto to nie kojarzyło się wyłącznie z „brunatną przeszłością”.


Albert Pierrepoint.


Na tym posiedzeniu złożono liczne zapytania jak rada miasta ma zamiar uniemożliwić pielgrzymki neonazistów do części CIII cmentarza. Drugą kwestią była opieka nad grobami i sprawa wizerunku zewnętrznego miasta w kraju jak i zagranicą. Początkowo postanowiono, iż nie będzie żadnego postanowienia w tej sprawie. Zdecydowano, iż udzielona zostanie odpowiedź na postawione pytania. Wkrótce jednak całkiem niespodziewanie przedstawiony został wniosek SPD i CDU, który głosił:

„W sprawie grobów skazanych powinno się postąpić wg postanowień i przepisów dotyczących cmentarzy“.

Według tego prawa, minął już czas, który normalnie przypada na zajmowanie kwatery grobowej, co miało w konsekwencji znaczenie równoznaczne ze zlikwidowaniem grobów. Wniosek ten przyjęto wobec jednego głosu sprzeciwu i 2 wstrzymujących się. Co skłoniło CDU i SPD do zjednoczenia sił? Rolf Wilhelms, rzecznik prasowy rady miejskiej przekazał: „W tej sprawie rozpoczął się już spektakl telewizyjny a tego nikt nie chciał“. Dodał również, że presja opinii społecznej stała się już nieznośna a miasto straciło bardzo na swoim wizerunku. Zarząd miasta ogłosił decyzję o likwidacji grobów. Nie obyło się bez trudności, gdyż niektórzy członkowie rady chcieli walczyć z tym postanowieniem aż do ostatniej instancji. Wkrótce także poruszona została cała ekstremistyczna strona. FAP wydała ulotkę, w której decyzja rady miejskiej została określona jako „akt barbarzyństwa”: Nigdy nie przyjmiemy tego do wiadomości, co się dzieje z naszymi bohaterami. Jest to zdrada narodu a my powstaniemy!

5 marca zniknęły z grobów krzyże a groby zostały uprzątnięte. O 7.10 na teren cmentarza wkroczyło 20 pracowników zarządu cmentarzy, którzy zabrali 200 krzyży żelaznych jak i liczne płyty nagrobne i załadowali wszystko na transportery.
Już na 8 marca FAP zaplanowała demonstrację, która przez fakt nie zgłoszenia jej, była nielegalna. Zieloni, podobnie jak organizacje antyfaszystowskie planowały kontrdemonstracje. Miasto nakazało zamknięcie cmentarza na ten dzień i zmobilizowano dodatkowe siły policyjne w liczbie 1200 policjantów. Do miasta zjechało także ponad 100 dziennikarzy z całej Europy.
Manifestanci podlegali licznym kontrolom bezpieczeństwa, w czasie których policja zabezpieczyła pistolety gazowe, siekiery, aerozole gazowe i inną broń. Starano się nie dopuścić do starć pomiędzy protestującymi grupami. Kontrdemonstranci w liczbie ok. 700 zatrzymani zostali przy dworcu, ponieważ lokalni demonstranci obrzucili kamieniami liczne pojazdy. Demonstracja FAP była chroniona przez kordon policji z psami i prowadzona do centrum miasta. Lokalne banki, urzędy i sklepy zostały zabezpieczone przed ewentualnymi włamaniami a z powietrza teren patrolowały śmigłowce.

Około 14.45 przedstawiciele FAP wkroczyli na teren cmentarza Am Wehl i przemaszerowali w zwartym szyku śpiewając pieśni nazistowskie z wyciągniętymi rękoma w pozdrowieniu hitlerowskim. Wykrzykiwali także hasła jak Niemcy – zbudźcie się ! Obcokrajowcy won! Policja nie interweniowała, przyglądała się sparaliżowana, chociaż zostało złamane prawo. FAP określiło demonstrację jako wielkie zwycięstwo.


Kwatera CIII gdzie pochowano nazistowskich zbrodniarzy z Bergen-Belsen.
Zdjęcie: www.gelderblom-hameln.de


Niemiecka Gazeta Narodowa relacjonowała w dniu 28.3.1986 w artykule Dr. Gerharda Freya o profanacji grobów w Hameln i wyrażała zdanie, iż jest to formą zemsty przeciw żołnierzom. W czasie od 20.2.do 2.6.1986 rada miejska otrzymała 137 petycji, listów odnoszących się do likwidacji grobów, z czego 125 z prawej strony sceny politycznej, wiele z nich było anonimowych. Wkrótce FAP poróżniło się wewnętrznie co do linii działania i nie przystąpiło do wyborów do Landtagu. (DWZ 14.5.1986). W maju 1986 szef FAP Oskar Hinzmann został skazany na 5 miesięcy więzienia (DWZ 27.5.1986).


Kwatera CIII na cmentarzu Am Wehl w 1986 roku.
Zdjęcie: www.gelderblom-hameln.de


W styczniu 1988 wydana została liczna dokumentacja na temat grobów skazanych z Hameln pod redakcją Petera Krone. Niestety nie wywołała ona żadnej publicznej dyskusji ani większego zainteresowania. Miejsce, gdzie przed laty były groby zdziczało i zarosło. Mimo to składane są w tym miejscu wieńce oraz od czasu do czasu organizowane są uroczystości przez FAP lub NPD. Wielokrotnie organizacje te otrzymują odpowiedź odmowną. Wielu przeciwników ekstremizmu jest zdania, że decyzja o likwidacji grobów była właściwa, ponieważ tego typu czyny pomagają w walce z fenomenem narodowego socjalizmu czasów II wojny światowej.

Łaskawa ziemia

Z artykułu gazety "Die Zeit" z dnia 20.12.1985 roku:

"Działo się to często. Rampa wyładowcza w Belsen była zapchana przez transport militarny, pociąg towarowy jechał dalej do Bergen. Ludzie byli wyładowywani z wagonów i pędzeni przez SS przez długie ulice do Belsen, przez wieś niekończącą się kolumną szóstek mężczyzn, kobiet, dzieci, starców i młodzieży. Niektórzy nie mogli iść dalej i upadali, byli rozstrzeliwani albo niesieni przez tych, którzy mieli jeszcze na to siłę, by iść.
Byli to Żydzi. Najpierw przyjeżdzali z Holandii, gdzie byli zakładnikami przeznaczonymi do wymiany za internowanych za granicą Niemców. Udało się przeżyć około dwustu. Później, gdy obozom śmierci na wschodzie groziło przejęcie przez Rosjan, zostali oni przetransportowani na zachód, także do Bergen Belsen, które od grudnia 1944 figurowało jako obóz koncentracyjny. 60000 Żydów przybyło do Bergen Belsen, wyniszczonych, rozbitych. Wielu widziało ich i zastanawiało się, co się z nimi stanie.

Czasami, gdy wiatr zawiał z odpowiedniej strony, kilometrami unosił się zapach spalonych ciał. Często stali przy oknach, przed drzwiami, na ulicach… gdy przed ich oczami pędzeni byli ludzie. Mieszkańcy Bergen i Belsen widzieli i wiedzieli. To działo się na ich oczach. Niektórzy nawet czuli. Ale wszyscy musieli wtedy pojmować, co się działo w ich okolicach, obok ich głównych ulic, za drzewami, za drutem kolczastym – co się działo z kobietami i dziećmi, które na ich oczach wychodziły z pociągów na dworcu w Bergen i na rampie w Belsen. Jeden chociaż sobie przypomniał: Nie było jednego żywego w wagonach bydlęcych. Inny wspomniał: Z okien wagonów towarowych nie wyglądały woły tylko kobiety, pociąg był pełen kobiet z Węgier.
Tylko niektórzy chcą sobie przypomnieć. Większość milczy, kręci głowami, odwraca się od siebie samych, od wspomnień i historii. To nigdy nie był przypadek szczególny. W przewodnikach miasto wychwalane jest jako przyjazne, świadome tradycji. Współcześni mieszkańcy Bergen w liczbie ok. 2000 kładą bardzo nacisk na to, by na miejscach masowych grobów widniał napis „Miejsce pamięci Belsen”, by imię ich miasta zostało oficjalnie wymazane ze starej, okropnej przeszłości. A Belsen? Czymże w końcu jest?
Stało się tam coś strasznego, brutalnego, coś nie do wyobrażenia, nieludzkiego, tam w pobliżu? Czy nie stwierdził architekt przyrody z Hannoveru, który pracował na terenie byłego obozu nad zagospodarowaniem go i wypowiedział się: 'Musi się udać zagrzebać sensacje Belsen.' Na tym miejscu powstał piękny park, z brzozami i jałowcem, na miejscu gdzie pochowanych jest 50000 ludzi w 14 masowych grobach, gdzie jeszcze 20 lat później znajduje się ludzkie kości. Łaskawa ziemia…

Rzuć pierwszy kamień. Oni są prawi, mieszkańcy Bergen, dumni i pewni siebie ale także krzepcy i zamknięci w sobie. Ponieważ niczego nie znali, niczego tak szybko nie zapomnieli. Ale o śmierci 50000 Żydów zimą tuż przed końcem wojny, którzy zmarli w skutek głodu, zimna i chorób, przypominają sobie przez przypadek. Tak samo jak o 50000 rosyjskich jeńcach wojennych, którzy umierali z braku sił jak i epidemii od listopada 1941 do lata 1942 w pobliżu baraków żydowskich. Ten cmentarz w Belsen jest strasznie samotny, jeszcze bardziej cichy i zagubiony w oddali uroczej okolicy. Rzadko kto tam zagląda. Samotnie wspomina zmarłych rosyjska dziewczyna z kamienia pamiątkowego. To jest historia Bergen Belsen: typowa historia niemieckiego dnia codziennego. Nic nie wiedzieć, nic nie widzieć, nic nie słyszeć. Wystarczająco odpokutowaliśmy, wystarczająco jesteśmy poniżeni. Wystarczy już. Dajcie nam wreszcie spokój, dajcie spoczywać w spokoju zmarłym jak i naszym wspomnieniom. W Bergen jednak żyje jednak wśród 3000 mieszkańców tego przyjaznego miasteczka wielu świadków tamtych wydarzeń, którzy widzieli, co się zdarzyło, którzy słyszeli, co się działo za drutami, którzy czuli swoisty zapach w powietrzu.

Ale jest też inna historia z Bergen i Belsen. Pewnego dnia, przed 4 laty Peter Wiebke usłyszał w radiu audycję o obozie, o śmierci i milczeniu. Urodził się w 1944 w Bergen i mieszkał tam 11 lat. W tamtych czasach niczego nie słyszał o obozie oprócz o huśtawce żydowskiej, gdzie miały się bawić w lesie dzieci z obozu. To było jedyne co usłyszał od matki. Teraz chciał wiedzieć więcej.

Rozliczyć przeszłość

Peter Wiebke, ojciec rodziny, technik telekomunikacji zaczął wypytywać swoich rodziców, starsze rodzeństwo, dalszą rodzinę. W wolnym czasie zbierał materiały, szukał dokumentów. Nie wiele słyszał, nie wiele także znalazł. Jego ojciec, był czasami wzywany służbowo do obozu jenieckiego, zanim sam został powołany na front. Opowiadał swojemu synowi co widział: "Nie sądzę, że były jakieś tajemnice. Każdy mógł widzieć transporty, także to że niektórzy upadali, strzelano do nich, że ciała ładowano na wozy. Także to, że sobie odbierali chleb. To mnie bolalo." W zimie 1941/42 ojciec miał przemyślenia. Widział zmarłych, twardych, zamarznietych, poukładanych jak drwa i posypanych chlorem. Straszny obraz jakiego musiał doświadczyć.
Gdy raz kilka lat później przechodził z frontem w pobliżu lasu, zobaczył nowe baraki i drut kolczasty, zobaczył Żydów. Były tam zgromadzone całe rodziny. „Mogłem doskonale rozróżnić kobiety, mężczyzn i dzieci. Naturalnie pytałem o co chodzi i odpowiedziano mi, że te rodziny są tak samo żywione jak i inne rodziny niemieckie, na bazie kartek”.

Ojciec wrócił w maju 1945 z niewoli i słyszał w radiu co odkryli Brytyjczycy podczas wyzwalania obozu. Nie był w stanie wrócić do domu. Potajemnie prześliznął się koło domu, pojechał do Flesenburga i wrócil dopiero kilka miesięcy później. Bał się, że będzie postawiony przed sądem. Teraz był jednym z niewielu, którzy opowiadali co widzieli. Inni nadal milczą, milczą po dzisiejszy dzień, Gdy już mówią, opowiadają głównie o tym, gdy pewnego dnia przyszedł rozkaz brytyjskiej strony, by opuścili mieszkania dla zwolnionych francuskich oficerów i jugosłowiańskich jeńców. O tym jak się obeszli oni z ich mieniem opowiadają do dziś z detalami.


Drewniany krzyż postawiony na zbiorowej mogile w kwaterze CIII.
Zdjęcie: www.gelderblom-hameln.de


Peter Wiebke szukał świadków i zeznań, I tu zaczyna się trzecia historia czasów powojennych Bergen Belsen. Pewnego dnia natknął się na dziennik holenderki Renaty Laquer, córki farmaceuty. Mając 24 lata została w listopadzie 1943 aresztowana a w marcu 1944 trafiła do Bergen Belsen. Przeżyla tam rok w cierpieniu, głodzie i strachu, pisząc swoje przeżycia w tajemnicy, spisując własne myśli i uczucia o życiu i uciekając dzięki temu z brutalnej rzeczywistości. Końcem kwietnia 1945 została wyzwolona przez Rosjan w drodze do Saksonii. Wyemigrowała do USA, gdzie mając lat 40 studiowała literaturę i doktoryzowała się w temacie wspomnień obozowych pamiętników. Opiekuje się także wydawnictwiem Querido i pracuje w instytucie onkologii w NY. Nie chciała nigdy wracać do Niemiec, jej wspomnienia wywarły na niej wystarczające piętno.
Peter Wiebke, który znał trochę holenderski, przeczytał pewnego razu jej pamiętnik. Nie dało mu to spokoju. Był on napisany przez młodą kobietę w czasie kiedy się urodził w najbliższym sąsiedztwie jego domu. Rozpoczął tłumaczenie tej książki i spowodował, iż zainteresowało się nią wydawnictwo w Hannowerze, które przyjęło do druku 190 stron. Prosząc autorkę o prawo wydania jej książki w Niemczech spotkał się początkowo ze sceptycyzmem (hmm technik telekomunikacji, któż to może być). Autorka poprosiła o próbę tłumaczenia, zanim książka zostanie wydana. Tak zaczęła się, raczej nieoczekiwanie i na nurcie prywatnym niemiecko- żydowska historia. Peter Wiebke spotkał się z Renatą Laquer w zeszłym roku [w 1984 r. - przyp red.] w Amsterdamie a w tym roku w Niemczech. Rozpoczęła się przyjaźń.

W między czasie w Hannowerze ukazał się pamiętnik, który przełamał lody. Także do Bergen Belsen przybyła autorka, zaraz po oficjalnej wizycie Reagana i Kohla. Wiele tam nie mówiła, dziwiła się tylko przy obelisku (Co ma to wspólnego z Egiptem?) Rozpoznała kamienie na rampie, zrobiła się refleksyjna: Przypomniała sobie gdy pewnego dnia wyładowana została na rampie i udała się w kolumnie do obozu. Zdarza się że powstają historie wspólne dla Żydówki – ofiary i Niemca, którego to dotyczy. Zdarza się to tak rzadko, że nie budzi powszechnej uwagi.

Bezimienna mogiła

Co innego wzbudza jednak uwagę publiczną. W połowie listopada złożony został na cmentarzu w Hameln wieniec wraz z szarfą symbolizującą III Rzeszę, wraz z hitlerowskim pozdrowieniem. Neonaziści z ekstremistycznej prawicowej Niemieckiej Wolnej Partii Robotniczej uhonorowali w ten sposób skazanych 40 lat temu przez Anglików zbrodniarzy SS, między innymi Josefa Kramera, komendanta obozu jak i nadzorczynie Irmę Grese. Po młodzieżówce neonazistów przyszli ich starsi koledzy z NPD z inicjatywą dbania o groby skazanych przeprowadzoną przez młynarza Manfreda Buchmeiera z Halle przy Bodenwerder. Już przed kilkoma laty zebrali pieniądze by postawić na grobach drewniane krzyże bez nazwisk. Następnie uzyskali pozwolenie na ustawienie krzyży cynkowych, które są bardziej trwałe. W rocznicę egzekucji padły z ust Buchmeier słowa inicjatywy: „Naród jest mierzony miarą pamięci zmarłych”. Krzyż drewniany na grobie Irmy Grese został zastąpiony metalowym, odpornym na warunki pogodowe.


Notatki kata Alberta Pierrepointa dotyczące m.in. wagi i wzrostu skazanych zbrodniarzy.
W ostatniej kolumnie podano długość lin potrzebnych do wykonania egzekucji.
Na niebiesko zaznaczono dane dotyczące Irmy Grese.
Zdjęcie: www.gelderblom-hameln.de


Irma Grese, inna kobieta z czasów Bergen Belsen. Pochodziła z w małej miejscowości w pobliżu Ravensbruck, gdzie powstał jeden z pierwszych obozów koncentracyjnych. Uczyła się podobnie jak jej ojciec mleczarstwa. W szkole była tchórzem, jak określiła później w procesie przed sądem wojskowym w Luneburgu jesienią 1945. Mając 19 lat przystąpiła do pracy przy SS, kształciła się w Ravensbruck skąd przybyła do Auschwitz do pracy jako nadzorczyni nad 30000 żydowskich kobiet. Po rozwiązaniu obozu Auschwitz przeszła razem z Josefem Kramerem do Bergen Belsen. W Auschwitz ta młoda piękność pędziła ofiary na śmierć każąc im pokonać płot a tam stali strażnicy SS, którzy strzelali do uciekinierów wzdłuż pagórka. Gdy raz przyłapała matkę z córką na rozmowie, pobiła Grese dziewczynę i zdeptała na śmierć butami. Gdy przystąpiła do pracy przy SS ojciec zabronił jej przyjazdu do domu. Po śmierci przyjaciela, członka SS, w inwazji na Polskę stała się jeszcze bardziej brutalna. W procesie wyznała, ze niczego nie żałuje. Prowadzona jako pierwsza na szubienicę miała pospieszać kata mówiąc: „Szybciej”. Umierając, Irma Grese miała 22 lata. Peter Wiebke chce odtworzyć także jej historię, historię zbrodniarki, zaraz po tym jak zrekonstruował historię ofiary.
["Heide drüber und mal ein Kreuz", Die Zeit; 20.12.1985]




Każda osoba, która w jakikolwiek sposób interesuje się tematyką Zagłady/Holocaustu, powinna zapoznać się z obszernym zbiorem książek, głównie wspomnień byłych więźniów lub najnowszych opracowań, jakie co pewien czas pojawiają się na księgarskich półkach. Dostęp do tych starszych wydań, jest nadal trudny. Książki na ogół znajdują się w lokalnych bibliotekach, a pierwsze powojenne egzemplarze są tak naprawdę nieosiągalne dla zwykłego czytelnika. Mam to szczęście, że mieszkam w dużym mieście, w którym nie narzekam na brak bibliotek i czytelni z obszernym księgozbiorem, nawet tym zagranicznym. Z opracowań, podanych w bibliografii osobiście korzystałam i polecam każdemu, kto chce pogłębić wiedzę na temat hitlerowskiego ludobójstwa w ośrodkach zagłady. Nie jest to ani łatwa ani przyjemna lektura, niemniej obowiązkowa dla każdego pasjonata historii II wojny światowej.


Opracowania naukowe
---Brown, Daniel Patrick "The Beautiful Beast", Schiffer Publishing 2004
---Goldhangen, Daniel Jonah "Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust", Warszawa 1999
---Holzer, Jerzy "Państwo Hitlera", Warszawa 1972
---Lasik, Aleksander "Załoga SS w KL Auschwitz w latach 1940-1945", Bydgoszcz 1994
---Mainwald, Stefan "Seksualność w cieniu swastyki"; Wydawnictwo Trio, Warszawa 2003
---Masłowski, Jan "Oświęcim. Cmentarz świata"; Książka i Wiedza, Warszawa 1995
---Nizielski, Tadeusz "Bergen-Belsen 1943-1945"; ROPWiM, Warszawa 1971
---Ryszka, Franciszek "Noc i mgła"; Czytelnik, Warszawa 1966
---Ryszka, Franciszek "U źródeł sukcesu i klęski"; Czytelnik, Warszawa 1975

Wspomnienia/pamiętniki/autobiografie
---Hitler, Adolf "Mein Kampf - Moja Walka", Wydawnictwo Scripta Manent, Krosno 1992
---Höss, Rudolf "Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta KL Auschwitz", Kraków 2003
---Kielar, Wiesław "Anus Mundi", Kraków 1976
---Kossak, Zofia "Z otchłani", Książka i Wiedza 2004
---Maschmann, Melita "Bilans - Moje życie w Hitlerjugend. Bez usprawiedliwienia", Kraków 2005
---Pierrepoint, Albert "Executioner: Pierrepoint", Harrap 1974
---Szmaglewska, Seweryna "Dymy nad Birkenau", Czytelnik 1955
---Żywulska, Krystyna "Przeżyłam Oświęcim", tCHu, Warszawa 2006



"The Beautiful Beast: The Life & Crimes of SS-Aufseherin Irma Grese"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Daniel Patrick Brown


---"The Grey Mouse"---

6 November' 44 - There is a strict inspection of the huts every day. This is carried out by a young SS girl - "the grey mouse", we call her - looking elegant and saucy in her snugly fitting uniform and her smart shining jack-boots. Noisily and officiously she marches into the hut, accompanied by a soldier and the senior Jewish prisoner. Making theatrical, provocative gestures, the "grey mouse" struts about, frightening us with angry cries at the sight of a bowl that isn't properly washed up or a bed that has not been made tidly enough. Her specialty is to suddenly give somebody a hard clip round the ear without taking off her glove. Every day she punishes at least seven or eight prisoners in every hut for some trivality by stopping their food or withholding their bread ration. Her sole aim is to intimidate, persecute and humiliate us. This is the only reason she comes, since the Germans do not make any serious effort to get rid of the filth or curb the spread of infection, and they never will. Indeed, these are integral parts of the degrading conditions to which they subject us and in which we are left to "live" or die by one by one. The so-called inspections are mere formalities. Not a single one among us takes the slightest notice of this extraordinary female, with her showy antics and her perverse threats. Yet it is disgusting to have witness these degrading scenes every morning, feel the pervading air of restlessness and watch the expression of servility on so many faces. [Hanna Levy-Haas "Inside Belsen"]

---"The Beautiful Beast" - Epilogue [fragment]---

Now, almost six decades after the event, the camp atrocities and courtroom antics of Irma Grese are almost entirely unknown to all but students of the Holocaust and/or survivors. Even people who recall reading something about "The Beautiful Beast" only vaguely associate Grese with the atrocities of Nazi Germany. Grese's legacy, however, is not merely of chronicling her bestial crimes. There can be no doubt that sadistic beating and wanton - frequently whimsical - murders were committed by SS-Aufseherin Grese, but the concern for us today is what motivated and drove the young woman. So many factors could potentially be used to explain the frenzied excesses of this SS guard. [...]
In the analysis, Irma Grese was minimally educated, highly impresionable, and unquestionably frustrated with her early life experiences. In addition, at a critical time in her life, her mother commited suicide and, later in her adolescence, her father had to break ties her. As these childhood experiences no doubt stymied her maturation, her experiences at Hohenlychen and Ravensbruck served to reinforce her already distorted Lebensausdruck to the point that her outrageous behavior in the camp - even by SS standards - was to some degree understandable. Perhaps the most frightening element in the entire Grese narrative is that such a repressed, in many ways immature and pathetic, creature would wind up with almost limitless power over life and death of so many defenseless human beings. The lesson is that the elimination of Irma Grese and her fellow murderers in no way insured that other "Irma Greses" would not appear on the world stage.



"Im Gefolge der SS"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Constanze Jaiser


---"Irma Grese. Zur Rezeption einer KZ-Aufseherin"---

Irma Grese, geboren am 7. October 1923, wächst mit Geschwistern in Wrechen/Mecklemburg auf. Ihr Vater ist Landarbeiter. Ihre Mutter stirbt 1936. Irma Grese verlässt die Volkschule 1938 und arbeitet auf einem Bauernhof, bevor sie als Aushilsverkäferin in einem Molkereigeschäft tätig wird. Sie bemüht sich in dem SS-Sanatorium Hohenkychen um eine Ausbildungsstelle. Schließlich arbeitet sie dort als ungelernte Hilfsschwester. Am 1. Juni 1942 beginnt die 18-Jährige den Dienst in Ravensbrück als KZ-Aufseherin.
In Ravensbrück bleibt sie als Arbeitskommandoführerin bis März 1943. Dann wird sie nach Auschwitz-Birkenau versetz, wo sie bis Januar 1945 tätig ist. Sie arbeitet dort im Telefondienst und in der Postzensur, dann als Bewacherin des Straßenbau- und des Gartenbaukommandos und auch des Strafkommandos. Ihre berufliche Karriere im KZ verläuft steil, denn im Mai 1944 erlangt sie als jüngste Aufseherin von Auschwitz die zweithöchste Position, die Frauen im so genannten weiblichen Gefolge der SS einnehmen konnten. Als Rapportführerin im Lagerabschnitt C in Birkenau ist sie zuständig für die Arbeits- und Zählappelle von 20 000 bis 30 000 weiblichen Häftlingen. Auch an Selektionen ist sie beteiligt. Dabei ist es ihre Aufgabe, die Flucht von Gefangenen zu verhindern. Am 18. januar 1945 kehrt sie mit einem Räumungstransport für vier Wochen nach Ravensbrück zurück. Von dort kommt sie schließlich im März in Bergen-Belsen an, wo sie als Kommandoführerin am Tor das tägliche Passieren der Häftlinge kontrolliert. Als das Lager durch britische Truppen im April 1945 befreit wird, muss auch Irma Grese die dort zu tausenden am Boden liegenden Leichen begraben helfen. Sie wird in das Gefängnis nach Celle überführt. Zwischen September und November 1945 muss sie sich vor dem britischen Militärgericht in Lüneburg für ihre Verbrechen in Belsen und Auschwitz verantworten. Das am 17. November verkündete Urteil lautet "schludig". Irma Grese wird am 12. Dezember 1945 in Hameln gehängt.


Pobierz | Download

"Im Gefolge der SS" str. 338-339
"Im Gefolge der SS" str. 340-341
"Im Gefolge der SS" str. 342-343
"Im Gefolge der SS" str. 344-345
"Im Gefolge der SS" str. 346


"Grausamer als die Norm des Grauens: Die Konstruktion von Sinn im abweichenden Handeln der SS-Aufseherin Irma Grese (1923 - 1945)"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Axel Huber


---1. Einleitung---

„Schnell“ lautete das letzte Wort von Irma Grese. Sie sagte es am 13. Dezember 1945 um 10.03 Uhr in Anwesenheit ihres Henkers Albert Pierrepoint, der ihr in diesem Moment den Strick um den Hals legte. Sekunden später öffnete sich die Klappe und der Körper der 22- Jährigen baumelte leblos am Galgen. 20 Minuten später nahmen der britischer Berufshenker und seine Helfer den Leichnam ab und legten ihn in einen der vorbereiteten Särge. An diesem Tag starben weitere zwölf verurteilte NS-Verbrecher. Ort dieses Schauspiels des Todes war das Zuchthaus von Hameln. Der Stadt, die bis in die Gegenwart hinein bekannt ist als Opfer eines Rattenfängers, der die Kinder der Bürger mit seinem lieblichen Musikspiel für immer entführte, als er für seine Dienste nicht bezahlt worden war. Stellte Irma Grese letztlich auch das Opfer eines Rattenfängers in Form das nach Ende des Zweiten Weltkriegs oft dämonisierten Adolf Hitlers dar? Die junge Frau war noch nicht einmal 20, als sie kurz nach ihrer Ausbildung zur SS-Aufseherin nach Auschwitz versetzt wurde. Mit 20 Jahren gaben ihr die Umstände Verfügungsgewalt über bis zu 30000 Frauen im Frauenlager von Auschwitz. Überlebende berichteten in der Gerichtsverhandlung 1945 als Zeugen und bis heute in Büchern von kaum vorstellbaren Grausamkeiten.
In einem Kommentar der Lüneburger Post vom 14. September 1945 stellte der Autor die Frage, „wieso eine hübsche Frau mit ebenmäßigen Zügen in die Gesellschaft Kramers [ihr direkter Vorgesetzter in Auschwitz-Birkenau und in Belsen, d.V.] kommt und als Hüterin eines Abgrundes auftreten konnte, dessen Enthüllung die ganze Welt entsetzte“. Faszination Gewalt? Zwang? Oder doch Verführung? Wo liegen die Ursachen? Schon 1945 verkehrten die Täter die Realität ins Gegenteil und schufen einen Mythos des Opfertums: „Der bereits von der Verteidigung in Nürnberg behauptete Befehlsnotstand als juristische und zunehmend auch populäre Rechtfertigungsfigur verbreitete die Vorstellung, daß dem Terror nach außen ein Terror nach innen entsprochen habe, ein Zwang zum Mitmachen und eine stete Bedrohung an Leib und Leben im Falle der Verweigerung.“ Im gleichen Jahr erschien das Buch Der SS-Staat von Eugen Kogon, der eine erste Typisierung der SS-Angehörigen vornahm und welche „die kollektive Wahrnehmung prägte: das der sozial deklassierten und unter Minderwertigkeitskomplexen leidenden Männer, die eigentlich mit der deutschen Gesellschaft nichts zu tun hatten“. Diese Vorstellung hat die Forschung heute umfassend revidiert, doch erstaunlicherweise liegen noch immer mehrheitlich Untersuchungen zur Gewalt durch männliche NS-Täter vor. Aufsehen erregten in den vergangenen Jahren die Arbeiten des Sozialpsychologen Harald Welzer und des Historikers Christopher Browning. Beide erklären den von Männern verübten Massenmord. Doch bildet Geschlecht automatisch eine Abgrenzung des Grausamen? Lassen sich mit den Erklärungsmustern von Welzer und Browning die Taten einer Frau ebenfalls erklären? Diese Arbeit geht an das Wirken von Irma Grese heran und untersucht, ob es für ihr abweichendes Handeln eine Sinnzuschreibung geben kann. Denn laut Welzer gilt: „Eine Sortierung nach den klassischen Stratifikationsmerkmalen Schicht, Bildung, Geschlecht, Region ergibt keine relevanten Unterschiede in bezug auf die Tötungsbereitschaft, lediglich in bezug auf den Handlungsrahmen, in dem Potentiale, Dispositionen und Bereitschaften in bestimmte Richtungen aktiv und wirksam werden.“



"The Musicians of Auschwitz"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Fania Fenelon


Page 156: Dr Mengele wore his uniform with incomparable ease and style, like a sort of Charles Boyer. A smile played over his lips. Insouciantly he laughed and joked, conscious of his charm. He was even civilized enough to fall silent when Lotte-Suzuki and I-Butterfly started our duet, and he showed even greater consideration in omitting to laugh at the unusual couple we made, she so enormous and I so minute. Abtually it didn’t seem to worry anyone, and particularly not Irma Grese, who rested her blue gaze on me and, in the way one might say of a monkey, “what’s more, it talks”, commented in surprise, “How come she’s got such a good voice being Jewish?”

***

Page 253: The time when Kramer used to come and see us once and for all past. We didn’t even know whether he was still there. Some people had seen Grese, whip in hand, as though she still hadn’t understood. The SS went about their own business in our midst; they didn’t even seem to see us, except to avoid us. Dirty, ragged, covered with vermin, we were contagious, dysentery and above all typhus were wreaking have among us. Were they awaiting orders? When they remembered they gave us something approximating soup, liquid with no solids... There are no words to describe those last five days; they were truly a high point in horror. And then Grese, co clean, smelling, so good leant over me; it was the last time. I ever heard myself called “eine kleine Sängerin” that last time. I felt myself part of the orchestra: “meine kleine Sängerin”.

***

Page 4: It was April 15. What did that matter? It was just a day like any other. But where was I exactly ? I wasn’t at Birkenau anymore. There there were forty-seven of us, the „orchestra girls”. Here in this windowless (sherd ?), there were a thousand of us – burgeoning corpes. What a stench. Now I remembered : Bergen-Belsen. We had arrived here on November 3, 1944.
My head was in such chaos that I was no longer sure whether it was day or night. I gave up, it was too painful... I foundered.
Abofve me, over my face, I felt a breath of air, a vague smell, a delicious scent. A voice cut though the layers of fog, stulled the buzzing in my ears „Meine kleine Sängerin”. „Little singer” that was what the SS called me.
„Stirb nicht”.
That was an order, and a hard one to obey. Anyhow , I was past caring. I opened my eyes a fraction and saw Aufseherin Irma Grese, the SS warden known as „Engel”, the Angel, because of her looks. The glorious fair plaits which surrounded her head like a hale, her blue eyes and dazzling complexion were floating in a fog. She shook me.
„Stirb micht! Deine englischen Freunde sind da!”
Could it possibly be ? The Valkyrie had an amused glint in her eye as though the whole thing were a mild joke. I closed my eyes again : she was a wearying creature. „What did she say ? asked Anny and Big Irene.
I repeated the German sentence. Irriteted , they insisted :”Tell us in French, translate it”.
"I forget..."
„But you just said it in German.”
More exhausting people : I ritered from the fray, defeated. „Come on. They were pleading. Don’t die”.
That triggered it off ; I repeated automatically : „Don’t die”.Your friends the English are here.”
They were disacocited.
“Is that all?” muttered Little Irene.
Florette joined in “The usual rubbish ! We’ve had that with the Russians, the English, and the Yanks. They fed that dozens of times in Auschwitz”.

---
tekst przesłał: Stan


"Inherit the Truth"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Anita Lasker-Wallfisch




"Isabella: From Auschwitz to Freedom"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Isabella Leitner


IRMA GRESE and CHICHA



"Überlebt als Kind in deutschen Konzentrationslagern"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Agnes Sassoon


Als Elfjährige wird Agnes Sassoon im November 1944 direkt aus der jüdischen Schule in Budapest heraus nach Dachau deportiert. Ob ihre Eltern und ihr Bruder noch leben, weiß sie nicht. Die Befreiung durch die Alliierten erlebt sie in Bergen-Belsen, oben auf einem Berg von Leichen, ein kleines Skelett nur noch, das darauf wartet, verbrannt zu werden. Eindringlich beschreibt sie den Alltag in den Konzentrationslagern und ihr typisches Emigrantenschicksal nach Kriegsende. Es ist der Bericht einer Frau, die wie durch ein Wunder überlebt - und der selbst die grausamsten Erlebnisse ihren Lebenswillen und den Willen der Verständigung und Liebe nicht brechen konnten.

"Usiadłam przy ognisku i pilnowałam piekących się w ogniu ziemniaków. Zaobserwowałam wiele par oczu wpatrujących się we mnie, pełnych nadziei i oczekiwania. Następnie obróciłam się i zobaczyłam nadzorczynię o niezwykłej urodzie, która zbliżała się w moim kierunku. Była to wysoka niebieskooka blondynka o atrakcyjnej aparycji oraz wyjątkowo ładnych równych zębach i jak mi zaraz wpadło w oczy – posiadała ładne oficerki, które z pewnością musiały być drogie. Później dopiero dowiedziałam się, że była to sławna Irma Grese. Nie poznałam jej wtedy, przypominała większość nadzorczyń i mogła się nazywać jakkolwiek. Uśmiechając się podeszła do mnie i zapytała łagodnie: „Fajnie to tak ogrzewać ręce przy ognisku, prawda?” Następnie zmienił się diametralnie jej wyraz twarzy. Popchnęła mnie w kierunku ognia i kazała mi wziąć ziemniaka gołą ręką, który ciągle znajdował się w ognisku. Zaraz po tym nadepnęła swoimi ciężkimi butami na moje ręce tak, że będące ciągle twarde ziemniaki rozpadły się w moich rękach. Ból był nie do zniesienia, kości w moich dłoniach zostały złamane i jeszcze przez wiele lat miałam blizny po poparzeniach."


"Five Chimneys. The Story of Auschwitz"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Olga Lengyel


Fragment 1
Anioł Śmierci vs. Wielki Selektor Str. 89-94

Miałam dziś zginąć, i nie dlatego, że byłam wybrana w czasie selekcji, ale dlatego że byłam blisko śmierci. Gdy myślę o tym albo gdy wyobrażam sobie siebie martwą to właśnie wtedy wracam do świata żywych. Gdyby tylko Irma Grese miała mniej odwagi, powinnam była dziś zginąć […]
Selekcje przeprowadzały Hasse i Irma Grese i czyniły to w poniedziałki, środy i soboty w trakcie apelu wieczornego, kiedy to wyczytywały swe ofiary. Więźniarki widząc te dwie kobiety stojące w bramie obozu przeczuwały co się zaraz wydarzy, zaraz wybuchała panika. Piękna Irma Grese przechodziła wśród w wielkiej ciszy więźniarek dostojnym krokiem, kołysząc biodrami a jej oczy skierowane były na czterdzieści tysięcy wynędzniałych kobiet stojących w bezruchu. Upajała się śmiertelnym strachem jaki wywoływała sama jej obecność. Była to dwudziestojednoletnia dziewczyna, która nie znała litości. Pewnym ruchem ręki wybierała swe ofiary nie tylko te chore i słabe ale te również zdrowe. Te, które pomimo głodu i tortur ciągle zachowały cień urody, były brane jako pierwsze. To były główne cele Irmy Grese.
W trakcie selekcji anioł z Belsen o blond włosach jak ją później okrzyknęła prasa używał do woli pejcza. Biła nim wszędzie a my wytrzymywałyśmy to na ile się tylko dało. Nasze krzyki z bólu jak i ślady krwi powodowały, że na jej twarzy pojawiał się uśmiech. A jakie piękne miała zęby…

Pewnego dnia w czerwcu 1944 roku, 315 wyselekcjonowanych kobiet zostało zaprowadzonych do łaźni. Jedna z nich została skopana i uderzona pejczem, po czym Irma Grese nakazała strażnikowi by zamknął drzwi od łaźni. Tak po prostu. Zanim miały być przetransportowane do komory gazowej, kobiety te miały pojawić się przed dr Kleinem. Ale ten kazał czekać na siebie aż trzy dni. W tym czasie kobiety te leżały jedna na drugiej na podłodze bez wody ani pożywienia i nie wolno im było skorzystać z obozowej latryny. To też byli ludzie, ale kogo to obchodziło?
Współwięźniarki wiedziały, że towarzyszyłam Dr. Kleinowi w czasie jego obchodów. Błagały mnie by poprosić go o wypuszczenie tych biednych kobiet z łaźni, bo były to często ich siostry, matki lub przyjaciółki. Gdy Dr Klein przyjechał, czułam, że serce mi zamiera w gardle. Musiałam uwolnić od śmierci kilka stworzeń, obojętnie ile to będzie mnie kosztowało. „Herr Oberarzt” – zwróciłam się do Dr. Kleina gdy rozpoczęliśmy obchód. „Zaszła pewna pomyłka w czasie selekcji. W łaźni zamkniętych jest kilka kobiet, które wcale nie są chore. Może nie trzeba ich brać do szpitala”. Powiedziałam to w taki sposób, jakbym nie miała pojęcia o istnieniu komór gazowych. „Ale nie masz nawet lekarstw a poza tym nadzorczynie wyselekcjonowały je same. Nie poradzę nic na to” odpowiedział Klein.

W tym to czasie nie było samodzielnego rewiru w Birkenau i nie mogę nawet powiedzieć że w jakikolwiek sposób mogliśmy zadbać o chorych. Mieliśmy lekarzy w każdym baraku ale on nie mieli lekarstw! Postanowiłam spróbować przekonać Dr. Kleina: „Te biedne kobiety nie mają już nikogo, nie mają domu ani rodziny, ale ciągle mają matki siostry albo dzieci w obozie. Błagam pana, proszę ich nie rozdzielać. Proszę pomyśleć o własnej matce czy siostrze.” Dr Klein nie odpowiedział. Poszliśmy do tej łaźni. I stanęliśmy tam. Na żądanie Kleina otworzono drzwi. Weszliśmy do środka. Do łaźni, w której od trzech dni trzymano pod kluczem 315 kobiet. Wiele z nich zmarło. Inne, niezdolne do stania leżały na podłodze. Jeszcze inne nie były w stanie wstać oślepione wdzierającym się do łaźni światłem, którego więźniarki nie widziały od trzech dni. Zaczęły się skarżyć, że nie miały nic do jedzenia od trzech dni i że nie chcą iść do szpitala. Dr Klein, który był zazwyczaj spokojny i był jedynym Niemcem w Auschwitz, który nie tracił panowania nad sytuacją, tym razem kompletnie stracił głowę. Jego twarz stała się purpurowa i w sekundzie wykrzyczał: „Co się tutaj dzieje?! Nie chcecie więcej pracować? Czy oni chcą wysłać wszystkich do szpitala? Ja im dam! Zobaczycie! Wynocha!!! Nie jesteście niczym innym jak kupą gnoju!”
Zadrżałam przed czekającą zemstą. Później, gdy widziałam go jak kierował ludzi ku wyjściu i zrozumiałam. „Niech pan popatrzy doktorze, tam jest jeszcze jedna osoba, która nie powinna tutaj być” i wskazałam na zdolną matematyczkę. Wynocha!, ryknął Dr Klein. Nie chcę cię tutaj więcej widzieć!
Później pojawiły się ciężarówki i zabrały pozostałe kobiety w liczbie 284 do komór gazowych. Trzydzieści jeden udało się ocalić od śmierci. I to tylko dlatego, że Dr. Klein pokazał rzadki gest jak na esesmanna – humanitarność.
Następnej niedzieli zostałyśmy ukarane. Nie wiem dlaczego. Ale to nie jest pierwszy raz, kiedy spędzamy niedzielę klęcząc w błocie przed barakiem w deszczu porannym. Klęczałyśmy w nieskończoność. Czas wydawał się nie mijać, zaczął znów padać deszcz . Miałyśmy klęczeć w bezruchu z rękoma wyciągniętymi ku niebu. Kawałek szkła ze szklanki ciął moje kolano ale nie poruszyłam się ze strachu przed kolejną karą.

Wreszcie zawołano mnie. Dr Klein kazał mi się stawić. Wstałam i pobiegłam w stronę bramy obozu, gdzie mnie oczekiwał. „Nigdy nie przychodziłem do obozu w niedziele”, stwierdził Klein ale tak jak obiecałem wczoraj, przyniosłem trochę lekarstw i zrobiłem pewnego rodzaju wyjątek. Proszę zabrać te lekarstwa. Gdy wyciągnęłam ręce by zabrać karton poczułam rękę na moich plecach. Odwróciłam się. To była Irma Grese uzbrojona w pejcz.
- „Co tu robisz, Świno?” Nie słyszałaś, że nie wolno opuszczać grupy?” - wydarła się na mnie.
- „To ja po nią posłałem” - odpowiedział Dr Klein.
- „Nie miał Pan prawa tego czynić, jest niedziela i nie ma Pan tu dziś czego szukać” - odpowiedziała Grese.
- „Jak śmie mi Pani zabraniać przyjścia”?
- „A czemu nie?” - zadrwiła Grese. - „Mam do tego prawo i proszę nie zapominać doktorze, że to ja tu wydaję rozkazy!”
- „Może i tak, ale nie mi” - odparł Klein. - „Jako naczelny lekarz obozowy mam prawo tu przyjść kiedy uznam to tylko za zasadne.”
Piękna Irma Grese zacisnęła usta ale ciagle nie dawała za wygraną. Zwróciła się ku mnie i wykrzyczała: „Do szeregu ścierwo!”
- „Powoli, nie tak szybko”, odparł Klein spokojnie.
- „To nie pana sprawa! Nie ma pan nic do gadania! Od dłuższego czasu panoszy się pan tu jak tylko chce. Uwolnił Pan kilka więźniarek, które były zamknięte w łaźni, przychodzi Pan do obozu w niedzielę by rzekomo przynieść lekarstwa a teraz wtrąca się Pan i omija moje rozkazy! Odpowie Pan za to!
- „Biorę za wszystko odpowiedzialność. Jestem lekarzem SS w stopniu majora!”
- „Ostrzegam Pana. Zaczyna Pan grać w bardzo niebezpieczną grę.”
- „To moja sprawa. Proszę się o mnie nie martwić. Idziemy!” - powiedział do mnie. Kiwnął na mnie w taki sposób, jakby Irma Grese w ogóle nie istniała.

Poszliśmy wzdłuż głównej ulicy obozowej, pomiędzy dwoma rzędami baraków a anioł o blond włosach stał ciągle jak wmurowana w ziemię i kipiała rządzą zemsty. Każdy w obozie wiedział jaka potrafi być Irma Grese, gdy pała rządzą odwetu. Moja sytuacja stała się bardzo skomplikowana. Starałam się ukryć, ale nie dało się, bo gdzie miałam się schować w Auschwitz? Dwie godziny później Dr Klein zostawił mnie a ja sama stałam na długim dywanie zrobionym z wilczej skóry, który rozpostarty był w biurze Grese. Wiedziałam, że ma coś do mnie. Ktoś musi zapłacić za jej poniżenie. I to ja miałam nią być. Dobrze byłoby, gdyby zabiła mnie bez bestialskiego torturowania, pomyślałam. Wiedziałam do czego jest zdolna.
- „Kim jesteś i od kiedy to jesteś znajomą Dr. Kleina? W jakim języku rozmawiacie?” - Irma Grese wypytywała mnie jednym ciągiem podczas gdy jej powieka drgała podkreślając jej wściekłość.
- „Oberarzt pochodzi z tego samego regionu co ja, z Transylwanii i rozmawiam z nim w moim ojczystym języku. Poznałam go dopiero tu w obozie i jestem studentką medycyny” - odpowiedziałam.
- „No, no! A twoje nazwisko?!” - zapytała Irma Grese.
To było nadzwyczajne pytanie, bo nikt nie pytał nigdy w obozie o nazwiska, kobiety nie miały nazwisk, tylko numery. Tymczasem diabeł o blond włosach podniósł się ze swego fotela i rzekł:
- „Od tej chwili masz zakaz chodzenia z lekarzem na obchód. Jeśli cię woła, masz nie słuchać a jeśli pośle po ciebie, masz się nie zgłaszać. Rozumiesz?! A teraz powiedz mi, dlaczego nie posłuchałaś mnie? Dlaczego nie wróciłaś tak szybko jak to możliwe gdy wyczytałam cię?”
- „Jestem członkiem opieki medycznej. Uważałam, że podlegam Dr. Kleinowi.”
- „O! To sobie myślałaś. Jestem tu jedyną której podlegasz, mnie jedynej!”
Z wykalkulowaną pewnością zabrała rewolwer ze stołu i skierowała go przeciwko mnie. Jakże się różniłyśmy. Ja: mała, ubrana w szmaty, brudna, przesiąknięta deszczem i ona: z perfekcyjną fryzurą, urzekająco piękna z artystycznie niemal wykonanym makijażem. Jej perfekcyjność podkreślana była jeszcze przez uniform, świetnie dopasowany do figury.
- „Ty świnio” - syknęła przez zęby. Skuliłam się od zimnej lufy jej rewolweru, który przyłożyła mi do lewej łopatki. Poczułam jej gorący oddech. - „Boisz się, prawda?”
Przyłożyła rewolwer do mojej głowy raz i drugi i trzeci, po czym uderzyła mnie z pięści i jeszcze raz i jeszcze raz. Poczułam krew i zatoczyłam się, po czym upadłam na dywan. Gdy otworzyłam oczy, leżałam na błocie a deszcz wciąż padał. Dzwon obozowy oznajmiał następną selekcję. Pobita, pokryta krwią zebrałam się i pobiegłam w stronę baraku by nie spóźnić się na apel. Gdy wróciłam, zobaczyłam Irmę Grese ze swoim pejczem, którym wskazywała następne ofiary do komór gazowych. Dlaczego wtedy nie wybrała mnie? Albo dlaczego mnie wtedy nie zastrzeliła lub nie zabiła w sobie tylko typowy diabelski sposób? Nie mam pojęcia.

Fragment 2

Przełożeni w obozie byli znani ze swoich dewiacji. Grese była biseksualna. Jedna z moich przyjaciółek, która była jej służącą powiedziała mi kiedyś, że Irma Grese ma regularne kontakty homoseksualne z więźniarkami i że osoby te wysyła następnie do krematorium. Jedną z jej ulubionych kobiet była blokowa, która przez długi czas służyła Irmie do czasu aż komendant miał już jej dosyć.

Bałam się Irmy Grese. Raz nawet chciałam przekupić margaryną Madam Grete, bo bałam się jej pokazać. Madam Grete nazywaliśmy krawcową Irmy Grese, która przed wojną miała własną pracownię krawiecką w Wiedniu albo Budapeszcie.
Madam Grete była na mnie wściekła:
- Czego robisz problemy? Teraz twoja kolej, sama wiesz, że będzie lepiej jak sama tam pójdziesz.
Na moją prośbę obiecała jednak posłać po schreiberkę, by znalazła kogoś, kto pomoże mi przekazać garderobę Irmie Grese.

Rano popatrzyłam na łyżkę margaryny i czułam, że mam niesamowitą ochotę ją zjeść ale nie wyobrażałam sobie, że będę musiała stanąć przed Irmą Grese. Zdecydowałam ostatecznie, że jednak oddam tę porcję margaryny Madam Grete.
Zabrała ją ale odparła:
- Chodźmy.
Zadrżałam.
- Nie możesz tego zrobić sama?
- Nie, musisz też pójść.
- Ale moja margaryna!
- Jak wrócimy to ci ją oddam.
- Nie możesz mi jej zabrać, wiesz o tym.
Madam Grete zebrała czyste wyprasowane ubrania i włożyła je w moje ramiona, po czym wyszłyśmy. Musiałyśmy wyjść poza teren obozu i w kilka minut dotarłyśmy w okolice baraku, gdzie mieszkał anioł o blond włosach.
- Chyba przyszłyście nie w porę. Dzika bestia będzie wściekła - szepnęła służąca Irmy Grese.
- O Boże! Zbije mnie! - westchnęła krawcowa.
- Pewnie nie - powiedziałam starając się zebrać odwagę za nas obie.
- Dzień i noc jej służę a ona nie da mi nawet kawałka chleba. Nie wiesz, że to okropna sadystka?
Zdawało się słyszeć krzyki jakie dochodziły zza zamkniętych drzwi a także jęki.
- Znów kogoś bije - powiedziała służąca.
Podeszłyśmy pod jej drewniany barak najciszej jak się tylko dało. Stojąc w rogu wejścia, pomiędzy belkami mogłam obserwować tylko część pokoju. W lewej jego części ktoś krzyczał. Po odgłosie poznałyśmy, że bije kogoś brutalnie pejczem. Grese krążyła po pokoju krzycząc nieustannie. Jedyne co udało mi się obserwować to okolice łóżka znajdujące się naprzeciwko okienka w drzwiach. W pewnym momencie sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna. Grese poruszyła się w kierunku sofy ciągnąc za włosy nagą kobietę. Gdy doszła z nią w okolice dywanu usiadła nie puszczając ani na chwilę kobiety zawinęła na pięść jej włosy i skierowała w jej stronę pejcz. Ofiara przybliżała się aż była zmuszona uklęknąć po czym Grese rozpoczęła tortury.

Chodź tu! - Irma zawołała w stronę rogu pokoju, który był po mojej stronie. A potem za chwilę znów: - Chodź tu! Idziesz wreszcie? - podniosła pejcz w górę i uderzyła z wściekłością kobietę w stopę.
Wtedy ukazała się postać, przystojny Gruzin, którego znałyśmy. Był to mężczyzna o niesłychanej urodzie. Gruzini słyną z urody a ten Gruzin był po prostu doskonały. Wzrostem sięgał prawie do sufitu baraku i nie patrząc na wygłodzenie jak i straszne warunki traktowania miał potężną klatkę piersiową jak atleta. Jego wychudła twarz nadal była piękna. Historia przystojnego Gruzina przekazywana była w obozie. Został skierowany do obozu kobiecego do reperatury dróg i tam spotkał Polkę, podobną do Madonny drobną dziewczynę, która to teraz klęczała nago mając nad sobą pejcz i Irmę Grese.

Scena ta nie potrzebuje żadnego tłumaczenia. Pojęłyśmy w sekundę o co chodzi. Irma zauważyła także, że Gruzin jest wyjątkowo przystojny i chciała go mieć dla siebie. Nakazała mu stawić się w jej pokoju, ale ten pełen szacunku do siebie mężczyzna znając reputację Irmy Grese nie dał się skusić obietnicami i jej odmówił. Irma starała się go złamać i zmusiła do patrzenia jak się obchodzi z dziewczyną, którą kochał. Wiem, że ta historia brzmi nieprawdopodobnie dla czytelników amerykańskich gazet, ale mogę zapewnić, że jest w całości prawdziwa. Inni więźniowie, którzy mieli do czynienia z Irmą Grese mogą ją potwierdzić.

Całe szczęście nie musiałyśmy oglądać już tego jak się ta cała historią skończyła. Nadzorczyni zbliżyła się do nas i musiałyśmy się pospieszyć. Czekałyśmy w obecności nadzorczyni, aż nas Grese zawoła.
Drzwi się otworzyły, po czym najpierw wyszedł mężczyzna. Nigdy nie zapomnę widoku jego oczu, dosłownie płonęły nienawiścią. Następnie wyszła dziewczyna, która była w okropnym stanie. Na twarzy miała ślady uderzeń jak i otwarte rany na piersiach.

Irma nakazała nam wejść. Nerwowo rozpinała bluzkę i była cała czerwona z wysiłku. W pewnym momencie zaczęła się histerycznie śmiać.
- W porządku, dajcie te rzeczy do przymierzenia. - nakazała.
Madam zaczęła podawać jej ubrania. Stałam w pobliskim pomieszczeniu i trzymałam wszystkie rzeczy i czekałam w stresie aż Grese mnie zobaczy. Przymierzanie ubrań okazało się serią zdarzeń. Zobaczyłam „Piękną Bestię” kompletnie nagą. Ubrana była tylko w bieliznę lecz gdy miała przymierzyć nową bieliznę, ukazała nam się nagle kompletnie naga bez okazania jakiegokolwiek zażenowania. Nie byłyśmy wtedy dla niej ludźmi, nie miała potrzeby czuć zażenowania. Podkoszulka okazała się być bardzo dopasowana do jej figury ale na piersiach za bardzo się opinała. Irma jednym ruchem ręki zsunęła ją z siebie i rzuciła prosto w twarz Madam.
- Zrób to na jutro rano - dodała.
Krawcowa zadrżała ze strachu.
- Nie będzie to gotowe na rano, ponieważ nie mam światła.
Wściekły nagi demon ruszył nagle w stronę krawcowej i uderzył ją. Wstrzymałam oddech i pomyślałam, jak to możliwe że to zwierzę ma takie piękne ludzkie ciało. Parę minut później Irma kontynuowała przymierzanie ubrań jakby nic się w ogóle nie wydarzyło. Kiedy skończyła przeciągnęła się przy nas okazując zmęczenie, ziewnęła po czym powiedziała do nas rozzłoszczona:
- Wynosić się!

Wyszłyśmy z pomieszczenia pozostawiając tę blond piękność w samych majtkach. Jej jasna skóra kontrastowała z cieniem jaki rzucała wesz. Grese nie była wcale szczupła ale zgrabna i dobrze zbudowana. Jej piersi może były trochę za duże do jej figury, miała także grube, mocno zbudowane nogi. To był pierwszy raz, kiedy widziałam ją bez butów i cieszyłam się, że znalazłam coś, co powoduje, że nie jest już taka doskonała. Zawsze była przecież taka dumna ze swojej urody.
Nigdy więcej nie zobaczyłam Gruzina. Piękna Bestia nakazała go zastrzelić. A dziewczyna? Służąca Grese powiedziała, że Irma specjalnie zatroszczyła się o to, by została umieszczona w Puffie.




"Pamiętnik łączniczki"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Irena Perkowska-Szczypiorska

Z komandem ziołowym chodziła piękna Graese. Niemka w mundurze SS. Ta sama, którą wyrokiem sądu w Luneburgu skazano na śmierć przez powieszenie. Była okropnie podła, ale taka piękna, że z przyjemnością się na nią patrzyło. Jednocześnie dręczyło pytanie: "Skąd pod tak czarującą powierzchownością kryje się tyle okrucieństwa?"... Bo w sposób wyrafinowany katowała więźniów, a potem jak gdyby nigdy nic szczebiotała z esesmanami.
Nic nie uchodziło jej uwagi. Kiedyś, gdy stałam na apelu i ukradkiem jadłam chleb, Graese podeszła do mnie, kazała szeroko otworzyć usta i parokrotnie uderzyła w twarz. Ale trzeba przyznać, że gdy dozorowała komando ziołowe, to nam specjalnie nie dokuczała; pozwalała nawet zbierać jagody, jabłka albo udawała, że tego nie widzi. Mogłyśmy się wtedy trochę pożywić. Ona zresztą sama też się przy nas dożywiała. Kiedy kosze były częściowo wypełnione ziołami, kazała zbierać dla siebie jagody, maliny lub zrywać z drzew najpiękniejsze jabłka, które potem ukrywałyśmy na dnie koszów i przed wejściem do obozu oddawałyśmy Graese. Wędrowałyśmy z nią, nie oddalając się zbytnio od lagru, po okolicznych łąkach lub lasach.

---
Skan okładki oraz tekstu przesłał: Stan

"Byłem numerem... historie z Auschwitz"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Kazimierz Piechowski


Zgłosiłem się do Military Government i wyraziłem gotowość uczestnictwa w procesie.
Urzędnik powiada:
- Panie, każdy chciałby tam być.
Nie dałem za wygraną. Wyjawiłem mu, że byłem więźniem KL Auschwitz, a tam osobistym pucybutem Hoesslera i Kramera. To go zainteresowało. Zgodził się na moje uczestnictwo w tej rozprawie. Mam do dzisiaj przepustkę, którą mi wystawił i sformułowane przez niego pismo do komendanta odpowiedniego okręgu z prośbą o zakwaterowanie mnie tam. Chodziłem sobie na rozprawy. Nie występowałem jako świadek. Nikt mnie nie wzywał, a sam nie chciałem się angażować. Miałem już tego dosyć. Chciałem mieć trochę spokoju. Obserwowałem tylko, jak to się odbywa.
Na ławie oskarżonych zasiedli esesmani. Sąd miał charakter międzynarodowy, amerykańsko-angielsko-sowiecki. Jedną z oskarżonych była SS-Aufseherin Irma Grese. Podczas przesłuchania była bardzo pewna siebie, butna. Na pytanie oskarżyciela, czy biła więźniów w Auschwitz, odpowiedziała, że pejcz poznała dopiero w angielskim więzieniu.
Prokurator jednak zastosował wobec niej fantastyczną, aczkolwiek chytrą metodę. Wypytywał ją jakby mimochodem o curriculum vitae:
- Co pani robiła, kiedy miała siedem lat?
- Chodziłam do szkoły.
- Co pani robiła w wieku lat czternastu?
- Pracowałam w Molkerei.
- Jak długo?
- Niedługo.
- A dlaczego?
- Bo mi się nie podobało.
- A co było potem?
- Poszłam do szkoły SS w Ravensbruck. Kiedy skończyłam kurs przeniesiono mnie do Auschwitz.
- Czy będąc w Auschwitz, odwiedzała pani dom rozdzinny w czasie przepustki, czy urlopu?
- A tak, od czasu do czasu.
- A co pani miała na sobie, cywilne ubranie czy mundur?
- Początkowo przyjeżdżałam w mundurze, a potem w cywilu.
- Dobrze, a dlaczego?
Oskarżona zaczęła drgać. Na jej twarzy widoczne były oznaki zdenerwowania, śmiech zniknął.
- Czy w domu dochodziło do jakichś dyskusji z ojcem?
Zaczęła się trząść.
- Czy ojciec żyje? - brzmiało ostatnie pytanie.
Zaczęła szlochać. Pękła - jak to się mówi. Sędzia zakazał zaś stawiania dalszych pytań.
Co się okazało? Ojciec był przeciwny jej wstąpienia do SS. Zabronił jej przyjeżdżać do domu w mundurze. Dlatego przyjeżdżała w cywilu. Stale dochodziło do awantur. W końcu poszła do gestapo i doniosła na ojca. Wykończyli go.
Prokurator miał już sprawę rozwiązaną, bo jeśli ona zamordowała własnego ojca, to, co tu mówić o więźniach. Wszyscy esesmani z załogi KL Auschwitz, którzy byli sądzeni w Luneburgu, dostali karę śmierci.

---
Skan okładki oraz tekstu przesłał: Stan

"Ludzie w Auschwitz"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Hermann Langbein


Irma Grese nie miała jeszcze 10-ciu lat, gdy Hitler został kanclerzem Rzeszy niemieckiej a propaganda narodowosocjalistyczna przeniknęła także do szkoły w pewnej wsi w Meklemburgii, do której Grese uczęszczała. Jako dziecko nigdy nie uczestniczyła w bójkach, raczej ich unikała. Ojciec - konserwatywny chłop - zabronił swym córkom wstępowania do młodzieżowycch organizacji nazistowskich. Po ukończeniu - w wieku 14-tu lat - szkoły podstawowej, Irma Grese przez jeden rok pracowała na roli, po czym opuściła dom rodzinny i podjęła naukę w zawodzie pielęgniarskim. Przeniesiono ją do sanatorium dla nazistowskich prominentów w Hohenlychen, gdzie - odpowiednio indoktrynowana - wstąpiła do SS mając 18 lat. Z tego powodu doszło podczas urlopu do tak ostrych scen z ojcem, że już nigdy więcej nie pojechała do domu.
Wyszkolona w obozie koncentracyjnym Ravensbruck na nadzorczynię, została przeniesiona do Auschwitz, mając niewiele ponad 19 lat. Gisella Perl charakteryzuje ją tak: "Jedna z najładniejszych kobiet, jakie kiedykolwiek widziałam. Anielska twarz, niebieskie oczy - najbardziej żywe, najbardziej niewinne, jakie tylko można sobie wyobrazić." Perl dodaje, że Grese była najbardziej okrutną ze wszystkich znanych jej aufseherek. Także Olga Lengyel pisze, że trudno uwierzyć, by tak piękna dziewczyna mogła być okrutna. Gdy szła przez obóz z pejczem w ręce, spowijał ją obłok wykwintnych perfum.
Pewna kobieta, która wcześniej prowadziła renomowany salon w Budapeszcie, musiała jako więźniarka szyć dla Grese. Zawsze miała mnóstwo pracy. Grese załatwiała sobie najkosztowniejsze materiały. Chciała zostać aktorką i potrafiła długo pozować przed lustrem, a jednocześnie była w stanie bić kobiety pejczem celując w piersi i bez emocji przeprowadzać selekcje. W ten sposób szybko zrobiła karierę zostając rapportfuhrerin, a w końcu lagerfuhrerin osławionego obozu "c" w Birkenau, gdzie latem 1944 roku umieszczano kobiety, które miały czekać na transport do obozu pracy. Kiedyś lekarka Gisella Perl była zmuszona dokonać u Grese zabiegu uzunięcia ciąży. Ta groziła jej śmiercią, gdyby o tym rozpowiadała, obiecując jej jednak w nagrodę płaszcz, którego Perl oczywiście nigdy nie otrzymała. Grese robiła Iris Langer wyznania miłosne. Gy ta, broniąc się przed aufseherką, zwróciła jej uwagę na swoje pochodzenie, Grese wyznała, że Langer jest inną Żydówką, niż pozostałe.
Tylko od jednej kobiety usłyszałem coś dobrego na temat Grese. Ruth Kersting została raz przez nią przyłapana na rozmowie z więźniem. "Nie wiesz, że to zabronione?" - ofuknęła ją Grese. Gdy Kersting w odpowiedzi przytaknęła, Grese pozwoliła jej odejść.
Grese, przeniesiona po ewakuacji Auschwitz wraz z innymi aufseherkami do obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen, odpowiadała w pierwszym procesie, jaki wytoczono załodze obozów koncentracyjnych przed brytyjskim sądem wojskowym w Luneburgu. Dziennikarze, obserwujący ten wzbudzający sensację proces, opisywali urodę młodziutkiej Grese, która zwracała na siebie uwagę swymi blond włosami i niebieskimi oczami. Uderzające było także jej zachowanie. Jeżeli któryś ze współoskarżonych próbował się wykręcać głupimi wymówkami, zasłaniała twarz ręką, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Osobiście zeznała, że zawsze nosiła przy sobie pejcz i nawet wtedy biła, gdy komendant zabronił już używania pejcza. Na pytanie, czy innym nakazywała bić więźniów, odpowiedziała krótkim "tak". Na kolejne pytanie, czy miała prawo wydawać takie rozkazy, odpowiedziała "nie".
Z uwagi na jej bezwzględne przyznanie się, można dać wiarę innym jej oświadczeniom. Kiedyś opowiadała, że pewna nadzorczyni została ukarana osobiście na polecenie Himmlera 25 kijami oraz skierowaniem do obozu za to, że pomagała więźniom. Inne aufseherki musiały się przyglądać wykonaniu kary, a Hoess polecił by Grese wymierzyła dwa ostatnie razy. W ten, przejęty od Eickego sposób, chciał wówczas jeszcze niespełna 20-letnią nadzorczynię uczynić "twardą".

---
Skan okładki oraz tekstu przesłał: Stan



"Crime Through Time"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Stephen Richards


Fragment książki dotyczący Irmy Grese. Kliknij na miniaturkę.




"Look For The Woman"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Jay Robert Nash


Fragment książki dotyczący Irmy Grese. Kliknij na miniaturkę.


---
Skany przesłał: Martin


"Ein Soldat und ein Mädchen"
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Autor: Erich Fried


Helga, die junge und schöne KZ-Lagerwächterin, ist von einem Gericht der Besatzungsmächte zum Tode verurteilt worden. Am Tag vor der Hinrichtung äussert sie einen letzten Wunsch: die Nacht mit einem Mann zu verbringen. Ihre Wahl fällt auf den zufällig in der Zelle anwesenden Wachsoldaten, einen jüdischen Emigranten, der darauf eingeht. Der Soldat kann Helgas Hinrichtung nicht verhindern und erlebt einen psychischen Zusammenbruch, von dem er sich schreibend zu erholen versucht. Auf diese Weise entstehen Texte von beklemmender Dichte und Eindringlichkeit.

Alles war ganz anders, alles und alle. Sie waren ja gar nicht so, daß sie sich über ihre Hilflosigkeit gefreut hatten. Aber das machte sie nur noch hilfloser. Hilflos und haltlos und bodenlos war dieses neue, letzte Leben. Kein Leben mehr, und man konnte sich an nichts mehr halten. Nur das Sterben war immer noch das Sterben, und ein Henker war und blieb ein Henker, todsicher. Daran änderte sich so leicht nichts, daran konnte man sich halten.
Wieder verzog sich das Gesicht, rümpfte sich die Nase. Nicht weinen, solang ich nicht allein bin! Nicht vor allen Leuten. Alles andere lieber! "Ihr könnt mich alle..." platzte sie heraus. Mitten im Wort verlor sie die Stimme und schlug sich die Hände vors Gesicht.
Die Wärterin, die sie stützte, zuckte zusammen. Helga konnte es deutlich spüren, denn es unterbrach ihr eigenes Zucken, das mir dem Schluchzen kam und verging.
Der eine Soldat brach bei Helgas Worten in ein kurzes, abgebissenes Lachen aus. Helga ließ die Hände sinken und stampfte mit dem Fuß auf. "Ja, ich habe noch einen Wunsch." Sie schüttelte sich frei. Ihre Stimme klang gar nicht mehr sehr laut. "Ich will heute nacht mit wem schlafen. Mit diesem Ami da: mit dir!" Sie zeigte auf den Soldaten, der sofort verstummt war und sich immer noch die Hand vor den Mund hielt. Offenbar verstand er Deutsch. "Ich will heute nacht mit dir schlafen."

***

Fabuła przedstawiona w niniejszej książce została oprata na historii Irmy Grese. Młoda i bardzo atrakcyjna Helga, była nadzorczyni z obozu koncentracyjnego, zostaje skazana na śmierć za zbrodnie. Przed egzekucją ma jeszcze jedno życzenie. Chciałaby spędzić ostatnią noc w celi w towarzystwie mężczyzny...
Z artykułu Colina Smitha: "But his most controversial work was his one long, painstaking venture into prose, a novel called "A Soldier and a Maid". It is about a lover affair between a GI of German-Jewish extraction and a young concentration camp wardress and is set on the night before fer execution. The story was inspired by Irma Grese - a 21-year-old guard at Belsen hanged by the official British executioner Pierrepoint at Hamelin in December 1945." W dalszej części artykułu wypowiada się sam autor książki, Erich Fried: "I wrote it, because I hate capital punishemnt. Exactly because I suffered I don't want other people to suffer - that is why I am a Jew to the Zionists. Also there was something about her. She was not broken. She never said >sorry<. I felt pity for her. She was a former nurse who had joined when her SS boyfriend was killed."

Publikacja: 1960
Liczba stron: 240
WWW: Erich Fried Homepage

Przeczytaj artykuł "London's secret best selling-poet"; The Guardian, 16.11.1986


CZYTELNIA
--------------------------------------------------------------------------------------


---Kathrin Kompisch "Täterinnen: Frauen im Nationalsozialismus" - Irma Grese





LISTY Irmy Grese
--------------------------------------------------------------------------------------

Poniższe listy oraz wiersz "13 September 1945" pochodzą z prywatnego archiwum Petera Wiebke. Załączone zostały do opracowania Claudii Taake "Ageklagt: SS-Frauesn vor Gericht". W swojej książce "The Beautiful Beast" Daniel Patrick Brown ma wątpliwości czy te dokumenty są autentyczne. Jako powód swoich wątpliwości podaje fakt, że Irma w jednym ze swoich listów skierowanych do rodziców, w dobry sposób zwraca się do ojca, który wyrzucił ją z domu oraz do przybranej matki, której nie mogła dobrze poznać (po samobójczej śmierci Berthy Grese, Alfred Grese ożenił się ponownie w 1939 roku). Mimo to, zostały one zamieszczone w książce "The Beautiful Beast" w pisowni oryginalnej oraz przetłumaczone na język angielski. Nie można mieć jednak stuprocentowej pewności, że ich autorem jest Irma Grese.

13 September 1945 | 13 września 1945
Brief der Irma Grese vom 29.11.1945 an Helen Grese
Brief der Lieschen Grese vom 05.12.1945 an Irma Grese
Brief der Irma Grese vom 08.12.1945 an ihre Eltern
Brief der Irma Grese vom 09.12.1945 an Lieschen Grese
Brief der Irma Grese vom 11.12.1945 an ihre Geschwister
Hinterlassenschaft der am 12.12.1945 in Hameln hingerichteten Kriegsverbrechter


DOKUMENTY PROCESOWE [Bergen-Belsen Trial 17.09-17.11.1945]
--------------------------------------------------------------------------------------

Dokumenty sądowe z procesu załogi Bergen-Belsen w Lüneburgu.

Statement of Irma Grese (German, aged 21)
Trial of Josef Kramer And Forty-Four Others
HELENE Grese's deposition [16th October, 1945]
IRMA Grese's deposition [16-17th October, 1945]
Evidence accusation against Irma Grese


CZYTELNIA: Artykuły prasowe [Open on-line newspapers archive]
--------------------------------------------------------------------------------------

"Oczy całego świata skierowane są na Lüneburg..." Oryginalne artykuły prasowe z zagranicznych gazet i dzienników, relacjonujące najważniejsze wydarzenia z procesu zbrodniarzy wojennych załogi obozu Bergen-Belsen jaki toczył się w Lüneburgu od 17 września do 17 listopada 1945 roku. Oskarżeni sądzeni byli za zbrodnie popełnione zarówno w Auschwitz jak i w Belsen. Przebieg procesu obserwowało około dwustu dziennikarzy, głównie z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Oficjalna nazwa procesu zbrodniarzy z Belsen brzmiała: "Proces Josefa Kramera i 44 pozostałych", znany był też jako "Proces załogi Belsen".


---POLSKA [POLAND]------------------------------------------------------------------------------------
Artykuły prasowe z polskich gazet opublikowane m.in. dzięki uprzejmości Stana.

Wolność przychodzi do Belsen [Wolni Ludzie, nr 8, 1945]
Proces morderców z Bergen-Belsen [Wolni Ludzie, nr 10, 1945]
Proces morderców z Bergen-Belsen - Stanisława "Stenia" Starostka [Wolni Ludzie, nr 11, 1945]
Proces Bergen-Belsen - dalsze zeznania "Steni" Starostki [Wolni Ludzie, nr 12, 1945]

Znam katów z Belsen

Publikacja: Głos Ludu 30.09.1945
Autor: Zofia Posmysz

Znam – to znaczy byłam ich ofiarą, znam to znaczy odbierałam razy od Joanny Bormann i od Irmy Grese, patrzyłam na znęcania się Kramera i Henslera, znam – to znaczy widziałam całą czwórkę dzisiejszych oskarżonych z Lüneburga, czwórkę „katów z Belsen” przy ich „robocie” na terenie obozu kobiecego w Oświęcimiu. Cóż można o nich powiedzieć?

Józef Kramer – komendant obozów kobiecych w Birkenau. Wysoki, gruby Niemiec. Ubierał się po tyrolsku, rzadko kiedy kładąc mundur. Czerwona twarz o grubych rysach była obrazem bezmyślnego okrucieństwa i rozpasania najgorszych instynktów. Był uosobieniem brutalnej, zwierzęcej siły – jednym uderzeniem powalał na ziemię swą ofiarę i wtedy kopał, bił, deptał tak długo, aż się zmęczył i purpurowy odwracał się z pogardą, nie troszcząc się o to czy ofiara żyje, czy nie.
W zimne jesienne noce wpadał do obozu, wyrzucał na podwórze kilka bloków i przeprowadzał rewizje. Tymczasem więźniarki, prawie nie ubrane, gdyż „Lagerkomandant” strzelał do tych, które nie dość szybko – jego zdaniem – wychodziły na dwór, klęczały „za karę” w rozmiękłej glinie Birkenau do tej chwili, aż Kramer – mniej więcej po trzech godzinach – pozwoli im iść spać, by za półgodziny wstawać na apel.
Komendant obozu, oficer SS, człowiek, który spalił tysiące ludzi był obok tego ordynarnym złodziejem. Przy transportach do krematorium asystował stale, żerując na dobytku, pozostawionym przez nieszczęśliwych. Najpiękniejsze rzeczy, najsmaczniejsze kąski odsyłał do tzw. „Häftlingsküche”, której szefem była odznaczona krzyżem zasługi i innymi orderami nadzorczyni nazwiskiem Franz, z którą Kramer żył w bliskiej komitywie. Przechowywała ona łupy do chwili, aż po „znojnym” dniu na rampie, prowadzącej do komory gazowej, do kuchni przyjeżdżał Kramer, naładowywał swego „Opla” aż po dach i zadowolony, licząc zyski, opuszczał obóz. Wyjechał z Oświęcimia w listopadzie 1944.

Franz Hessler znany był starszym więźniom z r. 1940 jako zwyczajny strażnik obozu męskiego, bezwzględny i okrutny. Dlaczego zrobił „bajeczną karierę”, zjawiając się w 1943 w obozie kobiecym w Birkenau jako dowódca obozu w wysokiej randze „Untersturmführera” – nie wiadomo.
Na terenie obozu był inicjatorem i miłośnikiem tak zwanych odwszeń – pochodów nagich kobiet z jednego końca obozu na drugi, defilujących przed licznie zgromadzonymi SSmanami. Takie same odwszenia odbywały się w szpitalu. Wyschnięte, wyniszczone chorobą szkielety wlokły się skulone. Dla niejednej marsz ze szpitala do odwszalni był ostatnim marszem w życiu. Deszcz lub mróz, całonocne siedzenie w odwszalni robiły swoje.
Hessler był opiekunem oświęcimskiej fabryki amunicji „Union Werke”, do której dzień w dzień posyłał nowe ofiary, wyszukiwane podczas odwszeń. Wyjechał z Oświęcimia 18 stycznia 45, zarządziwszy przedtem „ewakuację” obozu, podczas której zginęło kilkaset więźniów dobijanych po drodze przez SSmanów.

Joanna Bormann przyjechała do Oświęcimia z obozu w Ravensbrück w całej gali hitlerowskich odznaczeń. Średniego wzrostu, chuda o pomarszczonej twarzy i siwych włosach nie ruszała się niemal nigdzie bez swego psa, czarnego wilka syberyjskiego, najstraszniejszego z psów Oświęcimia „Cyrusa”. Ubrana w czarną pelerynę z kapturem była bezwzględna do ostateczności: biła za byle drobiazg, pomagał jej zawsze „Cyrus”. Szczególnie prześladowała więźniarki dobrze wyglądające, podobne – jeśli tak można powiedzieć – do ludzi. Wyjechała z Oświęcimia wraz z Kramerem do obozu w Belsen.

Ostatnia z oskarżonych Irma Grese – dwudziestojednoletnia Niemka, wybitnie ładna i wybitnie zła. Początkowo była nadzorczynią w paczkarni, gdzie naturalnie bezwstydnie kradła. Więźniarki czekały godzinami na wydawanie paczek, marzły, słaniały się na nogach – z paczkarni co chwila wypadała Grese i „dla utrzymania porządku” z furią tłukła po głowach. Jak biła – trudno opisać… Jej „słabym punktem” były pończochy – za noszenie pończoch stosowała najrozmaitsze „kary”, najchętniej rozbierała ofiarę do naga, puszczając ją w ten sposób na blok.

Tak wyglądają sylwetki katów z Belsen, zasiadających dzisiaj na ławie oskarżonych w Lüneburgu. W sumie: żadna zbrodnia, żadna szykana nie była im obca.

Więźniarka Nr 7566


-----
Zofia Posmysz znana jest przede wszystkim jako autorka słynnej "Pasażerki", słuchowiska, książki oraz sztuki teatralnej pod tym samym tytułem. Mało osób wie, że jej pierwszym tekstem dziennikarskim był artykuł "Znam katów z Belsen", który został opublikowany w dzienniku "Głos Ludu" z dnia 30 września 1945 roku w związku z procesem zbrodniarzy nazistowskich z obozu Bergen-Belsen.




Głos Ludu - Pismo Polskiej Partii Robotniczej

Kaci hitlerowscy odpowiadają za swe zbrodnie [Głos Ludu, 19 września 1945]
Palono żywych więźniów [Głos Ludu, 05 października 1945]
Wyrok w sprawie katów z Belsen [Głos Ludu, 18 listopada 1945]
Stracenie upiorów z Belsen [Głos Ludu, 15 grudnia 1945]


Dziennik Polski
Morderca 26 tysięcy ludzi stanął dziś przed sądem w Lüneburgu [Dziennik Polski, 17 września 1945]
Polka identyfikuje katów z Belsen [Dziennik Polski, 23 września 1945]
Dziwne okoliczności procesu w Lüneburgu [Dziennik Polski, 11 października 1945]

Prawda
Gdy zapłacze Irma [Prawda, 4 października 1945]


Kurier Codzienny

Sąd nad krwawym oprawcą [Kurier Codzienny; nr 96, 11.10.1945]
Kat Kramer & Co [Kurier Codzienny; nr 106, 21.10.1945]
Proces w Luneburgu trwa [Kurier Codzienny; nr 121, 05.11.1945]
Sejmograf sumienia [Kurier Codzienny; nr 136, 20.11.1945]
Kat z Belsen zawisł na szubienicy [Kurier Codzienny; nr 161, 15.12.1945]


Polska Zbrojna

Kat z Belsen i Oświęcimia stanął przed sądem [Polska Zbrojna; nr 198, 18.09.1945]
Wstrząsające zenania na procesie kata z Belsen [Polska Zbrojna; nr 200, 20.09.1945]
Kat z Belsen przed sądem [Polska Zbrojna; nr 201, 21.09.1945]
Dlaczego odroczono proces z Belsen [Polska Zbrojna; nr 204, 25.09.1945]
Ludożerstwo w Belsen [Polska Zbrojna; nr 208, 29.09.1945]
Jak wyglądały badania lekarskie w Belsen [Polska Zbrojna; nr 218, 11.10.1945]
Proces w Luneburgu zakończony po 50 dniach rozprawy [Polska Zbrojna; nr 249, 17.11.1945]
Kramera i 10 oprawców skazano na śmierć [Polska Zbrojna; nr 250, 18.11.1945]


Rzeczpospolita

Proces Kramera w Lüneburgu [Rzeczpospolita; nr 276, 11.10.1945]
Dziwne argumenty mjr. Winwooda [Rzeczpospolita; nr 291, 26.10.1945]
Sens procesu [Rzeczpospolita; nr 303, 06.11.1945]
Zakończenie procesu w Lueneburgu [Rzeczpospolita; nr 313, 17.11.1945]
10 wyroków śmierci na morderców z Belsen i Oświęcimia [Rzeczpospolita; nr 314, 18.11.1945]
Zbrodniarze z Belsen po prośbie o ułaskawienie [Rzeczpospolita; nr 330, 04.12.1945]
Kat czeka... prośba o ułaskawienie zbrodniarzy z Belsen odrzucona [Rzeczpospolita; nr 335, 09.12.1945]


Przekrój

Proces przeciwko katowi z Belsen [Przekrój; nr 28, 17.10.1945]
Czerwony trójkąt [Przekrój; nr 29, 18.10.1945]
Proces w Lüneburgu [Przekrój; nr 30, 19.10.1945]


Focus - 21. wiek

Szatan w spódnicy cz. 1 [21. wiek; luty 2009, str. 54]
Szatan w spódnicy cz. 2 [21. wiek; luty 2009, str. 55]


Focus Historia

Bicze Hitlera cz. 1 [Focus Historia, nr10/2009]
Bicze Hitlera cz. 2 [Focus Historia, nr10/2009]


---NIEMCY [GERMANY]-----------------------------------------------------------------------------


Lüneburger POST

Herausfordernde Irma Grese als Zeugin [Lüneburger Post, 26 October, 1945]



---AUSTRIA [AUSTRIA]-----------------------------------------------------------------------------


Arbeiter-Zeitung

Der erste Kriegsverbrecherprozess in Deutschland [Arbeiter-Zeitung, 18.09.1945]
Die Bestien von Belsen [Arbeiter-Zeitung, 19.09.1945]
Dritter Verhandlungstag gegen Kramer [Arbeiter-Zeitung, 20.09.1945]
Zum Skelett abgemagerte Menschen [Arbeiter-Zeitung, 21.09.1945]
Die Untaten von Belsen im Film [Arbeiter-Zeitung, 22.09.1945]
Das Grauen von Belsen [Arbeiter-Zeitung, 23.09.1945]
Die Teufelei der Gaskammern [Arbeiter-Zeitung, 25.09.1945]
Scheusslichkeiten aus dem KZ.-Prozess [Arbeiter-Zeitung, 27.09.1945]
Trinkwasser aus Pfutzen... [Arbeiter-Zeitung, 28.09.1945]
Ein Volkerrechtslehrer wird befragt [Arbeiter-Zeitung, 29.09.1945]
Scheusslichkeiten ohne Ende [Arbeiter-Zeitung, 03.10.1945]
Kramer leugnet [Arbeiter-Zeitung, 04.10.1945]
Die Sadisten von Belsen [Arbeiter-Zeitung, 06.10.1945]
Himmler ist schuld... [Arbeiter-Zeitung, 07.10.1945]
"Es war nicht schon, Nazi zu sein" [Arbeiter-Zeitung, 09.10.1945]
Irma Greese hat einmal Prugel bekommen [Arbeiter-Zeitung, 14.10.1945]
Das Urteil gegen die Unmenschen von Belsen [Arbeiter-Zeitung, 18.11.1945]
Die Belsener Verbrecher am Galgen [Arbeiter-Zeitung, 15.12.1945]



---WIELKA BRYTANIA [UK]-----------------------------------------------------------------------------


Daily Express

The Shackled Monster Of Belsen [Daily Express, April 21, 1945]
Woman Of Belsen [Daily Express, April 23, 1945]
Kramer To See Film In Court [Daily Express, September 17, 1945]
The Beast Grins In Court [Daily Express, September 18, 1945]
The Belsen Gang Stop Smiling [Daily Express, September 19, 1945]
Briton Ate Grass In Belsen Camp [Daily Express, September 21, 1945]
The Beast Goes Back To Belsen [Daily Express, September 22, 1945]
Irma Greese Faces Angry Jewess [Daily Express, September 25, 1945]
Nazis Used Woman For Experiments [Daily Express, September 26, 1945]
Secret SS Witness [Daily Express, September 27, 1945]
Belsen Woman Guard Shrieks In Dock [Daily Express, September 28, 1945]
There Was No Gas Chamber [Daily Express, October 3, 1945]
Irma Greese Makes Three Confessions [Daily Express, October 6, 1945]
Why Irma Laughed [Daily Express, October 11, 1945]
The Grief Of Irma Greese [Daily Express, October 17, 1945]
Belsen Lawyers Are Angry [Daily Express, October 18, 1945]
Irma Grese Doodles [Daily Express, October 31, 1945]
How did Irma Grese - get like this? [Daily Express, November 16, 1945]
Belsen Lawyer Killed By Train [Daily Express, September 5, 1962]


The Daily Mirror

Belsen Blonde [The Daily Mirror, July 31, 1945]
Irma Grese Breaks Down At Last [The Daily Mirror, September 28, 1945]
Irma Weeps, Is She Victim Of Jealous Woman? [The Daily Mirror, October 17, 1945]
Monty Will Decide Fate Of Guilty Belsen Thugs [The Daily Mirror, November 17, 1945]
Kramer, Grese Will Appeal [The Daily Mirror, November 19, 1945]
Fate Of Irma Is Up To War Minister Now [The Daily Mirror, December 10, 1945]


The London Times

Case Opened Against Belsen Guards [The London Times - 18th September 1945]
Belsen Trial: Further Evidence by Woman Doctor [The London Times - 24th September 1945]
Belsen Trial: Witness From Gas Chamber [The London Times - 25th September 1945]
Attempt to escape gaz chamber [The London Times - 27th September 1945]
Englishmen At Belsen [The London Times - 5th October 1945]
King's Evidence at Luneburg: Irma Grese's story [The London Times - 6th October 1945]
Kramer's Use Of Gas Chamber [The London Times - 10th October 1945]
Irma Grese in the box [The London Times - 17th October 1945]
Irma Grese's whip [The London Times - 18th October 1945]
Belsen Sentences: 11 Accused Condemned To Death [The London Times - 19th November 1945]
Belsen gang hanged [The London Times - 14th December 1945]
Protest At Reburial Of War Criminals [The London Times - 6th March 1954]
Reburial Of War Criminals [The London Times - 16th March 1954]
25 years ago: Belsen sentences [The London Times - 18th November 1970]


The Scotsman - Scotland's national newspaper

Kramer and S.S. guards hissed by Germans [The Scotsman - 20th September 1945]
Horror Film Shown In Court [The Scotsman - 21th September 1945]
Kramer cross-examined [The Scotsman - September 1945]
Prisoners identified at Belsen [The Scotsman - 25th September 1945]
Prisoners beaten on faces [The Scotsman - 27th September 1945]
Luneburg Trial [The Scotsman - 28th September 1945]
Adminissions by "Beastess of Belsen" [The Scotsman - 6th October 1945]
Eighth Week of Belsen Trial - Public Galleries Empty [The Scotsman - October 1945]
Belsen woman accused [The Scotsman - 13th October 1945]
Belsen Trial Verdicts: Kramer and 29 Others Guilty [The Scotsman - 17th November 1945]


---STANY ZJEDNOCZONE [USA]------------------------------------------------------------------------


Chicago Daily Tribune

4,00,000 Dead Laid To Nazis In 1st Crime Trial [Chicago Tribune, 18.09.1945]
Belsen Horror Described At Forst War Trial [Chicago Tribune, 19.09.1945]
Men and Woman Nazis on Trial for Prison Crimes in Germany [Chicago Tribune, 25.09.1945]
Nazi Belle On Stand; Admits Beating Woman [Chicago Tribune, 17.10.1945]
Belsen Blonde Lashes Back At Prosecutor [Chicago Tribune, 18.10.1945]
Belsen Trial Month Behind Planned Pace [Chicago Tribune, 04.11.1945]
Belsen Court Convicts 30 of Atrocities [Chicago Tribune, 17.11.1945]
Montgomery Orders Belsen Gang Hanged [Chicago Tribune, 09.12.1945]
Belsen Guards Hanged in Hamelin [Chicago Tribune, 15.12.1945]


Life Magazine

Mass Murderess of Belsen [Life Magazine Vol. 19 No. 15, October 8, 1945]


Los Angeles Times

Briton Relased Belsen Horrors [Los Angeles Times, September 19, 1945]
Confesses - Irma Grese Nazi SS Woman [Photo] [Los Angeles Times, October 6, 1945]
Woman Admits Belsen Crimes [Los Angeles Times, October 6, 1945]
'Belsen Beast's' Wife Says He Is Kind Man [Los Angeles Times, October 11, 1945]
Belsen Internee Taken for Guard [Los Angeles Times, October 12, 1945]
U.S. Prison Whipping Cited in Belsen Defense [Los Angeles Times, October 17, 1945]


Newsweek

Torture by No. 9 [Newsweek No. 14, October 1, 1945]
Irma and the Whip [Newsweek No. 16, October 15, 1945]
Death for the Sadists [Newsweek No. 22, November 26, 1945]
A Job at the Gallows [Newsweek No. 27, December, 1945]


Time Magazine

Foreign News: Belsen [Time, April 30, 1945] Part I | Part II | Part III
Inferno on Trial [Time, nr 15, October 8, 1945]
Anyone Is Guilty [Time, nr 16, October 15, 1945]
Judgment at Luneburg [Time, nr 22, November 26, 1945]
In Hameln Town [Time, December 24, 1945]
Decent Burial [Time, March 15, 1954]


The New York Times

SS killed 4,000,000 at Oswiecim [The New York Times - 18th September 1945]
Belsen tortures by woman listed [The New York Times - 27th September 1945]
Belsen girl guard blames all of SS [The New York Times - 6th October 1945]
30 Germans guilty of camp murders [The New York Times - 17th November 1945]
Kramer and Irma Grese Will Die [The New York Times - 18th November 1945]
Verdict on Belsen [The New York Times - 19th November 1945]
Kramer and 10 Others Hanged [The New York Times - 15th December 1945]


The Washington Post

Kramer Trial To Get Story Of Massacre [The Washington Post, September 18, 1945]
New Horrors Pictured at Belsen Trial [The Washington Post, September 20, 1945]
Victim Links Belsen Beast To Atrocities [The Washington Post, September 23, 1945]
Belsen Court Told Women Stripped [The Washington Post, September 25, 1945]
Insemination Deaths Go In Belsen Record [The Washington Post, September 26, 1945]
Defendant's Screams Halt Belsen Trial [The Washington Post, September 28, 1945]
Woman Guard Accuses All SS in Killing [The Washington Post, October 6, 1945]
'Belsen Beast' And 29 Aides Found Guilty [The Washington Post, November 17, 1945]
Blonde, Pistol-Toting Grese Sobs Violently [The Washington Post, November 18, 1945]
'Beast Of Belsen', Girl Sadist Die on Gallows [The Washington Post, December 15, 1945]


---KANADA [CANADA]----------------------------------------------------------------------------


Toronto Daily Star

Schould Schoot Us On Sight Belsen Killer Told Boss [September 18, 1945]
Atrocity Photos Just an Album To Divert Kramer During Trial [September 19, 1945]
Make Kramer Watch Movie Of His Crimes At Belsen Camp [September 20, 1945]
Only 500 Lived Of 5.000 Auschwitz Captive Testifies [September 21, 1945]
Kramer Himself Ran After Jews Flying Chamber [September 22, 1945]
Rained Poison On Jews In Yule Death Orgy [September 24, 1945]
Women War Criminals On Trial With Other Nazis [September 25, 1945]
Switch Places, Can't Fool, Girl Naming Belsen Killers [September 26, 1945]
Woman Guard At Belsen Led Screaming From Court [September 27, 1945]
'Beast Of Belsen' Denies All Charges [October 02, 1945]
45 Belsen Accused Beginning To Squirm [October 03, 1945]
Mass Murder, I'm Guilty Belsen Head Girl Admits [October 05, 1945]
'Am I Doing Right Thing?' Beast Of Belsen Wondered [October 06, 1945]
Tried To Help Prisoners Plea Of 'Belsen Beast' [October 09, 1945]
Laugh As Kramer's Wife Tells Of Belsen Remorse [October 10, 1945]
Blonde Irma, Dressed Up On Belsen Trial Stand [October 16, 1945]
Irma Of Belsen Blubbers As Her Sister Testifies [October 16, 1945]



The Winnipeg Tribune - Canada Newspaper Archive

Kramer's Gang Confronted with Film Evidence [20th September 1945]
Kramer Nabbed Death Victims [22th September 1945]
"This is My Work" Female Guard Sets Dog [25th September 1945]
Beaten for Talking to Daughter [26th September 1945]
Pole Tells How Brother Was Beaten to Death [27th September 1945]
Prisoners' Fate Worried Kramer [11th October 1945]
Irma Admits Lashing Prisoners [17th October 1945]
British View: Criticism of Belsen Trials [19th October 1945]
Beast of Belsen; 29 Others Guilty [17th November 1945]
Appeals Refused Belsen Criminals [10th December 1945]
Executed [14th December 1945]



WYWIADY i RELACJE [Interviews archive]
--------------------------------------------------------------------------------------

Wywiady i relacje przeprowadzone z byłymi więźniami dotyczące Irmy Grese.

Interview: Erene Rossenwasser [KL Auschwitz, nr 1042] download: text
Interview: Fela Nichthauser download: text
Interview: Agnes Sassoon "I Can Still Remember the Piles of Corpses" download: text




Fotografie archiwalne Irmy Ilsy Idy Grese.

Źródła pochodzenia zdjęć:

Serwisy internetowe:
Bergen-Belsen Website | www.bergenbelsen.co.uk
Imperial War Museum | www.iwm.org.uk
Yad Vashem | www.yadvashem.org

Wydawnictwa:
"The Beautiful Beast", Daniel Patrick Brown; Golden West Historical Publications, 2004
"The Third Reich Day by Day", Christopher Ailsby; 2001

Oraz:
Zbiory prywatne Petera Wiebke
Gazety i czasopisma polskie/zagraniczne z 1945 roku.

Kliknij na miniaturkę, pełne zdjęcie pojawi się w nowym oknie.

Irma Ilse Ida Grese [1923-1945]
Zdjęcia portretowe
------------------------------------------------------------------------------------------------


Więzienie w Celle /maj-sierpień 1945/
------------------------------------------------------------------------------------------------


Proces załogi Bergen-Belsen, Lüneburg 17.09.-17.11.1945
------------------------------------------------------------------------------------------------



"The Beasts of Belsen on Trial" - brytyjska kronika filmowa
Zdjęcia przesłał: Stan
------------------------------------------------------------------------------------------------


Fotografie prasowe
------------------------------------------------------------------------------------------------


Fotografie w kolorze [retusz + czyszczenie + kolor]
Wykonała: Joanna Czopowicz
------------------------------------------------------------------------------------------------



Rysunki/Ilustracje
------------------------------------------------------------------------------------------------







Out of the Ashes [2003]
Reżyseria: Joseph Sargent
Produkcja: USA
Gatunek: Dramat

Żydówka, doktor ginekologii Gisella Perl, aby uzyskać prawo wykonywania zawodu w USA musi zdać egzamin przed tamtejszą komisją lekarską. Przy okazji rozmów wychodzi na jaw przeszłość lekarki. Będąc więźniarką w Oświęcimiu, została asystentką doktora Mengele. Komisja zaczyna się zastanawiać nad zgodnością postępowania Giselli z etyką lekarską.
Podstawą do nakręcania filmu "Powstali z popiołów" stały się wspomnienia żydowskiej lekarki doktor Giselli Perl pt.: "Byłam lekarzem w Auschwitz".

Film został zrealizowany na zlecenie prywatnej stacji telewizyjnej Showtime. Można śmiało pogratulować producentom chęci przeniesienia na ekran biografii Giselli Perl, z zaakcentowaniem wydażeń z czasów II wojny światowej i Holocaustu. I na tym niestety muszę zakończyć wymienianie dobrych stron filmu. Dlaczego? Ano dlatego, że każda osoba bardziej obeznana z tematem może bez problemu zliczyć występujące w filmie błędy. Skoro jest to blog o Irmie, to postaram się wymienić te najbardziej rzucające się w oczy błędy dot. "Pięknej Bestii". W napisach końcowych można przeczytać, że aktorka Nina Young wcieliła się w postać niejakiej Irmy Griese (sic!), cóż, błąd w nazwisku można byłoby jeszcze przełknąć (zapewne producenci kierowali się w tym wypadku zapisem fonetycznym), ale to, że w filmie Irma Grese wygląda na 30 lat, tego już nie mogłam strawić! Czemu się dziwić, skoro Nina Young w czasie kręcenia filmu miała 37 lat!!! Ten błąd odczuwa się i to boleśnie niczym uderzenie pejcza. W filmie wyraźnie jest pokazane, że akcja dzieje się w Auschwitz-Birkenau, a przecież Irma "pracując" wówczas w obozie miała lat 20, różnica więc jest i to znaczna... Ekhm, idźmy dalej... Jeśli chodzi o sam wygląd Irmy, również jest tu wiele zastrzeżeń. W filmie pokazane też są zwykłe nadzorczynie (pomijam to, że mają złe umundurowanie i chodzą w pantofelkach), te jeszcze jako tako w wyglądzie są zbliżone do oryginałów. Natomiast w scenie z tańczącym dzieckiem (screeny w załączniku), widać Josefa Mengele oraz Irmę, która wychodzi ni z tąd, ni zowąd zza rogu baraku, po czym ma ochotę zastrzelić nieszczęsną małą więźniarkę (jej życie ratuje owy czarująco przystojny Mengele, który mówi nienagannym francuskim częściej niż swoim ojczystym językiem, czyt. angielskim). No dobrze, dajmy na to, że scena ma wzbudzać w widzu grozę, ale na Boga! Irma Grese nie dość, że ma te swoje 30 lat, mocno pomalowane usta i czerwone paznokcie (!) oraz przechadza się w pantoflach na obcasie, to jeśli się nie mylę, jest w mundurze SS-Untersturmführera(!!!) Czy ja czegoś nie wiem, czy się nie mylę, że w ciągu sześćdziesięciu paru lat Irma awansowała na podporucznika SS? Z ciężkim sercem muszę przyznać, że w tym filmie, bardziej przypomina główną bohaterkę erotycznego thrillera "Ilsa, wilczyca SS", np. scena z aborcją w prywatnym apartamencie Irmy, ze świecami w tle, przebiła wszystko, co do tej pory widziałam. Szkoda, że producenci nie postarali się dowiedzieć czegoś więcej o Irmie, skoro jej postać jest aż tak wyraźnie pokazana. Jednym słowem można to tak określić: słyszą, że dzwoni, ale nie wiedzą, w którym kościele...





The Last Hangman [2005]

Reżyseria: Adrian Shergold
Produkcja: Wielka Brytania
Gatunek: Dramat

Rok 1932. Miejscem akcji jest miasto Lancashire w Wielkiej Brytanii. Albert Pierrepoint trzydziestoletni kierowca ciężarówki pewnego dnia wraca do domu i znajduje zaadresowany do niego list z więzienia Pentonville. Jako kolejny z rodziny, po ojcu i wuju, ma przynieść honor nazwisku rodowemu i zostać katem.
Dla Alberta jest to spełnienie marzeń. Podróż do Londynu staje się początkiem jego niewiarygodnej kariery jako najsłynniejszego kata, który brał udział w najbardziej spektakularnych egzekucjach w dziejach Anglii, m.in. w zgładzeniu seryjnego mordercy John'a George'a Haigh'a czy Ruth Ellis, ostatniej kobiety powieszonej w Wielkiej Brytanii.
Film stanowi w równym stopniu studium charakteru i fragmentu historii społecznej, jak też oskarżenie przeciwko karze śmierci. Głównym tematem jest sposób, w jaki Pierrepoint postrzega sam siebie, i jak go odbiera społeczeństwo. Bohater to małomówny człowiek, który początkowo kryje się ze swoją dodatkową pracą przed sąsiadami i nigdy nie rozmawia o niej ze swoją milczącą, dobroduszną żoną Anne. Jednak w 1945 roku zostaje wezwany do wykonywania egzekucji na hitlerowskich zbrodniarzach wojennych...

Jeśli zaś chcecie obejrzeć naprawdę dobry film z dziedziny "tych wojennych", obejrzyjście koniecznie dramat "Pierrepoint - The Last Hangman". W tytule wkradł się mały błąd, bowiem Albert Pierrepoint nie był ostatnim katem Zjednoczonego Królestwa. Jednakże film porusza, zarówno jeśli chodzi o pokazanie pracy Pierrepointa, jego podejścia do stojących przed nim skazańców oraz do wykonywanych egzekucji, jak i wspaniałej gry aktorskiej. W filmie nie pominięto wątku o zbrodniarzach z Bergen-Belsen, procesie (oryginalne ujęcia z kroniki filmowej z 1945 roku) oraz wykonaniu wyroków na osądzonych, jak wiemy, dzięki nim Pierrepoint stał się sławny jako kat.
Irma jest jak najbardziej sobą, tzn. aktorka grająca jej rolę, Sheyla Shehovic, jest nawet podobna z wyglądu do oryginału, ma to coś w oczach a przy okazji ważenia skazanych, wykrzykuje własne przemyślenia o Żydach ("Wykonujecie żydowską robotę. Za nich!"). Jest jedna rzecz, która mnie zaintrygowała, otóż słowa O'Neila, asystującego Pierepointowi. W scenie obserwowania skazanych, którzy spacerują sobie po dziedzińcu, O'Neil mówi do Pierepointa: "Młoda kobieta na prawo, to Irma Grese. Zazwyczaj chodziła po obozie ze strzykawką. Mamy świadków, którzy widzieli, jak używała..." i tu Pierepoint przerwał jego wypowiedź, gdyż wolał skupić się na wadze i wzroście skazanych, niż wysłuchiwać, co też Irma robiła ze strzykawką... No właśnie, do czego jej była strzykawka? To już nie tylko pejcz, podkute buty i pies...
Ale rzeczą, która mnie najbardziej rozwaliła, to scena wieszania, podczas której Irma wypowiada swoje sakramentalne "Schnell!" Bardzo cicho, że ledwie można to dosłyszeć, w tym czasie bowiem w tle leci melodia, ale ostatnie słowo jest! Widać, że zarówno kat, jak i reżyser dobrze wykonali swoją pracę. I chwała im za to!


- - - - -
Zobacz: Pierrepoint - The Last Hangman: Execution of war criminals [YouTube Movie]
- - - - -




Auschwitz. Naziści i "ostateczne rozwiązanie" [2005]

Reżyseria: Laurence Rees
Produkcja: Wielka Brytania
Gatunek: Fabularyzowany dokument/Dokumentalny

BBC przygotowało serial, który powstał, aby upamiętnić 60. rocznicę oswobodzenia obozu Auschwitz, przypadającą 27 stycznia 2005 roku. Scenariusz i produkcja serialu są dziełem laureata nagrody Bafta Award, Laurence'a Reesa. "Auschwitz: naziści i 'Ostateczne rozwiązanie'" jest unikalny wglądem w strukturę i zasady funkcjonowania obozu, w którym brutalnie zamordowano ponad milion ludzi. Serial jest rezultatem trzyletnich badań, przeprowadzanych z zaangażowaniem także przez światowych ekspertów. Jest oparty na blisko 100 wywiadach z osobami, które przeżyły obóz oraz z biorącymi udział w masowej zbrodni, spośród których wielu mówi o swoich doświadczeniach po raz pierwszy. Sekwencje filmowe, nakręcone niezwykle precyzyjnie z udziałem polskich i niemieckich aktorów pozwalają po raz pierwszy ujawnić na ekranie ostatnio odkryte dokumenty, podczas gdy symulacje komputerowe oddają historycznie adekwatny obraz Auschwitz-Birkenau we wszystkich stadiach rozwoju.

AUSCHWITZ: Inside The Nazi State Corruption: Episode 4
"It wasn't just men who exploited the situation they found themselves in—women did as well. Irma Grese was one of 170 female SS staff at Auschwitz. She was just 20 years old in 1943, and her combination of beauty and cruelty was to make her notorious. But there was nothing in her background before she came to the camp to give any hint of the monster that she was to become.

Vera Alexander - Jewish Prisoner, Auschwitz: "She didn't go to school. She was a farmer's daughter. I thought she was a small silly country bumpkin. She became someone just because she was wearing a uniform and had a whip in her hand."

Irma Grese was one of the SS who supervised the women's camp at Auschwitz Birkenau. By the end of 1943, in the southern part of the camp complex, there were 30,000 women, housed in 62 barracks in some of the worst conditions in the whole of Auschwitz. There was little running water, and disease was rampant. For Irma Grese the women's camp became a sadistic playground.

Vera Alexander: "She shot one woman dead who was standing in front of me. Her brains landed on my shoulder. The next day, after the selections, Irma came to see me. I refused to talk to her. She asked, 'Are you angry with me?' I replied, 'You nearly killed me yesterday'. She answered: 'One down, it doesn't matter…'"

After the war Irma Grese was tried for war crimes and sentenced to death. She was executed two months after her 22nd birthday. But it was a member of the SS who worked on this site, where crematorium 2 in Birkenau once stood, who became most infamous for exploiting the opportunities Auschwitz had to offer."
----------
Źródło: http://www.pbs.org/auschwitz/about/transcripts_4.html

Pięcioodcinkowy serial "Auschwitz. Naziści i "Ostateczne Rozwiązanie" ogląda się z dużym zainteresowaniem. To, co stanowi główną zaletę filmu, to zrekonstruowane wydarzenia z dziejów największego ośrodka Zagłady nazistowkich Niemiec. W serialu występują także Ocaleni, świadkowie tamtych wydarzeń, którzy przed kamerą wspominają tragiczne dzieje obozu Auschwitz-Birkenau. W czwartym odcinku, Vera Alexander, żydowska była więźniarka, opowiada o swoich przeżyciach ze spotkania z Irmą Grese. Relacjonuje, jak Irma zastrzeliła więźniarkę, która stała przed nią na apelu i to, jak kawałki mózgu zabitej kobiety, rozbryzgnęły się naokoło, także na twarz Very. Następnego dnia Irma odnalazła Verę i zapytała się jej, czy jest na nią zła. Na to Vera odpowiedziała, że o mały włos sama nie straciła życia. Irma, niczym nie wzruszona powiedziała: "Jedna zabita, to nie ma znaczenia." Mocne...
W serialu gościnnie wystąpiła niezawodowa aktorka Marta Dąbrowa, studentka Uniwersytetu Warszawskiego zresztą. Ładna dziewczyna, o sympatycznie wyglądającej buzi. Reżyser pokazał sytucję w prywatnym pokoju esesmanek, gdzie dwie nadzorczynie szykują się do pracy. Irma, jak to Irma, siedzi przed toaletką, związuje warczoczyk i psika się jakimś drogim zapachem (może to Dior?) Potem wstaje, nakłada furażerkę, bierze szpicrutkę i pełna humoru wychodzi. Wszystko okraszone mrożącym krew w żyłach komentarzem. Jak dla mnie rewelacja!


- - - - -
Zobacz: Auschwitz - Final Solution Part 4: Vera Alexander about Irma Grese [YouTube Movie] 7:12/8:59
- - - - -








Wykaz najważniejszych stron internetowych, które warto zobaczyć, aby poszerzyć swoją wiedzę o Irmie Grese. Gorąco polecam opracowania Mariusa Luciusa, znajdziecie tam wiele ciekawych informacji w języku angielskim oraz obszerną galerię zdjęć. W dziale "SS-Aufseherinnen" zamieściłam linki do różnych stron dotyczących nadzorczyń SS. Polecam także odwiedzenie oficjalnych serwisów internetowych Miejsc Pamięci, w których w czasie wojny pracowała Irma Grese. Jeśli zaś ktoś zechce wybrać się w podróż śladami "Pięknej Bestii" zalecam zapoznanie się z działem "turystyka", tam znajdują się linki do różnych miejsc, do których można pojechać, a które nierozerwalnie związane są z historią życia Irmy. Zapraszam!

[SS-Aufseherin Irma Grese]
---SS-Oberaufseherin Irma Grese Website [created by Marius Lucius]
---Irma Ilse Ida Grese Blog [created by Marius Lucius]
---Planetar Studio: Zanim umrzesz... 9 historii o Irmie Grese [opowiadanie]

---Capital Punishment UK: Irma Grese
---Irma Grese: The Angel of Death [pdf]
---Das grauenhafte Geheimnis von Hameln
---Die Angeklagte Irma Grese [pdf]

[SS-Aufseherinnen]
---Planetar Studio: SS-AUFSEHERIN: Female Camp Guards [pl]
---Planetar Studio: SS-AUFSEHERIN: Encyklopedia [pl]
---Planetar Studio: SS-OBERAUFSEHERIN Maria Mandel [pl]

---Female guards in Nazi concentration camps
---Capital Punishment UK: Female Nazi war criminals
---SS Female Overseers in Auschwitz
---SS-Frauen am Galgen
---Täter und Täterinnen - Referat
---Täterinnen und Täter
---Frauen als Täterinnen

[Proces załogi KL Auschwitz w Krakowie w 1947 roku]
Autor: Stanisław Kobiela
Publikacja: Wiadomości Bocheńskie | www.bochniacy.pl


---Część I [pdf]
---Część II [pdf]
---Część III [pdf]
---Część IV [pdf]

[Miejsca Pamięci/Muzea Martyrologii]
---Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu
---Miejsce Pamięci i Przestrogi Ravensbrück
---Gedenkstätte Bergen-Belsen

[Turystyka]
---Urlaub auf dem Lande: Kultur-Gut Wrechen
---Jugendherberge Ravensbrück - Int. Jugendbegegnungsstätte
---Justizvollzugsanstalt Celle
---Hotel Stadt Hameln [****]
---Der Friedhof "Am Wehl" - miejsce pochówku Irmy Grese (Zuchthausopfer, kwatera CIII)








© 2009 Planetar Studio
All Rights Reserved
[www.planetar.blog.pl]



Created by: Joanna Czopowicz
© schnell.blog.pl
since 21.02.2008

SS-Aufseherin: Female Camp Guards
70th Anniversary Memorial






Niniejsze opracowanie nie ma na celu propagowania treści nazistowskich. Zamieszczone na tej stronie dokumenty archiwalne oraz fotografie mają wyłącznie charakter historyczno-naukowy. Uwaga! Publiczne zaprzeczanie faktom dotyczącym zbrodni, o których mowa w art. 1 pkt 1 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o IPN - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu jest przestępstwem ściganym z urzędu zagrożonym grzywną lub karą pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości.

SS-Oberaufseherin Irma Grese © 2009 Planetar Studio | All rights reserved | www.schnell.blog.pl | www.planetar.blog.pl


statystyka